Za nami pierwszy kwartał 2026 roku. Tym razem kolejne z kwartalnych podsumowań nie będzie dotyczyć wyłącznie ostatnich dokonań naszej Dziennej Gwiazdy, ale także Waszych przewidywań co do przyszłości 25. cyklu aktywności słonecznej. Zabawa uruchomiona tuż po rozpoczęciu 2026 roku, w której do końca marca można było wziąć udział, zbierała w formie otwartej ankiety opinie czytelników co do zachowania Słońca, jakiego możemy być świadkami w najbliższym roku-dwóch latach, a poza podstawowymi odpowiedziami pozostawić można było inne, własne przemyślenia na ten temat. Spośród nich kilka było szczególnie interesujących, a całość Waszego głosowania zgodnie z obietnicą omówię na końcu dzisiejszego tekstu. Najpierw jednak spojrzyjmy pokrótce na szereg kluczowych elementów spod znaku aktywności słonecznej, które jak zawsze w kwartalnych podsumowaniach rozpoczniemy od produkcji plam.
W styczniu 2026 roku średnia miesięczna liczba Wolfa (R) wyniosła 112,5 w stosunku do 113,1 prognozowanej w oficjalnej predykcji intensywności cyklu z 2019 roku. Było to trzecie w ciągu siedmiu miesięcy niemal idealne pokrycie się realnej produkcji plam z prognozowaną przed rozpoczęciem cyklu dla danych miesięcy: wcześniej podobną sytuację obserwowaliśmy w czerwcu i październiku 2025 (różnica na poziomie kolejno 0,6 i 0,1, a w styczniu 2026 znów na poziomie 0,6). Styczniowy wynik okazał się jednocześnie najwyższym w I kwartale. Promieniowanie radiowe na długości 10,7cm (2800 MHz) wyniosło w styczniu 151,16 s.f.u. (jednostek strumienia słonecznego).
1) średnie miesięczne liczby Wolfa w roku 2026 - stan po I kwartale. Dane: NOAA, oprac. własne. 2) liczba dni bez plam w poszczególnych miesiącach 2026 roku - stan po I kwartale. Okres od 22 do 24 lutego to pierwszy przypadek zerowej liczby Wolfa po maksimum 25. cyklu aktywności słonecznej. Oprac. własne. 3) postęp 25. cyklu na podstawie 13-miesięcznej SSN. Po I kwartale 2026 roku ostatnim miesiącem, jaki może zostać podliczony jest wrzesień 2025, dla którego wyniosła ona 112,9. Wskaźnik ten od niemal roku w dalszym ciągu wykazuje opadanie, a od momentu maksimum 25. cyklu dla października 2024 obniżył się o 48. Z uwagi na zaawansowany etap cyklu tak długotrwałe i wyraźne opadanie SSN niemal na pewno wyklucza możliwość zarysowania drugiego maksimum o sile na podobieństwo roku 2024, ale wciąż nie przekreśla szans na niewielkie "garbiki" w trakcie fazy opadającej. Na wykresie uwzględniono dodatkowo prognozowane wygładzone liczby Wolfa wraz z prawdopodobnym zakresem wahań liczonym dla różnych wariantów zaktualizowanej prognozy. Dane: SWPC/NOAA. 4) najwyższa operacyjna dzienna liczba Wolfa w I kwartale 2026 roku przypadła 22 stycznia i wyniosła 206 (maksymalna wartość ISN=186 liczona przez SILSO także przypadła 22 stycznia). Fot: SDO, oprac. własne.
W lutym średnia R wyniosła 78,2 wobec 112,4 prognozowanej na ten miesiąc przed rozpoczęciem cyklu. Rzeczywista wartość okazała się nieco niższa od pierwszego tak znacznego tąpnięcia produkcji plam po maksimum cyklu (październik 2024), jakie wystąpiło w maju ubiegłego roku (R=78,5) i przez to najniższa od sierpnia 2022 roku (R=74,6) gdy przebywaliśmy dopiero we wzrostowej fazie cyklu słonecznego. Aktywność radiowa na długości 10,7cm wyniosła w lutym 135,93 s.f.u.
