niedziela, 15 lipca 2012

Nubes illudentes - nowy gatunek chmur odkryty...

Najbardziej podstawowe typy zachmurzenia to chmury piętra wysokiego, średniego, niskiego i chmury o budowie pionowej. Dzisiejszego poranka w porozumieniu ze sobą ogłosiłem się jednogłośnie odkrywcą nowego rodzaju chmur. Ten rodzaj zachmurzenia to chmury drwiące, alternatywnie chmury szydzące. Zajmiemy się dzisiaj ich charakterystyką.

Chmury drwiące - łac. nubes illudentes, ang. mocking clouds - to jeden z podgatunków chmur należących do piętra niskiego, nieco podobnych wyglądem do stratocumulusów. Ich cechą charakterystyczną jest występowanie w ławicach, oddzielonych między sobą około 20-40 minutowymi rozpogodzeniami, w czasie których na niebie widoczny jest Księżyc, za którym od pewnego czasu znajduje się już inny obiekt niebieski, np. Jowisz. W momencie kluczowych momentów danego zjawiska, dla przykładu zakrycia innego ciała niebieskiego - np. zakrycia Jowisza przez Księżyc, chmury drwiące spiesznie zmierzają we wskazane miejsce nieboskłonu uznając w swoim mniemaniu, że widok chowającego się za Księżyc obiektu nie jest w żadnym stopniu wartym uwagi, w związku z czym nie ma potrzeby, by ktoś to zjawisko obserwował. Szyderczość illudentesów nie na tym się kończy. Gdy do głównego zjawiska astronomicznego już doszło, ten typ zachmurzenia znika, odsłaniając krystalicznie czyste niebo. Po wspomnianych 20-40 minutach chmury drwiące powracają w to samo miejsce, by uniemożliwić obserwacje drugiej części danego zjawiska - dla przykładu odkrycie Jowisza przez tarczę Księżyca. Drwiny illudentesów nie mają sobie końca. W momencie, gdy kończy się druga część danego zjawiska astronomicznego, chmury drwiące ponownie odsłaniają oczekiwany fragment firmamentu, aby obserwator poczuł się jeszcze bardziej zdołowany. Aby obserwator zrozumiał, że zabrakło mu tylko kilka minut, by uchronić się przed porażką.

Spotkanie z obłokami drwiącymi kończy się większym smutkiem niż z np. szarymi nimbostratusami, całkowicie zakrywającymi niebo, z których trwa nieustanny opad deszczu. W przypadku tych drugich, człowiek jest przynajmniej na tyle pocieszony, że wie, iż i tak nie wiadomo co by nie robił, danego zjawiska i tak dostrzec nie może. W przypadku obłoków drwiących niedosyt i smutek jest bez wątpienia większy, bo ma się świadomość, że zabrakło "kilku centymetrów" na niebie, aby jednak się udało. Pogoda z tym typem zachmurzenia jest wystarczająca, o ile zamierzamy obserwować dłużej trwające zjawisko, choćby zaćmienie Słońca czy Księżyca, ale całkowicie pechowa dla zjawisk chwilowych, a takim było dzisiejsze zakrycie Jowisza.

Tyle drodzy czytelnicy z pierwszej lekcji na temat odkrytego dzisiaj rodzaju zachmurzenia. Mam nadzieję, że lekcji drugiej nie doświadczymy zbyt szybko, a przynajmniej nie w chwili, gdy porażka może znowu oznaczać konieczność czekania na powtórkę danego zjawiska przez 7 lub 29 lat. Tym, którzy uniknęli dzisiejszego poranka spotkania z illudentesami szczerze gratuluję - widziałem już trochę fotografii w sieci, jest na czym oko zawiesić i zaraz humor człowiekowi się poprawia.

Tym, którzy jak inni mieszkańcy Pomorza Gdańskiego ze mną włącznie oraz wielu innych województw spotkali się dzisiaj z obłokami drwiącymi dedykuję dzisiejszy wpis. Może z czasem dodam jeszcze tu parę fotografii illudentesów wykonywanych o godz. 03:40, 03:48 (moment zakrycia Jowisza w moim przypadku), 04:00 (gdy pojawiła się kilkunastominutowa przerwa w zachmurzeniu), 04:24 gdy drwiące obłoki już zakryły odpowiedni rejon nieboskłonu (minuta przed odkryciem Jowisza) i 04:40, gdy niebo było już krystalicznie czyste. Najpierw jednak chyba muszę odespać zarwaną noc. Tym trochę żartobliwym tonem spróbowałem przedstawić relację z próby obserwacji dzisiejszego zjawiska, całkowicie zakończonej porażką. No nic. Czekamy na kolejne piękne pokazy na niebie. Nie pierwszy zawód i zapewne nie ostatni - po prostu takie jest życie miłośnika astronomii :-)

4 komentarze:

  1. No popatrz, zawsze to jakieś pocieszenie - odkryć nowy rodzaj chmur ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda... choć mam nadzieję, że prędko nie zetknę się ponownie z tym odkryciem... :-)

      Usuń
  2. Cała Warszawa doświadczyła tego właśnie 6 czerwca rano. A wystarczyło być 5 kilometrów dalej na zachód lub północ. No i jak wspominałem teraz powtórka z okazji tego zjawiska jak byłem w chacie między Tarnowem a Rzeszowem. Myślałem że choć te plamy na Słońcu dziś obejrzę, bo kupiłem refraktorek. Ta plama 1520 chyba się już schowa jutro. Musi mi przestać na tym zależeć. Pewnie prędko tu nie ponarzekam ale chyba się w końcu zapiszę na astro4u.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest z tą naszą pogodą, dla mnie to było chyba piąte z rzędu nieudane zakrycie planety. A co do plam, fakt - 1520 się chowa, ale nie ma co się martwić. To dopiero początek możliwości naszego Słoneczka. Jeszcze się nacieszymy plamami... :-)

      Usuń

Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy

W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"