Posty

Udana porażka. 30 lat filmowej odysei "Apollo 13" na polskich ekranach + dodatek specjalny

Kiedy trzy dekady temu, 3 listopada 1995 roku na ekranach polskich kin debiutował "Apollo 13" Rona Howarda być może nie każdy widz kupujący bilet na seans był świadom, że wybrał tytuł, jaki za 30 lat nadal będzie wspominany jako jedna z najlepszych produkcji o kosmosie. Zwłaszcza, że za zekranizowanie jednej z najsłynniejszych misji w historii zabrali się Amerykanie, nader często mający skłonność do pakowania w takie filmy potężne porcje bzdur, które w efekcie uniemożliwiają traktowanie danej produkcji poważnie - ot, jak choćby w gniocie nad gniotami, "Armagedonie".

RECENZJA | Adam Higginbotham. "Katastrofa Challengera. Historia bohaterstwa i dramatu na krawędzi kosmosu"

Admirał Harold Gehman, szef komisji badającej przyczynę katastrofy Columbii (CAIB) powiedział kiedyś o programie promów kosmicznych, że system zarządzania NASA nie zapewniłby bezpieczeństwa nawet linii autobusowej. Wniosek ten, choć kompromitujący, wygłoszony został po wypadku z 2003 roku, gdy NASA po raz drugi utraciła wahadłowiec i siedmiu astronautów powracających do ziemskiej atmosfery - ale doskonale znajduje odzwierciedlenie w sposobie zarządzania agencji także 17 lat wcześniej. O tym co wydarzyło się w 1986 roku w załogowej astronautyce wie chyba każdy, nawet osoba nie interesująca się lotami kosmicznymi na co dzień. Zdjęcia dokumentujące eksplozję promu kosmicznego Challenger, z rozchodzącymi się w kształt litery Y rakietami pomocniczymi na paliwo stałe, których po zapłonie nie da się już wyłączyć inaczej jak przez zdalną detonację ładunków systemu autodestrukcji - są równie rozpoznawalną wizytówką najsłynniejszych wydarzeń XX wieku, co fotografie atomowego grzyba z bomb zrzuco...

"Ad Astra" (2019) reż. James Gray, czyli powrót do starego, dobrego sci-fi - recenzja [bez spoilerów]

Nigdy nie zaczynałem recenzji od takiego stwierdzenia, ale tym razem nie mam wątpliwości - otóż zapewniam, że ogromna rzesza widzów wyjdzie z sali kinowej kompletnie zdegustowana. ➨   Zwiastuny , w których nie brakowało widowiskowych scen akcji, choć znakomicie zmontowane pod względem niezdradzania istotnych elementów fabuły - i tak okazały się w dużej mierze wprowadzające w błąd. Porzućcie oczekiwania na "Avengersów" w kosmosie, pojedynki z kosmitami, dynamiczną narrację nie dającą szans na złapanie oddechu czy film czerpiący garściami z głośnych hollywoodzkich blockbusterów. Nastawcie się nie tyle na podróż ku gwiazdom - choć to oczywiście też - co przede wszystkim na być może jeszcze bardziej trudną i zagadkową podróż do zakamarków ludzkiej natury, do umysłu i psychiki człowieka, który niesie całą tę historię na swoich barkach.

Recenzja: Krzysztof Ziołkowski "Poza Ziemię. Historia lotów międzyplanetarnych"

Niezwykle rzadko się dzieje, bym pisząc recenzję redagował ją tak, jakbym miał napisać artykuł sponsorowany. I niestety coraz rzadziej się dzieje, bym otrzymawszy jakąś astro-książkę / astro-film do zrecenzowania mógł się skupiać jedynie na zaletach, bo wad nie ma lub jest ich tak niewiele. Recenzje, w których mogę się pokusić o wystawianie not w dwóch najwyższych granicach tutejszej skali nie są zbyt częste, zwłaszcza, gdy dana książka jest jedynie tłumaczeniem, w którym często wkradają się mniej lub bardziej widoczne wpadki. Tym razem czytelnik ma do czynienia z prawdziwą perełką.