Podsumowując ten miesiąc nie może zabraknąć wzmianki o wystąpieniu sytuacji, jaką najchętniej byśmy odkładali na "wieczne nigdy", a która w pewnym etapie fazy wygasającej cyklu słonecznego siłą rzeczy musi się pojawić. To przez nią po czterech latach przerwy kwartalne opracowania znów zyskują dodatkowe dane, jakich przez ostatnie lata nie musieliśmy uwzględniać. Mowa o wystąpieniu dni z R=0 i tym samym pierwszego okresu z pozbawioną plam tarczą po okresie słonecznego maksimum. 22 lutego 2026 roku po raz pierwszy od 8 czerwca 2022 roku operacyjna dzienna liczba Wolfa spadła do zera, na wystawionej ku Ziemi stronie Słońca nie zaznaczono oficjalnie ani jednego obszaru aktywnego. Co więcej, w przeciwieństwie do podobnego przypadku z roku 2014 roku gdy przerwa w widoczności oznaczonych regionów nie trwała nawet pełnej doby, tym razem stan ten utrzymał się przez blisko 3 dni, skutkiem czego dopiero 25 lutego NOAA SWPC sklasyfikowała na tarczy nowy obszar aktywny.
Pierwsze oczyszczenie tarczy z plam po maksimum cyklu, choć nie kończy go i występuje na długi czas przed realną metą cyklu, jest wartym odnotowania zdarzeniem, które dołącza do puli kilku innych zjawisk składających się w całości na obraz kojarzony z każdą fazą wygasającą cykli słonecznych. Zanim 25. cykl dobiegnie końca, każdy kolejny jego rok będzie systematycznie przynosił podobnych dni coraz więcej, a fakt, że sytuacja taka wystąpiła pierwszy raz po czterech latach ciągłej obecności plam sprawia, że świadomość minięcia większości cyklu zyskała bardzo mocne ugruntowanie, którego chcielibyśmy jak najdłużej uniknąć. Pierwsze koty za płoty - jeszcze mnóstwo aktywnych regionów przed nami, ale czas i postęp cyklu są nieubłagane.
Marzec 2026 nie poprawił znacząco ogólnej tendencji do szybkiego, przynajmniej jak na razie, wygasania aktywności plamotwórczej. Średnia miesięczna liczba Wolfa osiągnęła jedynie nieznacznie wyższą wartość od tej z lutego i wyniosła 85,9 w stosunku do 111,6 z oficjalnej predykcji z 2019 roku. Wynik marca był drugim z najniższych od listopada 2022 roku (80,5) i czwartym przypadkiem po maksimum 25. cyklu, który przynosi niższą produkcję plam nawet od dolnej granicy błędu pierwotnej prognozy. Aktywność radiowa na długości fali 10,7 cm wyniosła 130,66 s.f.u.
Po lewej: postęp 25. cyklu aktywności słonecznej w szczegółowym ujęciu wyłącznie bieżącego cyklu - stan po I kwartale 2026 roku. Credits: SWPC/NOAA. Po środku: postęp 25. cyklu aktywności słonecznej w szerokiej perspektywie z porównaniem do poprzedniego 24. cyklu. Widoczne coraz wyraźniejsze załamywanie cyklu i przybywanie miesięcy ze średnią produkcją plam poniżej zarówno pierwotnej jak i zaktualizowanej prognozy na ten okres. Po dwóch tego typu miesiącach z rzędu za wcześnie na ferowanie ostatecznych wniosków, ale niewykluczone, że jest to wczesny zwiastun znacznie szybciej postępującej fazy wygasającej. Credit: SWPC/NOAA. Po prawej: postęp cyklu słonecznego na podstawie strumienia promieniowania radiowego 10,7 cm (2800 MHz). Credit: SWPC/NOAA
AKTYWNOŚĆ SŁONECZNA i GEOMAGNETYCZNA
W pierwszym kwartale 2026 roku doszło do 84 rozbłysków klasy M i 8 rozbłysków klasy X. 7 spośród rozbłysków klasy M przypadło na styczeń, 70 na luty i ponownie 7 na marzec. Jeśli chodzi o rozbłyski klasy X, pierwsze w roku tej siły zjawisko wystąpiło w styczniu, kolejnych 6 w lutym i znów tylko 1 w marcu. Najsilniejszym po I kwartale zdarzeniem tego roku jest rozbłysk klasy X8.1 z 1 lutego, który na chwilę publikacji tego tekstu utrzymuje wysokie, trzecie miejsce na liście najsilniejszych rozbłysków w całym dotychczasowym przebiegu 25. cyklu słonecznego liczonego od grudnia 2019 roku.
