Noworoczny koncert życzeń, czyli czego spodziewam się od Słońca, a czego bym sobie (i Wam!) życzył w 2026 roku

Z wejściem w 2026 rok rozpoczęliśmy już siódmy rok 25. cyklu aktywności słonecznej. W zależności od tego jak długi okaże się to cykl, może to być rok przełomowy dla poznania odpowiedzi na chyba najbardziej frapujące pytanie zadawane przez miłośników tematu: czy mamy szansę na drugie maksimum, czy też szczyt lub dwa maksima są już za nami. Tekst ten traktujcie jako swego rodzaju koncert życzeń, ale też zestawienie faktów, które już o bieżącym cyklu znamy i hipotez, jakie na podstawie dotychczasowej obserwacji cykli słonecznych można wysnuć na obecnym etapie cyklu co do jego przyszłości, na razie znanej tylko Słońcu. To zarazem pierwsza część małej "słonecznej trylogii" na 2026 rok - przed Wami jeszcze dwa teksty w temacie aktywności słonecznej, które niebawem podsunę Wam do lektury.


Spis treści:
1. Dlaczego ten rok powinien być przełomowy?
2. Czego, realistycznie patrząc, spodziewam się i co nie powinno być zaskoczeniem, jeśli się wydarzy w tym roku?
3. Czego bym sobie - i Wam! - życzył, ale zarazem czego pewnym być nie mogę?


1. Dlaczego ten rok powinien być przełomowy?

Bieżący, 25. cykl aktywności słonecznej rozpoczął się pod koniec 2019 roku - oficjalny start datowany jest na grudzień. Jeżeli cykl ten okaże się cyklem krótkim lub standardowym mieszcząc się w średniej długości 11 lat, to siódmy rok takiego cyklu powinien być rokiem zdecydowanej fazy wygasającej, bez względu na to, czy w dotychczasowym przebiegu zarysowały się już dwa maksima czy tylko jeden szczyt. Jeśli zaś 25. cykl miałby się okazać jednym z tych najdłuższych, trwających po 12-13 lat - jak cykle numer 5, 6, 9, czy 23 lub nawet zbliżających się do oszałamiających 14 lat jak rekordzista w historii regularnych obserwacji - 4. cykl słoneczny (13 lat 7 miesięcy), to siódmy rok takiego cyklu jawiłby się w takiej sytuacji jako zaledwie półmetek i znakomity moment na zarysowanie drugiego szczytu, jeszcze przed wejściem w definitywną fazę wygasającą sprowadzającą nas konsekwentnie do nowego słonecznego minimum, wg głównego parametru produkcji plam czyli wygładzonej 13-miesięcznej liczby Wolfa (SSN) - wskaźnikowi dzięki któremu na wykresach w funkcji czasu cykle słoneczne uzyskują swój najbardziej rozpoznawalny, klasyczny kształt z jednym lud dwoma szczytami.

Do tej pory najwyższa SSN wystąpiła dla października 2024 (160,9) i od tego czasu konsekwentnie się obniża. Miesięczne średnie liczby Wolfa wykazują naturalnie swoje wahania nie zachowując trwałego trendu obniżania i przynosząc czasem wyższe wartości od miesiąca poprzedzającego, ale długoterminowo obniżają się na tyle, że sposób przeliczania SSN (obliczanej jako średnią ważoną z 13 kolejnych miesięcy, z centralnym punktem przypadającym na analizowany miesiąc, a więc poznawanej pół roku po analizie danego miesiąca) i tak skutkuje systematycznym zjazdem z bardzo wyraźnego szczytu do kolejnego minimum - jak dotychczas bez skłonności do odbicia w górę dla zwiększenia szans na drugie maksimum cyklu.

Rok 2026, jako siódmy rok trwania 25. cyklu słonecznego, stanowi punkt zwrotny z perspektywy morfologii cykli o podwójnym maksimum - zjawiska, które w ostatnich dekadach stało się bardziej normą, niż wyjątkiem. Aby zrozumieć wagę tego momentu jaki w tym roku osiągamy, musimy spojrzeć na tzw. przerwę Gnevysheva - okresowy spadek aktywności słonecznej, który często rozdziela dwa piki w cyklu: pierwszy, z reguły krótszy i słabszy, oraz drugi, bardziej rozciągnięty w czasie i często obfitujący w więcej silniejszych zjawiska erupcyjnych. W przypadku poprzedniego, 24. cyklu słonecznego, pierwszy szczyt przypadł na początek 2012 roku, podczas gdy właściwe, wyższe maksimum nastąpiło dopiero w kwietniu 2014 roku - czyli właśnie w siódmym roku cyklu. Podobny schemat obserwowaliśmy także w cyklu 23., gdzie po szczycie z roku 2000 nastąpiło wtórne wzmożenie aktywności i drugie, wyższe maksimum w roku 2002.

Jeśli przyjmiemy hipotezę, że maksimum z października 2024 roku (liczone wygładzoną miesięczną liczbą plam) było jedynie pierwszą odsłoną potencjału obecnego cyklu, to rok 2026 jest matematycznie idealnym kandydatem na uformowanie się drugiego wierzchołka - ale żeby to było możliwe produkcja plam już powinna wzrastać w bardziej trwały sposób aby SSN mogła odbić w górę. Jest to kluczowe, ponieważ asymetria półkul słonecznych odgrywa tu decydującą rolę. Dotychczasowa aktywność 25. cyklu była w dużej mierze napędzana przez jedną półkulę,  podczas gdy druga pozostawała relatywnie uśpiona. Rok 2026 powinien przynieść odpowiedź, czy owa "spóźniona" półkula - w tym wypadku północna - nadrobi zaległości, generując serię rozbudowanych grup plam, czy też globalne dynamo słoneczne weszło już w stan nieodwracalnej relaksacji sprowadzającej nas do minimum cyklu.