Recenzja: John Chambers, Jacqueline Mitton - "Od pyłu do życia"

W ostatnim czasie na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN zadebiutowało nowe wydanie popularnonaukowej książki "Od pyłu do życia" biorącej na celownik zwłaszcza temat formowania naszego Układu Słonecznego i zjawisk w nim zachodzących. Autorzy pracy - John Chambers i Jacqueline Mitton podjęli próbę zebrania w całość wiedzy o dotychczasowych odkryciach astronomów oraz akcentując kwestie dotąd jeszcze nierozwiązane, a dzięki rozdziałom zawierającym także dokonania sondy New Horizons, której przelotem nad Plutonem ekscytowaliśmy się tu wspólnie zaledwie trzy lata temu, mamy do czynienia z pozycją bardzo aktualną. Niniejszy blog dołączył do grona patronów medialnych książki, a dziś w ramach kolejnego tekstu zapraszam na jej recenzję.

"Pierwszy człowiek" (2018) reż. Damien Chazelle - film niemal kompletny. Astronomiczna recenzja po premierze

Biegiem do kina. Na tym właściwie mógłbym zakończyć, ale recenzja zbudowana z jednego zdania, zwłaszcza dotycząca filmu poświęconego jednemu z najsłynniejszych ludzi i wydarzeń w historii, byłaby przesadą. Jako nie tylko pasjonat astronomii, ale i równie wielki miłośnik kina, za każdym razem cieszę się jak dziecko, kiedy po długim odliczaniu do wyczekiwanego filmu otrzymuję produkcję, która wbija w fotel i zachwyca pod możliwie wieloma względami - a najlepiej pod każdym (i tak też moją ocenę, jako nałogowego kinomaniaka odbierzcie). Jednocześnie mam tę słabość, że trudno mi nie schlastać jakiegoś tytułu, gdyby nie spełnił on pokładanych nadziei, a jeżeli związany jest on z astronomią czy załogową astronautyką, tym większego schlastania się zwykle dopuszczam. Na "Pierwszego człowieka" czekałem długo i im bliżej premiery i im więcej zwiastunów się pojawiało, tym apetyt rósł jeszcze bardziej - a że mowa o biografii i zekranizowaniu wydarzeń z kart historii, to tych zwiastunów n...

Recenzja przedpremierowa: Tim Peake "Zapytaj astronautę" (2018)

Wyobraźcie sobie, że Wasz dobry znajomy, z którym zawsze możecie sobie pogawędzić na najróżniejsze tematy, wrócił z podróży życia. Konkretnie... z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, na której spędził aż pół roku. Teraz zastanówcie się, czy chcielibyście spytać go o cokolwiek dotyczącego jego lotu na orbitę? Ot, choćby o taką błahostkę co czuł, gdy zajmował swoje miejsce na szczycie 50 metrowej rakiety Sojuz napełnionej 300 tonami paliwa, by za pewien czas z rykiem silników wzbić się ku przestrzeni kosmicznej?

"Obcy" + "Grawitacja" = "LIFE" - 7. pasażer ISS. Astronomiczna recenzja filmu

Od nieco ponad tygodnia w kinach grany jest nowy horror science fiction pt. "Życie" nie wiedzieć czemu przez polskiego dystrybutora nie tłumaczony i promowany po prostu jako "Life" - choć gdyby mieli znów popisać się tłumaczeniem na miarę wyśmiewanego ostatnio podtytułu piątej części "Piratów z Karaibów" to może i lepiej, że nie tłumaczono "Life" bo mielibyśmy w kinach "Kosmiczne przygody marsjańskiego stworka". Dziś garść słów, a nawet kilka garści więcej, o nowym filmie mogącym wydać się interesującą pozycją dla wszystkich lubiących kino grozy w kosmosie.