Co ważne do odnotowania, w lutym 2026 mimo największej zapaści w produkcji plam od czterech lat, aktywność rozbłyskowa okazała się jedną z najwyższych w całym cyklu. Wszystko za sprawą obszaru aktywnego 4366, który w samym tylko lutym wygenerował aż 72 rozbłyski, w tym 66 rozbłysków klasy M i 6 rozbłysków klasy X (tj. wszystkie jakie w lutym wystąpiły). To jak dotąd najaktywniejsza grupa plam uformowana w 25. cyklu słonecznym, która pod względem ilości wszystkich spowodowanych rozbłysków zdetronizowała obszar 3664 z maja 2024 roku, a więc sprawcę ekstremalnej burzy magnetycznej z 10-12 maja 2024 r. Pamiętny region sprzed dwóch lat był jednak dwukrotnie produktywniejszy w rozbłyski klasy X i zjawiska geoefektywne, podczas gdy istna "hurtownia rozbłysków" jaką szybko stał się AR4366 była hurtownią zjawisk bezproduktywnych, łącznie przynoszących nam zaledwie jedną słabą burzę magnetyczną.
Dzięki jednak ponadprzeciętnej częstotliwości emitowania rozbłysków, obszar aktywny 4366 zapisał się na bardzo wysokim 3. miejscu spośród wszystkich grup emitujących rozbłyski obserwowanych we współczesnej epoce z wykorzystaniem satelitów GOES. Na wyższych lokatach są tylko dwa regiony aktywne: AR5395 z marca 1989 roku (77 rozbłysków klasy M, 10 rozbłysków klasy X) i 3804 z lipca 1982 roku (podobne 66 rozbłysków klasy M, ale aż 14 rozbłysków klasy X).
Zapis emisji rentgenowskiej w okresie 29.01 - 08.02.2026 r. Widoczny intensywny wzrost aktywności rozbłyskowej, z poziomem tła podniesionym długotrwale do wysokiej klasy C i niemal ciągłą emisją rozbłysków klasy M w pierwszym tygodniu lutego. Znakomitą większość tych zjawisk wytworzył obszar aktywny 4366, który zaczął się formować na Słońcu 30 stycznia. Credit: GOES/NASA
Obszar aktywny 4366 pozostanie też dobrym przykładem grupy plam o silnie wykształconej klatce magnetycznej, zjawiska o układzie pola magnetycznego nad regionem aktywnym słabnącego z wysokością na tyle wolno, że skutecznie hamuje ono wznoszenie się struktur erupcyjnych. W efekcie dochodzi do rozbłysków, często silnych i impulsywnych, lecz bez przejścia w erupcję i bez uwolnienia koronalnego wyrzutu masy - cała energia zostaje "zużyta" lokalnie. Być może AR4366 był swego rodzaju następcą obszaru AR2192 z października 2014 roku, kiedy kilka miesięcy po drugim maksimum 24. cyklu słonecznego cieszyliśmy się najpotężniej rozbudowaną grupą plam emitującą liczne, w tym długotrwałe rozbłyski, którym ani razu nie towarzyszyły wyrzuty koronalne.
Jeśli, pisząc nieco żartobliwie, byłoby zasadą każdego cyklu słonecznego posiadanie regionu pokroju AR2192, a więc przedstawiciela ekscytującego społeczność obserwatorów swoją aktywnością rozbłyskową i zarazem kompletnie rozczarowującego brakiem emisji CME, to obszar 4366 idealnie by odzwierciedlał przykład takiego pechowego obszaru. Miejmy więc nadzieję, że limit pecha już wyczerpaliśmy w 25. cyklu i kolejny dobrze rozbudowany region, obfitujący w silne rozbłyski, będzie też obfitował w geoefektywne zjawiska erupcyjne.
I 2026
M - 84 | X - 8
G5 - 0 | G4 - 1 | G3 - 2 | G2 - 3 | G1 - 10
I - 7/1
II - 70/6
III - 7/1
Pierwszy kwartał przyniósł nam 16 burz magnetycznych. Daje to jak na razie bardzo wysoką średnią nieco ponad 1 burzę tygodniowo i w przypadku utrzymania tego tempa ich przyrostu, może uczynić rok 2026 najaktywniejszym geomagnetycznie w całym cyklu (abstrahując od siły poszczególnych burz, lecz odnosząc się do ich ilości). W roku 2025 mieliśmy ich łącznie 51, a w roku 2024 - 39. Większość z tych szesnastu burz, bo aż 10, stanowiły burze słabe (G1), trzy umiarkowane (G2), dwie silne (G3) i jedna ciężka z okresami aktywności ekstremalnej (G4/Kp9-), będąca trzecią tego typu burzą w 25. cyklu słonecznym (po październiku 2024 i listopadzie 2025).