Dotychczasowy postęp 25. cyklu aktywności słonecznej - najnowsza SSN dla czerwca 2025 wyniosła 124,7 i od listopada 2024 wykazuje trwałą tendencję opadającą. Gdyby założyć, że może nas wciąż czekać drugi szczyt rysujący wyraźny kształt cyklu na podobieństwo cykli minionego półwiecza, rok 2026 powinien przynieść zdecydowany wzrost produkcji plam stanowiąc idealny moment na zweryfikowanie takiej hipotezy. Problem miłośnicy tematu będą mieli jeśli okaże się, że cykl ten miał już dwa maksima, przy czym pierwsze stanowiłby niewyraźny garbik w połowie 2023 roku, kiedy w produkcji plam dominowała półkula północna. Taki scenariusz uczyniłby 25. cykl pierwszym od półwiecza, który pozbawiony jest klasycznego kształtu w swym głównym parametrze (SSN) rysującym na osi czasu dwa wyraźnie oddzielone maksima. Siódmy rok cyklu to właściwie ostatni dzwonek na rozstrzygnięcie tej kwestii. Oprac. własne na podst. danych SWPC

Z drugiej strony, brak wyraźnego odbicia SSN w 2026 roku będzie silną przesłanką za tym, że 25. cykl powiela charakterystykę cykli raczej krótkich i jednoszczytowych, co w kontekście historycznym (np. cykle z początku XX wieku) oznaczałoby szybkie wejście w fazę wygasającą (w tym przypadku, a więc po październiku 2024, byłoby to już w piątym roku cyklu). To zdefiniuje nam kolejne 3-4 lata: albo czeka nas "długi ogon" aktywności z potężnymi, choć rzadszymi zjawiskami (cecha cykli długich), albo gwałtowne wygaszanie prowadzące do głębokiego minimum w okolicy 2029-2030 roku. Dlatego właśnie rok 2026 nie jest po prostu "kolejnym rokiem po maksimum" - jest rokiem weryfikacji modelu dynama słonecznego dla całego bieżącego cyklu.

I teraz trochę tej mniej optymistycznej treści z naszego punktu widzenia, o czym już parę razy przebąkiwałem, a co rok 2025 zdał się w swoim całokształcie faworyzować. Należy z całą powagą pochylić się nad konkurencyjną hipotezą zakładającą, że 25. cykl słoneczny swoją "batalię o dwa maksima" ma już... za sobą. W tym ujęciu morfologia obecnego cyklu byłaby już prawie kompletna, choć nieoczywista na pierwszy rzut oka. Według tej interpretacji, pierwsze maksimum - choć bardzo słabo zarysowane i "rozmyte" w ogólnych wskaźnikach - miało miejsce w połowie 2023 roku (czerwiec-lipiec). Było ono napędzane niemal wyłącznie przez aktywność półkuli północnej, która w tamtym okresie dominowała pod względem generowania grup plam i rozbłysków, podczas gdy południe pozostawało w tyle.

Czy był to rzeczywiście pierwszy szczyt, a jeśli tak to dlaczego mógłby umknąć naszej uwadze? Ponieważ nie przyniósł on spektakularnych rekordów liczby Wolfa, a oceniany na bieżąco czy nawet z perspektywy kilku miesięcy mógł być uznawany co najwyżej "lokalnym wyżem" niż ostrym pikiem niepozostawiającym złudzeń co do swej natury jako słonecznego maksimum. Zwróćmy uwagę jak "płaskie", niemal nieróżniące się w tym czasie były wygładzone 13-miesięczne liczby Wolfa:

kwiecień 2023 - 122,9
maj - 124,2
czerwiec - 125,3
lipiec - 124,6
sierpień - 124,3
wrzesień - 124

Amplituda na przestrzeni półrocza to zaledwie 2,4 - niemal niezauważalna. Czy po takich SSN można odebrać dany okres aktywności Słońca jako maksimum cyklu? Patrząc na same wartości: tak. A w praktyce? Linia SSN dla takich wartości jest niemal wypłaszczona (patrz pierwszy wykres wyżej). Teoretycznie: maksimum zarysowało się w czerwcu 2023, po czym SSN zaczęła maleć. Następujący potem okres względnej stagnacji (przełom 2023/2024) mógł być w istocie spłyconą przerwą Gnevysheva, po której nastąpiło odbicie w górę i właściwe uderzenie - główne maksimum z października 2024 roku. Ten październikowy szczyt, z najwyższą od ponad dwóch dekad SSN, byłby w tym scenariuszu drugim, ostatecznym maksimum, zdominowanym już przez budzącą się półkulę południową.

