piątek, 22 czerwca 2018

"Pierwszy człowiek" (2018) - zwiastun i oczekiwania

W minionym tygodniu ukazał się pierwszy zwiastun nadchodzącego jesienią nowego filmu wytwórni Universal Pictures - "Pierwszy człowiek". Niespełna 50 lat po pierwszym lądowaniu człowieka na Księżycu ujrzymy pierwszy film w całości poświęcony tamtemu wydarzeniu, a konkretnie postaci Neila Armstronga, który postawił słynny "mały krok dla człowieka" na powierzchni Srebrnego Globu. Czy zwiastun może dawać nadzieję, że ujrzymy obraz godnie prezentujący tę postać i wydarzenia z nią związane?

Mam taką nadzieję. Są zresztą przesłanki mogące sugerować, że za kilka miesięcy dostaniemy najlepszy "astro-film" od czasu ➨ "Marsjanina" Ridleya Scotta z 2015 roku. Reżyser "Pierwszego człowieka" - twórca takich ostatnich udanych produkcji jak zwłaszcza "Whiplash" czy ponoć La La Land (akurat nie oglądałem) zdaje się być na ten moment dość pewną kartą, a szereg zabiegów operatorskich jakie widzimy na zwiastunie sugeruje, że nawet wizualnie (ziarnistość, efekt starego filmu, masa realnych zdjęć dokumentalnych zamiast sztucznie generowanych efektów CGI) film będzie mocno nawiązywać do lat 60. ubiegłego wieku odcinając się w tych względach od dzisiejszych taśmowo produkowanych tytułów.

Nie da się ukryć, że pierwsze w dziejach lądowanie człowieka na powierzchni Księżyca to wydarzenie wprost proszące się o zekranizowanie i aż dziw mnie bierze, że dotychczas żaden z twórców filmowych się tego nie podjął. Fakt, że lepiej późno, niż wcale - tym nie mniej znając tempo, z jakim w Ameryce produkowane są obecnie filmy, wręcz taśmowo, choć i często na jedno kopyto, jest dużym zaskoczeniem, że nikt nie pokusił się jeszcze o stworzenie porządnej produkcji, o której śmiało można by rzec, że stanowi naprawdę godne upamiętnienie wydarzeń z lipca 1969 roku. Nikt, aż do teraz.

Pytanie, czy nakręconego już "Pierwszego człowieka", który czeka na premierę, można będzie rzeczywiście traktować jako udany pomnik Neila Armstronga, misji Apollo 11 i całej jej otoczki, która trafiła na karty historii i podręczników już niemal 50 lat temu? Jak bardzo twórcy będą starali się oddać fakty, realizm naukowo-techniczny oraz klimat tamtych lat i wydarzeń, a jak bardzo poniesie ich w "hollywoodzkim stylu"? Czego bym oczekiwał?

Myślę, że dobrym punktem odniesienia, który stawia poprzeczkę bardzo wysoko, jest ekranizacja misji Apollo 13 Rona Howarda z 1995 roku pod tym samym tytułem. Mimo, że nie mieliśmy tam do czynienia z filmem stricte biograficznym jak w przypadku "Pierwszego człowieka", to jednak za sprawą mnóstwa elementów bez wahania można mówić o "Apollo 13" jako niemal fabularyzowanym dokumencie, w którym ze strony realizatorskiej i naukowej wszystko zagrało jak należy. Twórcy nie dodali tam żadnych niepotrzebnych, a przede wszystkim nie mających miejsca w rzeczywistości wydarzeń, bo i sama misja trójki astronautów mających stanowić trzecią załogę stąpającą po Srebrnym Globie była wystarczająco dramatyczna. Mało tego - Howard stworzył wielkie dzieło, które mimo znajomości zakończenia (o ile ktoś nie jest kompletnie na bakier z historią) potrafiło przykuć do fotela i wywołać napięcie zupełnie tak, jakby widz oglądał historię z zakończeniem niemożliwym do przewidzenia. To wielka sztuka tak skonstruować film, by odbiorca znający zakończenie, angażował się w projekcję niczym podczas czytania nowego kryminału, w którym co rusz przeżywa szokujące zaskoczenia. Takiego zbudowania filmu życzę twórcom "Pierwszego człowieka"