Tak duża ilość burz magnetycznych to jedna z pożądanych cech tego roku będąca charakterystyczna dla opadającej fazy każdego cyklu słonecznego. Wynika to z wielości zjawisk przyczynowych, których sumarycznie jest więcej, niż podczas okresów słonecznych maksimów - wówczas zdominowanych przez licznie formujące się grupy plam, a zarazem względny spokój w koronie i w konsekwencji - w przestrzeni międzyplanetarnej w otoczeniu Ziemi.
Zaawansowany etap cyklu między maksimum, a minimum to wprawdzie ubywająca ilość plam, ale rosnąca częstotliwość powstawania dziur koronalnych, często o równikowym położeniu, emitujących raz po raz strumienie wiatru słonecznego wysokiej prędkości (CHHSS) ku Ziemi. Nierzadko dziury te mogą utrzymać się w koronie dłużej, niż jeden obrót Słońca i po miesiącu powracają na nowo, by uwolnić kolejną porcję CHHSS w kierunku Ziemi. Sprzyja to powstawaniu współrotujących regionów interakcji (CIR) o zagęszczonym wietrze i nasilonym polu magnetycznym, które poprzedzają napływy szybkiego wiatru prowadząc często do przejściowych wzburzeń aktywności geomagnetycznej na podobieństwo niewielkich wyrzutów koronalnych, choć zawsze w łagodniejszym wydaniu i bez nagłych szoków, jak podczas uderzeń CME. Z takimi sytuacjami mieliśmy kilkukrotnie do czynienia w pierwszym kwartale, odpowiadają one za większość okresów z aktywnością geomagnetyczną i kontynuacji takiego trendu zdecydowanie należy oczekiwać w kolejnych miesiącach.
Zapis danych wiatru słonecznego od 1 stycznia do 31 marca 2026 r. z orientacyjnym zaznaczeniem zarejestrowanych burz magnetycznych. Credit: DSCOVR/ACE/SWPC, oprac. własne.
Ubywanie plam nie oznacza, że się z nimi żegnamy, ani że brak wśród nich kandydatów do solidnej aktywności rozbłyskowej. Najlepszym tego przykładem, poza wspomnianym AR4366 jest obszar aktywny 4341, który 18 stycznia 2026 r. wyzwolił silny rozbłysk klasy X1.9 powiązany z emisją najszybszego jak dotąd koronalnego wyrzutu masy w tym cyklu, który skierowany bezpośrednio ku Ziemi uderzył już w 25 godzin później, powodując ciężką burzę magnetyczną kategorii G4/Kp9- krótkotrwale osiągającą ekstremalną aktywność - na podobieństwo burz z 11-12 listopada 2025 roku i 10-11 października 2024 roku. CME, który uderzył w nas 19 stycznia tego roku był wyrzutem o historycznej skali, który miał potencjał wywołać równie historyczną burzę nieobserwowaną od dziesiątków lat. Pole magnetyczne (Bt) niesione tym CME w maksimum osiągało siłę 95nT, co jest wartością porównywalną z dolnym marginesem zakresu szacowanego dla Burzy Carringtona z 2 września 1859 roku (dla którego szacunki wynoszą 90-110nT). Nigdy we współczesności sondy kosmiczne w punkcie Lagrange'a L1 położone 1,5 mln km przed Ziemią nie obserwowały tak silnego CME, przewyższającego potencjałem wszystkie wyrzuty koronanle ze znanych nam burz magnetycznych kategorii G5 ostatnich dekad.
Niestety dla miłośników zorzy polarnej, mimo licznych, nader satysfakcjonujących obserwacji zorzy polarnej i zjawisk powiązanych z obszaru Polski wówczas będącej pod pogodnym, mroźnym wyżem, na dodatek podczas bezksiężycowej nocy, znakomita większość potencjału tego CME pozostała zablokowana stabilnym, nierejestrowanym nigdy tak ekstremalnie północnym kierunkiem składowej Bz powyżej 60nT, a to co udało się nam wówczas ujrzeć w dwie styczniowe noce to efekt spożytkowania zaledwie szczypty możliwości, jakie skrywał ten wyrzut. Wielce prawdopodobne, że wśród pojedynczych wyrzutów koronalnych nie zanotujemy kolejnego z równie silnym polem magnetycznym przez wiele lat, jak i że ponowne zbliżenie do tej wartości Bt prędzej doświadczymy w razie skumulowania się więcej, niż jednego CME, aniżeli zdarzenia jednostkowego - choć i wówczas ich skala musiałaby okazać się nieprzeciętna: dość powiedzieć, że nawet seria kilku CME z maja 2024, która doprowadziła do jedynej jak dotąd burzy ekstremalnej w 25. cyklu, nie wystarczyła by osiągnąć równie imponującą wartość Bt, która wtedy dobiła do "ledwie" 74nT. Warto to sobie uzmysłowić: 6 wyrzutów koronalnych uwolnionych bezpośrednio ku Ziemi między 7 a 9 maja, skumulowanych w jedno potężne zjawisko, dało wciąż o 21nT słabsze pole magnetyczne, niż jeden CME z 18 stycznia 2026 roku.