"Pasażerowie" (2016), czyli przewodnik marnowania potencjału dobrego kina science fiction

Co ja robię tu... Co ty tutaj robisz? Te słowa piosenki "Elektrycznych gitar" towarzyszyły mi w myślach wielokrotnie we wszelkich sytuacjach, w których wolałbym sobie przyjemnie siedzieć w domku, oddając się na przykład tysiąc sto czterdziestemu drugiemu seansowi "Dobrego, Złego i Brzydkiego". Ale ostatnio, po długiej przerwie ta piosenka towarzyszyła mi przez ponad 2/3 seansu kinowego, gdy miałem uzyskać według zapowiedzi twórców, przyjemność z oglądnięcia na dużym ekranie nowego dzieła science fiction pod tytułem "Pasażerowie", reżyserowanego w oparciu o bardzo obiecującą koncepcję, która nawet widniała do niedawna na tzw. czarnej liście Hollywoodu z najciekawszymi niezekranizowanymi scenariuszami. I co by nie mówić złego o „Pasażerach”, przez pierwszych 20-kilka minut rozsiadałem się w kinowym fotelu coraz wygodniej, a w głowie gdzieś szumiały myśli o szykującej się dla tego filmu mocnej „siódemce”, może i nawet „ósemce” w dziesięciopunktowej skali oc...

Heavens Above na Androida - test i recenzja

Wiele lata tego żelastwa ponad naszymi głowami. Spoglądając gołym okiem w niebo przy pogodnej, bezksiężycowej nocy człowiek ma często wrażenie, że ruch na orbicie jest większy niż na autostradach. Niektóre z tych zabawek są bardzo wartościowe - patrz Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, Kosmiczny Teleskop Hubble'a, satelity meteorologiczne etc., ale nie brak też takich obiektów które trzeba sklasyfikować co najwyżej jako złom, który jest o tyle wartościowy z naszego punktu widzenia, że możemy go po prostu rozpoznać i obserwować, co daje nam niesamowitą frajdę - ale poza tym tylko zaśmieca nasze kosmiczne otoczenie. W dzisiejszym tekście podsumowanie kilkutygodniowych testów i recenzja innej aplikacji na Androida, która może umilić nocne obserwacje sztucznych obiektów orbitujących nad Ziemią - Heavens-Above, oficjalnego programu twórców serwisu internetowego o tej samej nazwie. Jak subskrybenci już wiedzą, czas publikacji niniejszego wpisu nie jest przypadkowy - stanowi on wstęp do dru...

Marsjanin (2015) - astronomiczna recenzja filmu Ridleya Scotta

Blisko rok po polskiej premierze powieści science fiction Andy'ego Weira "Marsjanin" doczekaliśmy się wejścia do kin jej ekranizacji w reżyserii Ridleya Scotta. Trzeci rok z rzędu w ostatnim kwartale dostajemy produkcję związaną tematycznie z tym blogiem, a dzisiejszym tekstem spróbuję przedstawić swoje subiektywne odczucia po filmie nie tyle zachęcając Was lub odstraszając od seansu - bo zawsze zachęcam do niego tak czy inaczej aby każdy mógł sobie wyrobić własną ocenę, ale jak zwykle by wyrazić swoją opinię co do filmu dziejącego się w środowisku, które jest obiektem naszych amatorskich obserwacji w ramach łączącej nas pasji. Filmu, który był zdecydowanie najbardziej wyczekiwanym przeze mnie tytułem z tegorocznych premier. Czy się zawiodłem, czy uradowałem - wpis ten z pewnością Wam to pokaże. W recenzji także rozdział poświęcony realizmowi i kilku błędom w filmowej wersji "Marsjanina".