Ze zwiastuna widać także, że poza dokumentalnymi sekwencjami zastosowana będzie w wybranych momentach perspektywa pierwszoosobowa (np. gdy Armstrong schodzi na Księżyc) co w ostatnich latach w kosmicznym kinie perfekcyjnie zapoczątkował Alfono Cuarón w "Grawitacji" ociekającej wręcz takim rodzajem ujęć. W "Apollo 13" ich nie było, ale za to udało się znakomicie oddać stan nieważkości astronautów, klimat tamtych czasów, zdjęcia w Centrum Kontroli Startu na Cape Canaveral czy w Centrum Kontroli Lotów w Houston (MCC), no a Ed Harris w roli Gene'a Kranza, szefa MCC to już po prostu wyższa szkoła jazdy w aktorstwie. Do tego kompletna dbałość o realizm naukowo-techniczny i dokładne oddanie tamtych dramatycznych wydarzeń, znakomite zdjęcia, nienaganne aktorstwo i znakomita muzyka nieodżałowanego Jamesa Hornera, uczyniły "Apollo 13" jednym z najbardziej rewelacyjnych filmów z gatunku kina kosmicznego w ogóle.

Przypuszczam, że budowa scenariusza w dużej mierze może opierać się właśnie m.in. na "Apollo 13", to znaczy spodziewam się wielu przeplatanek miejsca akcji - sceny w kosmosie i sceny w MCC plus w rodzinach astronautów, ciekawi mnie natomiast rozłożenie historii: w jakim stopniu film będzie dotyczył pierwszego lotu człowieka na Księżyc, a ile czasu poświęconych zostanie na wcześniejsze przygotowania i samą sylwetkę Neila Armstronga. Wszak to on stanowi punkt centralny produkcji, która według informacji dystrybutora będzie miała gatunek biograficzny. W takim świetle myślę, że trudno spodziewać się czegoś w stylu zwykłej ekranizacji tego historycznego lotu, która równie dobrze mogłaby być grana w kinach jako "Apollo 11". Z tego powodu można luźno gdybać, że postać Armstronga znacząco zdominuje cały film i niewykluczone, że sceny na które wielu najbardziej czeka, "realizowane" w kosmosie - stanowić będą mniejszy procent całego filmu. Co prawda projekcja filmu uwzględniać będzie także kina IMAX (nie wiem czy w trójwymiarze również), więc widowiskowych scen - oby przy tym maksymalnie realistycznych - musi być wystarczająco, skoro twórcy na taką dystrybucję też się zdecydowali.

Ile z przewidywań się sprawdzi, ile z oczekiwań zostanie spełnionych, ile elementów tej niesamowitej historii uda się rzetelnie i godnie upamiętnić we filmie i na ile udaną produkcją się on okaże, przekonamy się już najbliższej jesieni. Temat jest rewelacyjny, a oczekiwania widzów wobec zekranizowania wydarzenia tak wielkiej rangi jak pierwsze w historii lądowanie człowieka na Srebrnym Globie muszą, a przynajmniej powinny być nie tyle wysokie, co po prostu astronomiczne. Do wygrania twórcy mają wiele, z deszczem Oskarów włącznie, ale przy spapraniu takiego tematu baty też będą srogie. Premierę "Pierwszego człowieka" zaplanowano na 11 października (świat) i 18 października w Polsce. Czekam i to bardzo.

  f   Bądź na bieżąco z tekstami, zjawiskami astronomicznymi i wszystkim co ważne dla amatora astronomii - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku lub GooglePlus.


Fot. i zwiastun: Universal. Pictures

2 komentarze:

  1. zobaczymy na ekranie. ale może być naprawdę dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie skaszanią filmu to może być naprawdę dobrze, i na to liczę, no ale to Hollywood. Nie wykluczam zatem żadnego wariantu, bo ich tam czasem ponosi ostro...

      Usuń

Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy

W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"