Zestawienie TOP-10 koronalnych wyrzutów masy uderzających w Ziemię i niosących najsilniejsze pole magnetyczne - stan po styczniu 2026. Oprac. własne w oparciu o dane archiwalne NOAA SWPC. Więcej w opracowaniu: Ciężka burza magnetyczna kategorii G4 (19-21.01.2026): powiało Carringtonem, czyli rekordowy współczesny koronalny wyrzut masy w L1
Drugi rok z rzędu marzec jako statystycznie najkorzystniejszy miesiąc w aktywności geomagnetycznej, nie przyniósł nam ani jednej burzy powyżej kategorii G3, choć potencjał ku temu jak najbardziej był. Silne burze (G3) wystąpiły dwukrotnie jedna po drugiej, choć obie miały za przyczynę odrębne zjawiska: pierwsza z nich, z 20-21 marca na samą równonoc wiosenną, wynikła z uderzenia CME po rozbłysku klasy M2.7 z 16 marca. Wówczas siła pola magnetycznego wzrosła w maksimum aż do 39nT, co normalnie byłoby materiałem na ciężką burzę kategorii G4, lecz ze stabilnie północnym kierunkiem składowej Bz cały ten znacznie zwiększony potencjał pozostawał zablokowany - swoiste déjà vu po nocy z 19 na 20 stycznia. Druga silna burza magnetyczna kategorii G3 wystąpiła ponad 18 godzin po poprzedniej, 22-23 marca, a charakter zmian w wietrze słonecznym w trakcie jej aktywności wskazuje, że spowodowana była napływem CIR/CHHSS z równikowej dziury koronalnej, która uwalniała strumień szybkiego wiatru ku Ziemi w tym samym czasie, w którym oczekiwaliśmy na przybycie CME z rozbłysku w obszarze 4392. Wyrzut koronalny oczyścił drogę strumieniowi, a uderzając krótko przed nim, silnie wzburzył magnetosferę, co z pewnością dołożyło 5 groszy dla zdolności CHHSS do równie silnego wpływu na aktywność geomagnetyczną.
Jak widać, choć w pogodzie kosmicznej działo się w tym kwartale wiele, trudno oprzeć się wrażeniu, że mogliśmy go domknąć ze zdecydowanie lepszym bilansem, wręcz bezprecedensowym. Pierwsza marcowa burza magnetyczna kategorii G3 przy Bt na poziomie do 39nT bez trudu mogła stać się burzą kategorii G4, z kolei styczniowa burza G4/Kp9- po rekordowym we współczesności CME uderzającym w Ziemię miała potencjał by stać się nie tylko drugą burzą kategorii G5 w 25. cyklu słonecznym, lecz najsilniejszą od wielu dekad, a być może najsilniejszą od czasu Burzy Carringtona. Okazje na tak ekstremalne zdarzenia trafiają się naprawdę bardzo rzadko i nie byłoby zaskoczeniem, gdybyśmy na kolejny CME o takiej skali musieli poczekać nie kilka lat, ale dekad.
PODSUMOWANIE, PROGNOZA i WYNIKI WASZEGO GŁOSOWANIA
Zanikanie produkcji plam w I kwartale nie tylko zostało podtrzymane, ale uległo wręcz wyraźnemu przyspieszeniu. Za sprawą pierwszego po czterech latach przerwy okresu z całkowicie pozbawioną plam tarczą słoneczną w dniach 22-24 lutego oraz porównywalnie słabą sytuacją w marcu, wykres postępu 25. cyklu słonecznego zaczął się załamywać na skalę, jakiej jeszcze pewien czas temu trudno było się spodziewać.
Poza styczniem, średnie miesięczne wartości liczby Wolfa jak dotąd okazują się poniżej przewidywań oficjalnej prognozy z 2019 roku, a nawet poniżej zaktualizowanej prognozy z 2023 roku. Efekt staje się odwrotny względem sytuacji, z której cieszyliśmy się podczas fazy wzrostowej. O ile w pierwszych latach cyklu wychodząc z najgłębszego w stuleciu słonecznego minimum aktywność plamotwórcza okazywała się zauważalnie wyższa od oczekiwanej, a cykl postępował ku maksimum znacznie sprawniej, niż wynikać by to miało z oficjalnej predykcji, tak obecnie w drugiej połowie cyklu zaczyna być widoczne coraz wyraźniej załamywanie produkcji plam na skalę większą, niż prognozowana.
Czy tak wyraźne pikowanie jest przejściową sytuacją czy też zwiastunem ogólnie krótkiej żywotności 25. cyklu z szybkim pogłębianiem fazy wygasającej ku nowemu słonecznemu minimum? Przedłużające się obniżanie produkcji plam zdaje się coraz poważniej wykluczać hipotezę o jedynie tymczasowości takiego stanu. Wygładzona 13-miesięczna liczba Wolfa (SSN) po osiągnięciu maksimum w październiku 2024 (160,9) obecnie zmniejszyła się do 112,9 - skok w dół o 48. W żadnym z ostatnich cykli słonecznych o podwójnych maksimach nie miały miejsca tak długotrwałe i tak znaczne obniżenia SSN, co przynajmniej na chwilę obecną zmusza porzucić wszelkie nadzieje o możliwości nadejścia nowego szczytu na podobieństwo roku 2024 lub choćby niewiele niższego.
Aby znaleźć pierwszy w przeszłości cykl, w którym Słońce potrafiło jeszcze z siebie wykrzesać nieco żywotności i zwiększyć produkcję plam dając niewielki garbik (bo trudno to określać typowym maksimum) w trakcie zaawansowanej fazy wygasającej był 20. cykl z lat 1964-76. W listopadzie 1968 roku przyniósł on maksimum z SSN na poziomie 156,6, który przez nieco ponad rok był utrzymywany z jedynie niewielkimi wahaniami dającymi sumarycznie niezbyt intensywny, ale bardzo długotrwale utrzymywany szczyt produkcji plam, który zaczął ulegać zauważalnemu załamaniu dopiero w drugiej połowie 1970 roku. Po roku zniżkującej tendencji i obniżeniu SSN do 91,5, produkcja plam znów odbiła i to na tyle trwale, by w kwietniu 1972 roku zarysować szczyt owego "garbiku" z SSN równym 104.
Zanim w 20. cyklu słonecznym zaczęła się pojawiać szansa na niewielki nowy szczyt w fazie wygasającej, po ponad roku obniżania SSN spadła o 55,5 - a więc nieco więcej, niż obecnie między październikiem 2024 a wrześniem 2025. O ile więc szansa na nowy szczyt o intensywności podobnej do sprzed dwóch lat wydaje się już pogrzebana, o tyle wciąż można żywić nadzieję na niewielki szczyt (lub szczyty) w długofalowym "zjeździe" ku minimum na podobieństwo 20. cyklu - być może czeka nas to w trwającym cyklu, który nawet pod względem maksymalnej SSN wykazuje podobieństwo do 20. cyklu - tyle, że kompletnie różni się dotychczasowym całościowym kształtem dając znacznie krócej utrzymujący się okres maksimum.
Wyniki ankiety przeprowadzonej na blogu między 24 stycznia z 31 marca 2026 r. Oprac. własne.
Niewykluczone, że taka sytuacja z niewielkimi garbikami zaobserwowana zostanie w bieżącym cyklu. Ku takiej opcji skłoniła się większość z Was, którzyście zdecydowali dołączyć do zabawy w próbę wytypowania zachowania Słońca w dalszej części trwającego cyklu. Aż 45,2% głosów to głos za nieregularną fazą wygasającą, której przykładami mogą być m.in. 12. lub właśnie 20. cykl słoneczny. Taka popularność tej opcji oznacza, że większość czytelników widzi w dalszym ciągu możliwość zastopowania na pewien okres obniżania się SSN i wzrostów aktywności plamotwórczej na tyle wyraźnych i długotrwałych, by w długofalowej perspektywie wartość SSN zamiast kontynuować zjazd ku minimum, zyskać miała lokalne maksima - dalekie od głównego, ale wyraźnie spowalniające zanikanie produkcji plam i tym samym stwarzające szanse na dłuższy cykl wciąż z jeszcze bardzo interesującymi okresami w aktywności plamotwórczej, rozbłyskowej, a przez to i geomagnetycznej.
Drugie miejsce, choć z wyraźnie nizszym wynikiem, z sumą 25,8% głosów przypadło dla opcji zakładającej wystąpienie drugiego maksimum na podobieństwo cykli 22-24. Trzy ostatnie cykle cechowały się wyraźnym podwójnym szczytem rozdzielonym okresem zmniejszania produkcji plam i głównego wskaźnika SSN. O ile w roku ubiegłym większość z nas mogła się łudzić, że taki wariant jest realny, o tyle po pierwszym kwartale 2026 roku widzimy jednak, że SSN obniża się już niemal rok, obecnie o 48, a to skala obniżenia, jaka nigdy nie miała miejsca w przypadku cykli o dwóch tak wyraźnie zarysowanych szczytach, jak trzy minione cykle. Znaczne wygaszenie produkcji plam w lutym i marcu sprawiło, że kształt 25. cyklu zaczął się wyraźniej chylić ku niskim wartościom i choć jeszcze nie raz i nie dwa przeżyjemy miłe chwile z rozbudowanymi grupami plam, których nadal czeka nas dużo przed końcem cyklu, to jednak po upływie pierwszego kwartału perspektywa równie okazałego ponownego maksimum jak w ostatnich cyklach, zdaje się być już nierealna.
Co ciekawe, trzecie miejsce z sumą 19,4% głosów i wyraźną przewagą wobec dwóch ostatnich opcji przypadło dla opcji, jaką żartobliwie określiłem hardcorem i dla której spodziewałem się najmniejszej ilości głosów. Opcja, wedle której główne maksimum cyklu... miałoby dopiero wystąpić. Oznaczałoby to konieczność jak najszybszego zastopowania obniżania produkcji plam i odbicia w górę tak silnego i długotrwałego, że wartość SSN dla października (160,9) miałaby zostać pokonana. Po pierwszych miesiącach 2026 roku opcja ta rysuje się jako już zupełnie abstrakcyjna, ale jak pokazała historia, zdarzają się cykle słoneczne, w których początek siódmego roku (jak początek 2026 roku) w danym cyklu nadal poprzedzał okres najwyższej produkcji plam.
Działo się tak między innymi w 5. oraz w 7. cyklu słonecznym, których szczytowe wartości SSN następowały zarówno podczas 7. jak i dopiero 8. roku trwania cyklu. Niestety - w żadnym z takich przypadków nie dochodziło do sytuacji, w których przed późnym maksimum SSN malała przez rok o blisko 50 tak jak dzieje się to obecnie, by znów odbić - to były cykle o porównywalnej aktywności w okresie maksimów, niekiedy z kilkoma niewielkimi garbikami, a ich bardzo późne główne szczyty startowały z wyjściowego poziomu niewiele różniącego się od dotychczasowych maksimów. "Przestawienie wajchy", które miałoby poskutkować sprawdzeniem się tej opcji ankiety, musiałoby więc okazać się na obecnym etapie po prostu ekstremalne i przez to poza możliwościami Słońca - mimo, że 25. cykl niejednokrotnie już nas zadziwił, zwłaszcza na tle słabej prognozy z 2019 roku, to jednak całościowo plasuje się wciąż poniżej średniej i zdecydowanie daleko od cykli ekstremalnych, w których takie założenie miałoby szansę się zmaterializować. Jeśli czasem wydaje się, że mamy obecnie silny cykl to wynika to najpewniej z ciągłego porównywania z 24. cyklem - a na jego tle, jako najsłabszego cyklu od stulecia - łatwo po ostatnich 2-3 latach popaść w błąd uznawania tego cyklu za intensywnego. Na razie musi nam wystarczyć konkluzja, że jest po prostu lepszy od poprzedniego.
Tylko 6,5% głosujących uznało, że czeka nas już jedynie pogłębianie fazy wygasającej, bez choćby niewielkich szczytów między październikiem 2024 a nowym minimum, które zakończy ten cykl. Sprawdzenie się tej opcji byłoby dla nas najczarniejszym scenariuszem, który ostatecznie mógłby uczynić 25. cykl słoneczny jednym z krótszych i takim, gdzie po umiarkowanie przyzwoitym maksimum - ani specjalnie słabym, ale też dalekim od naprawdę silnych - następuje szybkie przejście przez fazę opadającą do słonecznego minimum, na pewien sposób stanowiące odpowiednik równie sprawnego wyjścia z minimum i wzrostu produkcji plam jaki obserwowaliśmy w latach 2021-23, gdy Słońce wyprzedzało prognozę.
Być może w drugiej połowie cyklu też podobne wyprzedzanie prognozy się zarysuje, tyle, że w odwrotnym niż byśmy chcieli wydaniu (jak zasugerowały to średnie liczby Wolfa dla lutego i marca) - z szybszą i większą zapaścią aktywności plamotwórczej, niż sugeruje predykcja. Ostatecznie mogłoby to doprowadzić do bardzo "klasycznego" kształtu cyklu słonecznego, z proporcjonalnymi fazami wzrostowymi i wygasającymi oraz pojedynczym, głównym maksimum. Niewykluczone więc, że mimo przedostatniego miejsca w ankiecie, czytelnicy którzy zagłosowali za tę opcją, będą za kilka lat mogli o sobie powiedzieć, że bieg wydarzeń przewidzieli trafnie.
Zestawienie SSN dla cykli 22-24 (na górze) oraz SSN i nałożonych dodatkowo średnich miesięcznych liczb Wolfa (krzywa łamana) dla 5., 20. i 21. cyklu słonecznego (na dole). Jasnoczerwony zacieniony obszar dla 25. cyklu to prognozowany zakres wahań SSN według oficjalnej prognozy zaktualizowanej w 2023 roku. Coraz więcej przesłanek przemawia za możliwością wyłamania się 25. cyklu z typowego dla wielu ostatnich dekad cyklu z wyraźnie podwójnym maksimum. Opadanie SSN jest już najpewniej zbyt długotrwałe, by można liczyć na powstanie drugiego szczytu o skali bliźniaczej do poprzedniego. Możliwe jednak, że mimo to obecny cykl zostanie sklasyfikowany jako mający dwa maksima, z tym, że pierwszym okazałby się bardzo niewyraźny, niemal zupełnie wypłaszczony szczyt w czerwcu 2023 (SSN=125,3) po którym przez trzy miesiące SSN malała aby ruszyć na nowo ku głównemu maksimum w październiku 2024. Credit: NOAA SWPC, oprac. własne.
10 osób (3,1% głosów) nie wybrało żadnej z czterech podstawowych opcji i skorzystało z możliwości wyrażenia zdania odrębnego w polu odpowiedzi otwartej. Kilka z tych prognoz było bardzo nietuzinkowych i na pewno wielu czytelników nie wzgardziłoby takim scenariuszem, który najmniejsza garstka głosujących zakłada. Niektóre z tych odpowiedzi wykraczały poza temat pytania odnosząc się do konkretnych zdarzeń, jakie miałyby nas jeszcze czekać. Wśród takich odpowiedzi, czymś, co z pewnością byśmy powitali z wielką radością i chęcią przekonania się jakiej skali zorze polarne mogłyby nas czekać, były m.in.:
- wystąpienie rozbłysku klasy X20 do X30 - czyli swego rodzaju namiastka super-rozbłysku z 4 listopada 2003 roku. Na razie czekamy na pierwsze osiągnięcie progu klasy X10 od 23. cyklu - możliwe, że ewentualne intensywniejsze okresy w fazie opadającej nam takie zjawiska jeszcze przyniosą.
- współczesna burza Carringtona - to już dosłownie o włos przeszło nam koło nosa 19 stycznia i mogło się szybko sprawdzić!
- druga burza ekstremalna kategorii G5 przed końcem cyklu, ale też...
- ...sugestia głębokiego słonecznego minimum na podobieństwo lat 2017-19 - co wiązałoby się z wystąpieniem lat przynoszących po 250-300 dni bez plam na tarczy słonecznej, gdy 25. cykl zacznie realnie finiszować.
Dziękuję wszystkim uczestnikom ankiety za dołączenie do zabawy. Myślę, że była ona ciekawym urozmaiceniem opracowań, tym bardziej potrzebnym na obecnym etapie cyklu, gdy po zamkniętych sześciu jego latach weszliśmy w drugą połowę. O tym który z wariantów okaże się prawdziwy będziemy się przekonywać w najbliższych miesiącach i latach, choć już dziś widać, że myśli o ponownym maksimum na podobieństwo ostatnich cykli zdają się ulatywać niczym woda w sitku, ale nie uprzedzajmy faktów. Bez względu na dynamikę fazy wygasającej 25. cyklu słonecznego wiele plam, rozbłysków i burz magnetycznych wciąż jest przed nami.
Powiązane:
Autorski komentarz do bieżącej aktywności słonecznej - podstrona Solar Update
Warunki aktywności słonecznej i geomagnetycznej na żywo wraz z objaśnieniami nt. interpretacji danych - podstrona Pogoda kosmiczna
f t yt Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na X (Twitter), subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.













Komentarze
Prześlij komentarz
Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy
W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"