Miesięczne liczby plam w ostatnich cyklach słonecznych z podziałem na półkule słoneczne, dla ukazania dominacji produkcji plam przez konkretną półkulę w danym czasie. Patrząc na przebieg 25. cyklu w ten sposób, pierwszy szczyt z połowy 2023 roku wydaje się wyraźniejszy, niż na podstawie wartości SSN, choć wciąż na tyle krótkotrwały, że hipoteza ta wciąż nie może zostać potwierdzona bez wiedzy o tym co nas czeka w 2026 roku. Główne maksimum z października 2024 to już wyraźne nadgonienie produkcji plam przez półkulę południową, pytanie czy było to już drugie maksimum, czy pierwszy właściwy szczyt, a drugi nadal przed nami? Najbliższy rok jako już 7. rok 25. cyklu musi nas przybliżyć do odpowiedzi. Credit: SILSO


Gdyby ta hipoteza okazała się prawdziwa, to wchodząc w rok 2026, nie znajdujemy się w "dolinie" między dwoma szczytami, lecz niestety na równi pochyłej prowadzącej nieuchronnie ku minimum. Oznaczałoby to, że struktura dwuszczytowa 25. cyklu już się dokonała, przy czym dysproporcja między słabym pierwszym pikiem (czerwiec 2023) a silnym drugim (październik 2024) była tak duża, że prawie całkowicie zatarła klasyczny obraz "dwóch garbów", upodabniając wykres cyklu do pojedynczej, asymetrycznej góry. Konsekwencje przyjęcia takiego założenia są kluczowe dla naszych oczekiwań: w takim wariancie rok 2026 nie przyniósłby już powrotu do wyższych SSN na kształt roku 2024, a każdy kolejny miesiąc byłby statystycznym potwierdzeniem wygasania cyklu, przerywanym jedynie sporadycznymi, choć wciąż efektownymi, nieregularnościami aktywności charakterystycznymi dla fazy schyłkowej.

Reasumując ten rozdział, widzimy, że są powody za tym by wierzyć, iż siódmy rok 25. cyklu pozwoli nam doświadczyć drugiego właściwego maksimum tak jak historycznie działo się po wielokroć - nawet w najsłabszym od stulecia 24. cyklu słonecznym, jednakże po roku 2025 przybyło też przesłanek za tym, że znajdujemy się już w fazie schyłkowej, a maksimum (lub ewentualne dwa szczyty) może być za nami. Bez względu zatem na to, jak długi okaże się 25. cykl słoneczny, rok 2026 musi przynieść przełom i już bardziej jednoznaczne rozwianie wątpliwości co do etapu, na którym się znajdujemy - czy możemy liczyć na odbicie SSN w górę po pewnym okresie spadającej produkcji plam po październiku 2024, czy raczej wygasanie aktywności plamotwórczej będzie kontynuowane, a moment w którym się znajdujemy jest już definitywną fazą wygasającą niezależnie czy wątpliwa połowa roku 2023 była pierwszym niewyraźnym szczytem czy nie.

Obie opcje mają swoje za i przeciw, żadnej nie da się przesądzić mając dostęp do jedynie dotychczasowych danych bez wiedzy o tym jaki będzie cały siódmy rok cyklu. Patrząc na wartości SSN jedynie dla bieżącego cyklu należałoby dziś stwierdzić, że niestety definitywnie zjeżdżamy ku słonecznemu minimum, jednak patrząc na całą historię obserwacji cykli słonecznych widzimy, że nie brak przykładów, w których siódmy rok danego cyklu okazywał się rokiem przynoszącym drugie maksimum, pomimo wystąpienia kilkunastu miesięcy obniżania się tego wskaźnika, gdy wydawało się, że wzrostu aktywności już nie będzie.

2. Czego, realistycznie patrząc, spodziewam się i co nie powinno być zaskoczeniem, jeśli się wydarzy w tym roku?

a) pierwsze dni ze stanem całkowicie pozbawionej plam tarczy słonecznej - realizm nakazuje coraz bardziej przygotowywać się na widok, od którego odwykliśmy przez ostatnie cztery lata - czystej fotosfery, pozbawionej jakichkolwiek obszarów aktywnych (liczonych liczbą Wolfa), czyli to straszne dla nas R=0. Choć na pierwszą myśl może się to wydawać sprzeczne w odniesieniu do roku, który wciąż ma szansę na drugie maksimum, fizyka cyklu słonecznego jest nieubłagana. W fazach przejściowych - nawet w pobliżu szczytu - dochodzi do silnych fluktuacji w generowaniu pola magnetycznego.

Jeśli spojrzymy na dane historyczne, nawet silne cykle, takie jak 21. czy 22., miewały momenty "zadyszki", gdzie dzienna liczba Wolfa z wysokich wartości spadała do bardzo niskich w krótkim czasie. W 24. cyklu, okresy bez plam zaczęły pojawiać się sporadycznie w 2016 roku (32 dni) po tym jak w okresie maksimów wystąpiły w sumie 3 takie dni (2011 - 2 i 2014 - 1), ale biorąc pod uwagę dużą zmienność obecnego cyklu, wystąpienie w 2026 roku okresów 24-48 godzinnych ze stanem czystej tarczy jest statystycznie coraz bardziej prawdopodobne i to zarówno, jeśli znajdujemy się tylko "w dolinie" między dwoma szczytami, a tym bardziej, gdyby oba maksima były już za nami.

Warto przypomnieć, że już w 2025 roku kilkukrotnie ocieraliśmy się o ten stan, kiedy na tarczy pozostawały jedynie dogasające, pojedyncze pory o nikłym polu magnetycznym, ledwo kwalifikujące się do zliczenia. Oficjalne metody zliczania plam (SILSO) są bezlitosne i wymagają widoczności pociemnienia, a nie samej pochodni fotosferycznej. Wystąpienie dni bez plam w 2026 roku nie będzie sensacją ani oznaką zakończenia cyklu, lecz raczej naturalną pauzą w formowaniu nowych strumieni magnetycznych na szerokościach coraz bardziej równikowych, zanim - być może - nastąpi kolejna fala aktywności. Wyzerowanie dziennej liczby Wolfa byłoby tu klasycznym objawem nierównomierności pracy słonecznego dynama, a nie jego wyłączenia i finału cyklu. Zanim dotrzemy do mety i wejdziemy w nowe Słoneczne Minimum każdy rok fazy schyłkowej będzie systematycznie przynosił więcej takich dni z R=0. Spodziewam się, że w roku 2026 czeka nas to po raz pierwszy, ale zarazem, że będą to sytuacje incydentalne, choć oczywiście psychologicznie istotne dla obserwatorów przyzwyczajonych do tarczy upstrzonej dziesiątkami plam. Będę jednak w pozytywnym szoku, jeśli uda się domknąć ten rok bez ani jednego oczyszczenia tarczy z plam.

b) porównywalnej całorocznej ilości burz magnetycznych do roku ubiegłego - jeden z paradoksów fazy schyłkowej cyklu lub okresów między jednym a drugim szczytem polega na tym, że liczba burz magnetycznych wcale nie musi spadać wraz ze zmniejszaniem się liczby plam. W rzeczywistości, historia cykli, także tych najnowszych z XXI wieku pokazuje nam, że lata tuż po maksimum często przynoszą sumarycznie więcej godzin ze stanem burzy magnetycznej (choć najczęściej jedynie w zakresie kategorii G1-G2), niż sam rok maksimum. Wynika to ze zmiany struktury pola magnetycznego Słońca. W 2026 roku, nawet przy mniejszej liczbie koronalnych wyrzutów masy (CME) o wysokich prędkościach, będziemy mieli do czynienia z bardziej "otwartą" konfiguracją pola magnetycznego, sprzyjającą ucieczkom wiatru słonecznego w przestrzeń.

Zakładam, że rok 2026 utrzyma wysokie tempo geomagnetyczne narzucone przez lata 2024-2025 (kolejno po 39 i 50 burz). O ile w latach narastania cyklu dominują gwałtowne uderzenia CME, o tyle w dojrzałej fazie cyklu do głosu dochodzą zjawiska powtarzalne za sprawą dziur koronalnych. Oznacza to, że Ziemia częściej powinna być zanurzona w strumieniach wiatru słonecznego o podwyższonej prędkości i gęstości, co przełożyłoby się na większą liczbę dni z aktywnością geomagnetyczną nawet bez spektakularnych rozbłysków klasy M/X. Sumaryczna ilość burz za rok 2026 może wręcz przewyższyć wynik z roku 2025, właśnie dzięki "pracy u podstaw" wykonywanej przez mniejsze, ale częstsze zaburzenia oraz ich kumulację. Na pewno nie uznałbym dziś, że będzie to rok ciszy; magnetosfera będzie często bombardowana, co dla obserwatorów w Polsce w ogólności oznacza konieczność raczej bardziej ciągłego monitorowania parametrów wiatru słonecznego, aniżeli tylko powiadomień o rozbłyskach.

c) większej, niż w roku 2025 ilości dziur koronalnych, w tym kilku długożywotnych - niezależnie co wyniknie w kontekście rozważań z pierwszego rozdziału, przechodzimy przez etap ewolucji pola magnetycznego, w którym dziury koronalne przestają być domeną jedynie obszarów biegunowych. W miarę przebiegunowania Słońca i reorganizacji dipola zachodzącemu zawsze w bezpośredniej bliskości ścisłego maksimum cyklu, rozległe dziury koronalne zaczynają migrować w stronę równika i rozciągać się południkowo. Są to struktury o otwartych liniach pola magnetycznego, skąd wiatr słoneczny w formie strumieni (CHHSS) ucieka swobodnie w przestrzeń z prędkościami rzędu 600-800 km/sek. Kilka burz w roku 2025 zawdzięczaliśmy właśnie takim strukturom, które subtelnie zaczęły zwiększać swoją frekwencję.

Najbardziej "sympatyczne" w mej ocenie dziury koronalne w dotychczasowym przebiegu 25. cyklu: uśmiechnięte Słońce z października 2022 w istocie złożone z trzech dziur koronalnych oraz i "motylek" z września 2025 roku. W obu przypadkach strumienie CHHSS były emitowane w stronę Ziemi, w przypadku motylo-kształtnej dziury osiągnięta została wręcz silna burza magnetyczna kategorii G3, ale były to struktury o wciąż dość wąskiej rozpiętości południkowej. W drugiej połowie cyklu powinniśmy obserwować więcej takich struktur, które będą bardziej "szerokie" niż "wysokie", przy jednoczesnej bliskości równika, emitując tym samym strumienie wiatru wysokiej prędkości ku Ziemi każdorazowo przez dłuższy okres. Oprac. na podst. SDO


W 2026 roku spodziewam się pogłębienia tej tendencji i uformowania przynajmniej kilku stabilnych, długożywotnych dziur koronalnych, które będą powracać do centrum tarczy z każdym obrotem Słońca (co około 27 dni). To klasyczna cecha etapu cyklu już po maksimum, ale zaczynająca się często jeszcze w bezpośredniej bliskości szczytu, gdzie nie można przekreślić szans na drugi pik. Taka sytuacja gwarantuje nam bardziej regularne, bo przewidywalne burze magnetyczne, a co istotne, ich pozycja równikowa oznacza, że strumienie te będą napływać ku Ziemię bezpośrednio, bez konieczności ledwie "ocierania się" o naszą magnetosferę, jak to ma miejsce przy dziurach na obszarach biegunowych. Dla miłośników zórz oznacza to nieco większą pewność prognoz co do terminów, choć nie wyeliminuje to nigdy losowości konfiguracji pola magnetycznego decydującego o intensywności danej burzy.

d) większej ilości burz magnetycznych spowodowanych przez struktury inne niż CME - wraz z omówionym wyżej wzrostem znaczenia dziur koronalnych, rok 2026 przyniesie zmianę w "diecie" naszej magnetosfery. O ile lata 2023-2025 stały głównie pod znakiem CME, o tyle teraz do gry dołączą regiony oddziaływania strumieni (SIR) oraz korotacyjne regiony interakcji (CIR). Powstają one na styku wolnego i szybkiego wiatru słonecznego, tworząc fronty uderzeniowe zdolne do silnej kompresji magnetosfery.

Dlaczego to ważne? Burze wywołane przez CIR/CHHSS mają inną charakterystykę, niż te po uderzeniu CME. Często trwają dłużej - nawet kilka dni, choć niemal zawsze wykazują zauważalnie niższą intensywność w maksimum, bardzo rzadko osiągając silną kategorię G3. Jednakże, długotrwałe dostarczanie energii do magnetosfery jak w napływie strumieni z dziur koronalnych, czasem kształtujących warunki geomagnetyczne przez większość tygodnia, sprzyja magazynowaniu energii w magnetosferze i regularnym jej uwalnianiu, co z kolei może generować zorze polarne przez większą ilość nocy, niż przy pojedynczych uderzeniach wyrzutów koronalnych. Spodziewam się, że udział procentowy burz niewywołanych przez CME w ogólnym bilansie roku 2026 zauważalnie wzrośnie w porównaniu do lat 2023-2025.

e) minimum trzech ciężkich burz magnetycznych kategorii G4 - to założenie wynika z czystej statystyki cykli o średniej i wysokiej amplitudzie. Nawet w latach spadkowych (jak np. 2004-2005 czy 2015; 2017), Słońce jest w stanie wygenerować warunki do zaistnienia burz kategorii G4. W roku 2026, który wciąż traktujemy jako rok wyraźnej aktywności (okołomaksymalny, a w każdym razie wciąż bliższy maksimum, niż finałowi cyklu), wystąpienie burz tylko z zakresu kategorii G1-G3 byłoby anomalią. Warunkiem koniecznym dla kategorii G4 jest silne, południowe skierowanie pola magnetycznego (Bz) w wietrze słonecznym, trwające przez kilka godzin, najlepiej połączone z dużą prędkością i gęstością, choć te cechy są drugorzędne.

Najsilniejsze pole magnetyczne (Bt) i wiążące się z tym szanse na największe spadki Bz ku południu, wiązać możemy wyłącznie z koronalnymi wyrzutami masy uderzającymi w Ziemię bezpośrednio lub z nałożeniem się CME na szybki wiatr z dziury koronalnej. Biorąc pod uwagę, że w 2026 roku oczekiwać można obecności obu tych czynników (dojrzałe regiony aktywne produkujące CME oraz równikowe dziury koronalne), prawdopodobieństwo wystąpienia "idealnej burzy" wzrasta. Trzy wydarzenia takiej rangi w całym roku to wręcz bardzo zachowawczy szacunek. Warto pamiętać, że burza G4 nad Polską to niemal zawsze gwarancja zorzy polarnej w zenicie nad północną częścią kraju i bardzo dobra widoczność w centrum i na południu. Rok 2026 bez przynajmniej trzech takich nocy byłby ogromnym rozczarowaniem i niemiłym zaskoczeniem jak na 7. rok cyklu.

f) wystąpienia grupy plam o powierzchni powyżej 1500 MH - przez większość dotychczasowego przebiegu 25. cyklu obserwowaliśmy dominację półkuli południowej lub okresową równowagę. Zgodnie z prawem asymetrii półkul, jedna z nich często wchodzi w fazę szczytową później. W 24. cyklu to właśnie półkula południowa "nadgoniła" wynik w późniejszych latach (w 25. cyklu być może tak samo, gdyby czerwiec 2023 traktować za płaski pierwszy szczyt na półkuli północnej), ale w wielu cyklach historycznych to północ potrafiła zaskoczyć w drugiej połowie.

Obszar aktywny 3590 z 25 lutego 2024 roku i 4294 z 3 grudnia 2025 roku - aktualni posiadacze srebrnego i brązowego medalu na liście największych grup 25. cyklu. Obszar AR3590 w maksimum osiągnął rozmiar 1450 MH, zaś obszar AR4294 niemal tyle samo, 1445 MH. Żadna inna grupa - poza AR3664 (czytaj niżej) nie osiągnęła progu 1500 MH. Dwa lata po maksimum - niezależnie czy rok 2024 był czasem drugiego szczytu czy pierwszego - to dobry moment na powstanie rozbudowanego regionu, który tę granicę osiągnie lub jak AR3664 z dużym zapasem przekroczy. Oprac. na podst. SDO

Niezależnie od tego, która półkula przejmie pałeczkę, rok 2026 powinien przynieść nam jakieś przykłady gigantów - grup plam przekraczających 1500 MH (milionowych powierzchni półkuli; 1 MH=3,4 mln km2). Takie rozbudowane kompleksy są charakterystyczne dla dojrzałej fazy cyklu. Przypomnieć tu warto grupę AR2192 z października 2014 roku (największą od 24 lat), która pojawiła się właśnie w późnej fazie 24. cyklu osiągając w maksimum 2740 MH - o 340 MH więcej, niż AR3664 - sprawca ekstremalnej burzy magnetycznej z maja 2024 roku. Fizyka dynama słonecznego wskazuje, że w miarę trwania cyklu wewnętrzne pole magnetyczne Słońca wypływające na powierzchnię może formować rzadsze, ale potężniejsze skupiska strumienia. Spodziewałbym się zatem, że choć całkowita liczba obszarów aktywnych może być mniejsza, niż w 2025 roku (o ile nie odbijemy ku nowemu szczytowi), to ich jakość - mierzona powierzchnią i stopniem skomplikowania magnetycznego (klasy beta-gamma-delta) - będzie wyższa, dając nam spektakularne widoki w teleskopach i potencjał do rozbłysków najwyższej energii, być może rekordowych w dotychczasowym przebiegu tego cyklu, co nie byłoby sensacją.

3. Czego bym sobie - i Wam! - życzył, ale zarazem czego pewnym być nie mogę?

a) utrzymania ciągłości produkcji plam bez zerowania dziennej liczby Wolfa 4. rok z rzędu - to życzenie stoi w bezpośredniej kontrze do punktu 2a, ale na tym właśnie polega "koncert życzeń". Utrzymanie nieskazitelnej statystyki dni z plamami (R>0) przez cztery lata z rzędu w środkowej fazie cyklu byłoby ewenementem na skalę XXI wieku. Ostatni raz taką stabilność obserwowaliśmy w potężnych cyklach drugiej połowy XX wieku. Aby to się udało w 2026 roku, Słońce musiałoby wykazać się odpowiednią koordynacją w produkcji obszarów aktywnych - zanim jedna grupa zniknie za zachodnią krawędzią, na wschodzie musiałaby pojawiać się kolejna lub powrócić któraś z poprzednich, obserwowanych dwa tygodnie wcześniej.

Taki scenariusz wymagałby albo silnego, drugiego impulsu aktywności (drugiego maksimum), który zasypałby "dolinę" między szczytami nowymi regionami aktywnymi albo istotnego spowolnienia ostatecznej fazy wygasającej, jeśli to z nią mamy do czynienia. Byłby to kolejny dowód na to, że 25. cykl ma znacznie większy potencjał magnetyczny, niż jego poprzednik i że głębokie minima z lat 2008-2009 i 2018-2019 nie zwiastowały bardziej trwałego osłabienia aktywności naszej Dziennej Gwiazdy. Dla nas, obserwatorów, oznaczałoby to, że w dowolny dzień roku 2026, wyciągając teleskop, mamy gwarancję zobaczenia plam. Brak wyzerowania dziennej liczby Wolfa w 2026 roku stanowiłby poprawienie wyniku w aktywności plamotwórczej względem środkowej części poprzedniego cyklu - na razie mamy remis (w 24. cyklu taki pojedynczy dzień popsuł statystykę w roku 2014, a w 25. cyklu - w roku 2022).

Dni bez plam na tarczy w środkowej fazie 24. cyklu słonecznego: 
Łącznie w 2011: 2
Łącznie w 2012: 0
Łącznie w 2013: 0
Łącznie w 2014: 1
Łącznie w 2015: 0

Dni bez plam na tarczy w środkowej fazie 25. cyklu słonecznego: 
Łącznie w 2022: 1
Łącznie w 2023: 0
Łącznie w 2024: 0
Łącznie w 2025: 0
Łącznie w 2026: ?

Oficjalnie nie mieliśmy w XXI wieku cyklu, który pozwoliłby utrzymać zerowy wynik w ilości dni bez plam przez 4 sąsiadujące lata: byliśmy jedynie bardzo blisko, a rok 2026 mógłby to zmienić. W obu sytuacjach (2014/2022) były to zaledwie kilkunastogodzinne absencje plam i niektórzy spierają się o zasadność zliczania tych przypadków jako dni z zerową liczbą Wolfa (między innymi przez fakt krótszego, niż 24 godziny okresu bez plam, w kontrze do stanowiska, że skoro do oczyszczenia tarczy doszło, to nie ważne na jak krótko: ważne by ten fakt odnotować i zliczyć). Każdy ma tu swoje racje, nie wnikam w to obecnie, bo już pisałem kiedyś co o tym sądzę, po prostu odnoszę się do oficjalnych statystyk, które są jakie są, a są nie po to by się miały nam podobać, ale by zostały odczytane i przytoczone.

b) wystąpienia grupy plam powyżej 2000 MH lub wchodzącej na drugie miejsce największych grup tego cyklu - tu wchodzimy w strefę marzeń o prawdziwych "potworach". Obszar aktywny o powierzchni powyżej 2000 MH to podobnie jak już okolice 1500 MH obiekt widoczny gołym okiem przez filtry zaćmieniowe lub grube chmury, ale już bez najmniejszego trudu, stanowiący wyraźną strukturę na tarczy słonecznej w obserwacji gołym okiem. W 24. cyklu mieliśmy wspomniany region AR2192 (2740 MH), który jednak był "inwalidą" w tworzeniu CME mimo generowania długotrwałych rozbłysków klasy X wskutek zjawiska klatki magnetycznej. Moim życzeniem jest pojawienie się w 2026 roku grupy o podobnej skali, ale znacznie bardziej efektywnej w produkcji erupcji.

Obszary aktywne 2192 (październik 2014) i 3664 (maj 2024): oba o znacznej rozbudowie (2740 i 2400 MH), oba o polu magnetycznym typu beta-gamma-delta i plamach FKC wg klasyfikacji McIntosha, oba bardzo produktywne w rozbłyski klasy X. Obszar 2192 jednak nie wygenerował żadnego CME z powodu klatki magnetycznej, podczas gdy 3664 pozbawiony tego zjawiska emitował CME raz po raz, wysyłając ku Ziemi serię przynajmniej 6 wyrzutów koronalnych w kilkugodzinnych odstępach, powodujących ekstremalną burzą magnetyczną 10-12 maja 2024 roku. Oprac. na podst. SDO

Pojawienie się takiej grupy w 7. roku cyklu nie jest niemożliwe. Taki gigant zazwyczaj zwiastuje obecność bardzo silnie skręconych pól magnetycznych. Życzę nam, aby ta grupa posiadała konfigurację magnetyczną typu delta w całym swoim cieniu, co uczyniłoby z niej "fabrykę" rozbłysków klasy X, ale zarazem aby to był obszar pozbawiony klatki magnetycznej. Obserwacyjnie dla amatorów aktywności słonecznej byłoby to wydarzenie roku - powtórka z obszaru AR3664 z maja 2024, pozwalająca na śledzenie ewolucji (rozpadu, łączenia się cieni, formacji i przepływu nowych składników) na poziomie detali rzadko dostępnych dla mniejszych grup. To życzenie jest bardzo uzależnione od tego, co postanowi Słońce w kontekście pierwszego rozdziału. Bez drugiego szczytu trudno liczyć na obszary aktywne rozbudowane na skalę godną słonecznego maksimum lub co najmniej słonecznego maksimum w skali mikro podczas fazy schyłkowej. Uformowanie takiej grupy wiązałoby się z podwyższoną szansą istotnych zjawisk towarzyszących, a więc z tego życzenia w naturalny sposób wynika kolejne:

c) przynajmniej po jednej ciężkiej burzy magnetycznej kategorii G4 na kwartał - rzecz jasna także przy pogodnej nocy nad Polską - regularność to klucz do satysfakcji obserwatora, nie tylko zorzy polarnej, ale też w ogólności. Zamiast jednego "złotego strzału" i miesięcy posuchy, co poniekąd odzwierciedlał rok 2025, życzyłbym sobie i Wam rytmicznego bicia serca Słońca. Jedna solidna burza G4 na kwartał, zapewniłaby stały dopływ emocji. W roku 2026 jest to możliwe dzięki współpracy dwóch mechanizmów: CME i dziur koronalnych. Często zdarza się, że strumień z dziury koronalnej (CHHSS) czyści drogę dla CME, rozrzedzając ośrodek międzyplanetarny, co pozwala koronalnemu wyrzutowi masy dotrzeć do Ziemi szybciej i z mniejszą utratą impetu.

Z drugiej strony struktury jak CHHSS mogą działać niekorzystnie na CME - jeśli są rozległe i silne, a wyrzuty koronalne nie dość energetycznie uwolnione w przestrzeń, porządny strumień z dziury koronalnej może odchylić skierowanie CME z pozornie dobrego umiejscowienia źródła erupcji w kompletnie niekorzystnym kierunku poza linię Słońce-Ziemia. Moim życzeniem jest więc taka konfiguracja, w której te oddziaływania są wzmacniające, a nie destrukcyjne. Cztery noce z kategorią G4 w roku, przy bezchmurnym niebie, to cel ambitny, ale nie jest to niemożliwe. Wzrastająca w drugiej połowie każdego cyklu słonecznego ilość dziur koronalnych i wciąż wyraźna aktywność plamotwórcza w porównaniu do lat ze ścisłego zakończenia cyklu, powinny umożliwić przynajmniej sporadycznie na zwiększenie wzajemnych efektów obu czynników.

Burze magnetyczne kategorii G4 - rok 2024:
24.03 | 28.06 | 12.08 | 17.09* | 10-11.10
Łącznie 5 (4, jeśli 17.09 uznać za G3 wg klasyfikacji GFZ Poczdam)

Burze magnetyczne kategorii G4 - rok 2025:
01.01 | 15-16.04 | 01-03.06 | 12-13.11
Łącznie 4

d) większej ilości dużych wydarzeń, także lepszych od roku 2025 - to oczekiwanie ma dwojakie podstawy, niezależnie od tego co wyniknie z rozterek zawartych w pierwszym rozdziale. Jeśli - na co miejmy nadzieję - czeka nas drugie maksimum, ze stałym wzrostem aktywności plamotwórczej i rozbłyskowej, rok ten siłą rzeczy będzie musiał się upodobnić do lat 2023-24, z uwagi na prosty rachunek prawdopodobieństwa: więcej źródeł silnych zjawisk to więcej burz. Nawet jeśli wiele z nich będzie nas omijać z powodu nieuchronnej statystyki kuli (bo tylko mały wycinek kuli słonecznej - okolice centrum tarczy widzianej z Ziemi - generuje rozbłyski i CME o geometrii pozwalającej im uderzyć w Ziemię, podczas gdy większość erupcji nas omija) to przy większej ilości "pocisków" i tak więcej trafi w cel (czytaj Ziemię), niż gdy ta pula zdarzeń jest mniejsza. Z drugiej strony, gdyby miało się okazać, że na nowy szczyt produkcji plam nie możemy już liczyć, a etap cyklu, w którym się znajdujemy to definitywna faza schyłkowa - to i tak nie eliminuje to zupełnie obszarów aktywnych i silnych CME, ale dokłada jeszcze więcej dziur koronalnych, które niosą wsparcie dla ubywających plam.

e) druga w tym cyklu ekstremalna burza magnetyczna kategorii G5 podczas pogodnej, bezksiężycowej nocy nad Polską - maj 2024 roku pokazał nam jak wygląda "Święty Graal" obserwatorów zórz: taka pełnoprawna burza ekstremalna, z indeksem Kp=9 i nie zostawiająca powodów do czynienia rzadko stosowanych rozróżnień jak w przypadku specyficznych burz kategorii G4/Kp9- z października 2024 czy listopada 2025, które - owszem - osiągały skrajną aktywność, lecz z jednej strony na tyle krótko, by oficjalnie mogły tak zostać skatalogowane, ale z drugiej zdecydowanie odróżniając się od 99% typowych burz kategorii G4 będąc od nich zdecydowanie silniejszymi.

