Ciężka burza magnetyczna kategorii G4 (Kp9-): powiało Carringtonem, czyli rekordowy współczesny koronalny wyrzut masy w L1 - opracowanie wydarzenia

Jeszcze dwa lata temu o tej porze roku zastanawialiśmy się czy w 25. cyklu aktywności słonecznej uda się przełamać trwającą ponad dwie dekady przerwę w burzach magnetycznych najwyższej kategorii. Potem przyszedł maj 2024 i już przestaliśmy się zastanawiać, a noc 10/11.05 jaka wtedy nadeszła chyba przez nikogo kto wówczas przebywał pod bezchmurnym niebem, nie zostanie zapomniana. Dziś po kolejnych dwóch latach od tamtych rozważań jesteśmy bogatsi o kolejne 3 burze, które wprawdzie nie przełamały kategorii G5, ale osiągnęły krótkotrwale ekstremalną aktywność (Kp9-) co na tle historycznych obserwacji jest poziomem obserwowanym tylko nieznacznie częściej od pełnoskalowych burz G5, a zdecydowanie rzadziej od większości typowych burz G4. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że przypadek takiej quasi-ekstremalnej burzy z października 2024 roku, który do dziś utrzymuje tytuł wice-lidera w tym cyklu, był dopiero pierwszą taką burzą od 2005 roku.




Na powtórkę, choć w znacznie uboższym wydaniu, czekaliśmy do listopada 2025 roku. Po kolejnych dwóch miesiącach konto 25. cyklu zostało wzbogacone o jeszcze jedną tak potężną burzę, solidniejszą od poprzedniej i spektakularnie wskakującą na trzecie miejsce aktualnego dziś podium. Z wszystkich trzech burz o niepełnej kategorii G5 przypadek stycznia 2026 roku okazał się jednak pierwszym, kiedy od Bałtyku po Tatry i od Odry po Bug, niebo nad Polską odsłoniło się w pełni ukazując nie tylko czerń bezksiężycowej, zimowej nocy, ale i zorzę polarną, jaka wespół z często ośnieżonymi krajobrazami stworzyła iście alaskańsko-skandynawski klimat obserwacji.

Najciekawiej jednak zrobi się, gdy uzmysłowimy sobie, że te wszystkie zachwyty, relacje, fotografie rodem z wysokich szerokości geograficznych, stanowią efekt wykorzystania jedynie maleńkiej garstki potencjału koronalnego wyrzutu masy, który zapewnił nam to widowisko. Wszystkie media rozpisują się bowiem ile to wspaniałości wyrzut ten dostarczył amatorom nocnego nieba, ale niewiele już poświęcają miejsca temu, co - uwaga - utraciliśmy.

Z jednej strony to zrozumiałe: patrząc tylko na to co działo się na niebie i ograniczając ocenę zjawiska do banalnego spojrzenia na same zdjęcia, trudno pomyśleć, że cokolwiek straciliśmy. Zorze polarne, jakimi niebo uraczyło Polaków w dwie mroźne noce stycznia pozostaną niewątpliwie w czołówce wspomnień z tego cyklu, ale właśnie temu co utraciliśmy, chciałbym w dużej mierze poświęcić to opracowanie. Przez styl informacji, który wybrzmiewał we wielu serwisach czy mediach społecznościowych, niewielu ma bowiem świadomość jakie zjawisko nas naprawdę uderzyło i czego moglibyśmy doświadczyć, gdyby burza rozwinęła się - uwaga, drugie zaskoczenie - korzystnie dla amatorów zorzy. Czyżbym więc sugerował, że był to przypadek pechowy i to przy tylu radosnych relacjach i wspaniałych fotografiach ze wszystkich, dosłownie, województw? No cóż - zapraszam na lekturę!

