Koniunkcja sezonu: Księżyc, Wenus, Uran i Plejady (19.04.2026)

Uff. Na największą kumulację jasnych obiektów w jednym miejscu nieba podczas tegorocznej wiosny aura szczęśliwie dopisała. Choć pod sobotni wieczór po bezchmurnym dniu niebo całkowicie się zachmurzyło zmuszając do porzucenia myśli o wypatrywaniu zorzy polarnej w związku z weekendowym napływem strumienia wiatru słonecznego wysokiej prędkości z dziury koronalnej, a burza magnetyczna kategorii G2 zamiast w piątek rozwinęła się dopiero po sobotnim świcie, to niedziela przyniosła upragnione odwrócenie sytuacji.

Po pochmurnym tym razem dniu, który minął pod znakiem kompletnej szarówki, około godziny 18:00 niebo zaczęło się przecierać, by na zachód Słońca dwie godziny później stać się już niemal bezchmurne. Wieczór z najważniejszą koniunkcją wiosny okazał się więc wymarzonym i pozwolił podładować wewnętrzne baterie przed rozpoczęciem nowego tygodnia - czysty błękit nieba powrócił w najlepszą porę.

Para najjaśniejszych obiektów nocnego nieba - Księżyc i Wenus - zawsze gdy przebywają we wzajemnym pobliżu, ma to coś, jakoś tak silnie działa na zmysły. Silniej, niż inne pary. A gdy jest to Młody Księżyc krótko po nowiu, dopełniony najwyraźniejszym w roku światłem popielatym, na dopiero ciemniejącym niebie płynnie przechodzącym od złotego w granatowe, to już tym bardziej uczta dla oczu, która przyciąga uwagę nawet pośród przypadkowych widzów raczej nie będących na co dzień miłośnikami astronomii. Te dwa obiekty, cieniutki sierp naszego satelity z wybijającą się z cienia resztą tarczy oświetloną światłem odbitym od Ziemi, i pobliska, lśniąca jaśniej od wszystkich innych punktowych obiektów Wenus, to wystarczające połączenie na piękny obraz wieńczący dzień i nawet dla nich samych warto byłoby wyrwać się w teren dla chwycenia za lornetkę czy aparat.

Tym razem jednak para najjaśniejszych obiektów nocnego nieba miała liczne towarzystwo, choć już nie tak oczywiste przy pobieżnym  rzuceniu okiem na zachodni firmament. Między oświetlonym w 7,5% Srebrnym Globem a pełniącą obowiązki Gwiazdy Wieczornej Wenus o blasku -3,86 mag., przebywał Uran już drugi sezon znajdujący się w tak łatwym i dogodnym do zlokalizowania położeniu dla wszystkich, którzy jeszcze siódmej planety naszego Układu Słonecznego nie namierzyli. Świecący z jasnością 5,8mag. Uran, obecnie położony tuż obok parki gwiazd 13-14 Tau, nie jest w większości przypadków widoczny okiem nieuzbrojonym - wymagałby bardzo ciemnego nieba, czyli nie w obecnym czasie jego widoczności plus możliwie sprawnego wzroku, ale pozostaje łatwo rejestrowalny dowolnym aparatem już na kilkusekundowej ekspozycji. Nie wywoła więc dodatkowego "efektu wow" dla osób dokonujących jedynie obserwacji wizualnej, ale przyjemnie urozmaici kadry fotograficzne.

A jakby i tego było mało, to sam Księżyc podczas koniunkcji przebywał na granicy gromady otwartej Plejad, które zakrył około dwie godziny wcześniej, jeszcze przed zapadnięciem zmierzchu nad Polską. Uciekło nam więc wiosenne zakrycie Plejad przez Księżyc, ale pozostała wciąż bardzo bliska jego obecność względem tej gromady, która może nawet w kontekście koniunkcji o takiej kumulacji obiektów okazała się atrakcyjniejszym widokiem.

Gdyby wciąż brakowało jakiejś umownej "kropki nad i"  to ze wsparciem dochodzą Hiady - druga gromada otwarta w pobliżu najjaśniejszego w Byku czerwonego olbrzyma, Aldebarana. Gromada, której najjaśniejsze gwiazdy układają się w kształt litery V, najwyraźniej w tej postaci dostrzegalnej właśnie o wiosennych wieczorach, gdy Byk, Orion i całe otoczenie zimowych gwiazdozbiorów schodzi z firmamentu przed pełnym pociemnieniem nieba, rozpoczynając z nami kilkumiesięczną rozłąkę.

Dużo zatem tych bohaterów w jednym miejscu nieba, choć już sama pierwsza wymieniona dwójka byłaby wystarczającym powodem do zaplanowania obserwacji czy skompletowania kolejnych fotograficznych wspomnień. Kiedy TAKI widok zamyka niedzielę, nawet cały ten kres weekendu przed koniecznością kopnięcia się o poniedziałkowym świcie w cztery litery i zakasania rękawów do pracy mniej boli i stanowi raz jeszcze przypomnienie dlaczego bardzo zawsze tak wyczekujemy tej wiosny. Nawet jeśli części obserwacyjnych planów pogoda wciąż nie pozwala wykonać, to równie łatwo potrafi dać szansę przy innych, licznych o tej porze zjawiskach. Z zorzy polarnej noc wcześniej zupełne nici - z koniunkcji sezonu na następny wieczór: pełen sukces.

Gdyby weekend zawsze kończył się tak urokliwym widokiem i pomyślną współpracą pogody z kalendarzem zjawisk astronomicznych, może łatwiej byłoby nam wchodzić w każdy nowy tydzień i powracać do codziennych obowiązków jakie przed sobą mamy, ale z drugiej strony - stracilibyśmy całą wyjątkowość tych "koniunkcji nad koniunkcjami", o tak silnym nagromadzeniu jasnych obiektów w jednym kadrze. Chyba właśnie fakt, że często trzeba się ich tyle nawyczekiwać, chroni je przed degradacją do rangi zjawisk najpospolitszych i tak bardzo raduje nasze zmysły, kiedy tego kluczowego dnia wszystkie okoliczności zagrają jak w orkiestrze.

 
  
 
 
Sony A7SII + Tamron 70-300 f/4.5-6.3 DI Mark III, ogniskowe rozmaite od 70 do 300mm, niektóre kadry w trybie crop (ekwiwalent 450mm), ISO 200-3200, eksp. 1/4 - 2,5sek. dokładne parametry w EXIF
 
Dwa szybkie kadry z telefonu dla szerszego spojrzenia, w tym na gromadę Hiad i w połowie skrytego już pod horyzontem Oriona.

  f    t    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebookuobserwuj blog na Twitterzesubskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Komentarze