Chodzi o burzę, która zepchnie owal zorzowy nad Morze Śródziemne, pozwoli na obserwację zorzy polarnej wprost z centrów rozświetlonych miast w Polsce, a fotograficznie stanie się rejestrowalna ze strefy równikowej. Życzę nam burzy z Bt powyżej 60nT, Bz poniżej -60nT utrzymującym się przez kilkanaście godzin, przy prędkości wiatru powyżej 800 km/sek. To jest przepis na długotrwałe utrzymanie kategorii G5, która nie pozostawia wątpliwości co do rangi wydarzenia. Taka burza w fazie dojrzałej cyklu byłaby pięknym domknięciem okresu maksimum, dając szansę tym, którzy przespali maj 2024 lub mieli pecha do pogody.

f) geoefektywnego rozbłysku klasy >X10 - to jest jedno z ostatnich pustych pól wśród osiągnięć Słońca w 25. cyklu. Mieliśmy już dużą grupę plam, mieliśmy lawinę rozbłysków klasy X, mieliśmy silne zdarzenie GLE na poziomie gruntu, mieliśmy silną burzę radiacyjną, mieliśmy ekstremalną burzę magnetyczną i dwie burze o tę kategorię się ocierające, ale ani w 24. cyklu ani w dotychczasowym przebiegu 25. cyklu nie zostały zarejestrowane jeszcze rozbłyski, które w chwili pomiaru osiągnęłyby dwucyfrową wartość w zakresie strumienia emisji rentgenowskiej. Od 2005 roku oczekujemy bezustannie dwucyfrowego wyniku w górnym zakresie skali. 23. cykl słoneczny wielokrotnie dał amatorom okazję do takich zachwytów (m.in. rozbłyski klasy X17.2, X10.0 czy X28 szacowane nawet na X45 z 2003 roku). Poprzedni cykl słoneczny zawiódł nas pod tym względem (TOP-1 to rozbłysk klasy X9.3 z 6 września 2017 roku), podobnie zresztą jak w braku ekstremalnych burz magnetycznych. W trwającym 25. cykl słoneczny liderem pozostaje rozbłysk klasy X9.0 z 3 października 2024 roku. Cykl ten kilkukrotnie pokazał już pazur, ale bariera X10 wciąż czeka na ponowne osiągnięcie.

Rozbłysk klasy X9.0 (3 minuty przed maksimum) z SDO w długości fali 131 angstremów z 3 października 2024 roku - obecny lider na liście najsilniejszych rozbłysków 25. cyklu słonecznego. Od przełamania progu X10 już niedaleko - ale po 21 latach nadal czekamy. Credit: SDO

Taki rozbłysk to potężny impuls promieniowania rentgenowskiego i UV, który natychmiast jonizuje górne warstwy atmosfery Ziemi powodując ciężki blackout radiowy poziomu R4. Aby taki rozbłysk wystąpił, potrzebujemy grupy plam o ekstremalnym gradiencie pola magnetycznego na niewielkiej powierzchni, gdzie linie pola o przeciwnej biegunowości są "upakowane" niezwykle ciasno. Życzę nam, aby 2026 rok przyniósł takie wydarzenie, i co najważniejsze - aby ku uciesze miłośników zorzy polarnej stało się ono geoefektywne. Wiele historycznych gigantów (jak te z 2003 roku) strzelało w bok względem układu Słońce-Ziemia. Tymczasem rozbłysk klasy >X10 w grupie plam na wprost Ziemi to gwarancja emocji naukowych i niemal pewna zapowiedź emocji dla amatorów zorzy polarnej - chyba że, jak w przypadku AR2192, będzie to rozbłysk bez CME, w obszarze aktywnym cechującym się obecnością klatki magnetycznej lub z jedynie niewielką jak na skalę rozbłysku erupcją.

Na wydarzenia takie czekamy od 2005 roku. Skoro jednak bieżący cykl słoneczny jeszcze przed wejściem w dojrzałą fazę potrafił przerwać nasze oczekiwanie co do ekstremalnej burzy magnetycznej, to śmiem twierdzić, że wciąż ma potencjał by przynieść nam także pierwszy po ponad dwóch dekadach przerwy rozbłysk klasy X nie mieszczący się w standardowym zakresie do 9.9. Nie byłby to żaden super-rozbłysk ani coś historycznie rekordowego, ale efektowne przypomnienie możliwości Słońca, kiedy to z dużym prawdopodobieństwem rozbłyskowi towarzyszyłby CME takiego kalibru, że w razie skierowania ku Ziemi miałby potencjał sprostać najważniejszemu dla mnie w tym "koncercie" poprzedniemu życzeniu.

Autorski komentarz do bieżącej aktywności słonecznej - podstrona Solar Update
Warunki aktywności słonecznej i geomagnetycznej na żywo wraz z objaśnieniami nt. interpretacji danych - podstrona Pogoda kosmiczna


  f    t    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebookuobserwuj blog na Twitterzesubskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Komentarze