Spis treści:
1. Zjawiska przyczynowe.
2. Przebieg burzy.
2.1 IPA i zorza wydmowa.
2.2 Dogrywka: druga doba wpływu CME.
3. Nowy rekord dla ACE i DSCOVR: najbliższy burzy Carringotna CME naszych czasów.
3.1 Lipiec 2012: CME jeszcze silniejszy, ale chybiony.
3.2 Solar Orbiter.
4. Relacja z obserwacji.
5. Galeria czytelników.
6. Aktualizacja rankingu TOP burz magnetycznych 25. cyklu słonecznego.


Zjawiska przyczynowe

następny rozdział


W przeciwieństwie do niektórych ostatnich burz, aktywność słoneczna poprzedzająca omawiane wydarzenie na ogół utrzymywała się na niskim poziomie. Od początku 2026 roku do 18 stycznia mieliśmy tylko trzy wyraźniejsze rozbłyski klasy M, przez większość tego okresu aktywność rozbłyskowa utrzymywała się jedynie w pomijalnej klasie C, a przez blisko trzy doby poziom tła opadł wręcz do klasy B typowej przy stanach prawie pozbawionej plam tarczy słonecznej. Zmiana przyszła jak grom z jasnego nieba pod wieczór trzeciej niedzieli tego roku. O godz. 18:09 UTC obszar aktywny 4341 położony nieco na południowy wschód od centrum tarczy słonecznej wytworzył silny rozbłysk klasy X1.9 będący pierwszym zjawiskiem najwyższej energii w 2026 roku.

Kluczowy był czas trwania tego zjawiska. Nie był to krótki impuls, lecz zjawisko długotrwałe, trwające blisko godzinę, a w klasie M pozostające około 3 godzin. W naturze rozbłysków często oznacza to potężną reorganizację pól magnetycznych w koronie i niemal pewną produkcję koronalnego wyrzutu masy (CME). I rzeczywiście - obrazy z koronografów CCOR-1 oraz LASCO C2 i C3 umieszczonych na pokładzie sondy SOHO ukazały widok rozpalający wyobraźnię miłośników zorzy. Niemal natychmiast po rozbłysku zobaczyliśmy na koronogramach modelowy, symetryczny CME typu full-halo, z chmurą materii opuszczającej Słońce ze wszystkich stron jednocześnie, co przy takim umiejscowieniu grupy plam emitującej rozbłysk, jest jednoznacznym dowodem na to, że pędzi ona bezpośrednio w stronę Ziemi.

 
Po lewej: rozbłysk klasy X1.9 w obszarze aktywnym 4341 - w kanale 304 angstremów widoczny przebieg całego rozbłysku i wpływ na znacznie większą część powierzchni Słońca, niż w obrębie samego regionu 4341. Credit: GOES/SWPC. Po prawej: zapis emisji rentgenowskiej w godzinach wieczornych 18.01.2026 r. Widoczne maksimum rozbłysku klasy X1.9 oraz znacznie wydłużona charakterystyka czasowa zjawiska, co silnie sprzyja  występowaniu koronalnych wyrzutów masy (choć nie zawsze je gwarantuje). Poniżej klasy X energia zjawiska opadła dopiero po około 60 minutach. Credit: GOES/NOAA SWPC

Prędkość ekspansji obłoku była oszałamiająca. Pierwsze estymacje wskazywały na prędkość rzędu 1600-1800 km/sek. To wartości, które rezerwujemy dla najsilniejszych burz w historii i które zwiastowały bardzo szybkie uderzenie CME w Ziemię mogące pobić dotychczasowego lidera 25. cyklu - CME z 31 maja 2025 roku, który uderzył w około 29 godzin po rozbłysku. W tym samym czasie Ziemia zaczęła być bombardowana rozpędzonymi protonami. Burza radiacyjna z biegiem godzin stała się silna i osiągnęła poziom S3, co na zdjęciach z LASCO objawiło się tysiącami "śnieżących" kropek - to efekt uderzeń cząstek w matrycę kamery. