Posty

"Pasażerowie" (2016), czyli przewodnik marnowania potencjału dobrego kina science fiction

Co ja robię tu... Co ty tutaj robisz? Te słowa piosenki "Elektrycznych gitar" towarzyszyły mi w myślach wielokrotnie we wszelkich sytuacjach, w których wolałbym sobie przyjemnie siedzieć w domku, oddając się na przykład tysiąc sto czterdziestemu drugiemu seansowi "Dobrego, Złego i Brzydkiego". Ale ostatnio, po długiej przerwie ta piosenka towarzyszyła mi przez ponad 2/3 seansu kinowego, gdy miałem uzyskać według zapowiedzi twórców, przyjemność z oglądnięcia na dużym ekranie nowego dzieła science fiction pod tytułem "Pasażerowie", reżyserowanego w oparciu o bardzo obiecującą koncepcję, która nawet widniała do niedawna na tzw. czarnej liście Hollywoodu z najciekawszymi niezekranizowanymi scenariuszami. I co by nie mówić złego o „Pasażerach”, przez pierwszych 20-kilka minut rozsiadałem się w kinowym fotelu coraz wygodniej, a w głowie gdzieś szumiały myśli o szykującej się dla tego filmu mocnej „siódemce”, może i nawet „ósemce” w dziesięciopunktowej skali oc...