Andy Weir - "Marsjanin". Przedpremierowa recenzja powieści

Parę dni temu stałem się posiadaczem (teraz już wiem, że szczęśliwym) recenzenckiego egzemplarza powieści Andy'ego Weira pod tytułem "Marsjanin", której ekranizację w reżyserii słynnego Ridleya Scotta ujrzymy na wielkim ekranie pod koniec 2015 roku. Jest co czytać? Jest czego oczekiwać od takiego reżysera biorąc pod uwagę charakter powieści? W dzisiejszym tekście postaram się podzielić wszystkimi przemyśleniami na temat książki i co zawsze najważniejsze, zainteresować Was tym tematem. Są ku temu powody. Spoilerów nie będzie, więc możecie czytać bez obaw.

Nolan, przeholowałeś Pan. "Interstellar" (2014) - po seansie

Po dwunastomiesięcznym odliczaniu, kiedy krótko po seansie "Grawitacji" ujrzałem pierwszy teaser nowej produkcji Christophera Nolana, w końcu się doczekałem. Nadszedł 8 listopada 2014, zegar dobiegł do zera, a ja ponownie wzniosłem się ponad Ziemię, docierając w przestrzeń kosmiczną jeszcze dalej, niż zapewnił to przed rokiem Cuarón - a czy towarzyszyły mi tak samo dobre odczucia? Pora na obiecaną garść wrażeń na gorąco po kinowym seansie "Interstellar".

"Grawitacja" zdobyła 7 Oscarów. Ochy, achy... i błędy

To było do przewidzenia. Perfekcyjnie zrealizowana "Grawitacja" uzyskała najwięcej statuetek od Amerykańskiej Akademii Filmowej, ponad 40 nagród na innych prestiżowych festiwalach filmowych i zdaniem wielu krytyków otworzyła nowy rozdział w dziedzinie realizacji przyszłych kinowych projektów. Dzisiaj, kiedy ceremonia Oscarów 2014 ostatecznie zamknęła ostatni filmowy rok czas na wpis, z którego opublikowaniem czekałem trzy miesiące. Najpierw na blogu podzieliłem się z Wami odczuciami po seansie - w klimacie filmowym, dzisiaj w kimacie wpadek i jako-takich ciekawostek w filmie, z astronautycznego punktu widzenia.

Grawitacja (2013) - odczucia po filmie

Najlepszy film o kosmicznej tematyce w historii kina? Takie pytania padały odkąd światło dzienne ujrzały zwiastuny i pokazy przedpremierowe "Grawitacji" w reżyserii Alfonso Cuaróna. Choć James Cameron bezapelacyjnie odpowiedział twierdząco wyrażając swój podziw nad techniczną stroną produkcji, to odpowiedzi może być wiele - w zależności od oczekiwań pytającego. Mi w tej recenzji szalenie trudno będzie powstrzymać się od zachwytów, mimo, że film pewnych uproszczeń się dopuszcza. Jeśli oczekujemy całkowicie bezbłędnej produkcji niczym filmu popularno-naukowego, można sobie seans darować. A co, jeśli takie pytanie miałoby oznaczać np. film z najlepszymi scenami i plenerami kosmicznymi?

Wrażenia po filmie: "Ciemne miasto"

W minioną sobotę telewizja PLANETE+ wyemitowała blisko godzinny dokument pod tytułem "Ciemne miasto". Jak można się domyślić, tematyka programu jest powiązana z tematyką tego bloga i  niestety - pozostaje bardzo aktualna.

"Ostatni lot promu Atlantis" - wrażenia po filmie

Wczoraj o godz. 14:00 kanał Discovery Channel (główny, nie Science!) wyemitował premierowy dokument "Ostatni lot promu Atlantis" (org. The Last Flight of Space Shuttle) - nie wiem skąd słowo "Atlantis" w programach telewizyjnych, choć domyślam się dlaczego. Nagrałem i obejrzałem ten 46 minutowy dokument (emisja 60 minut = 14 minut reklam!).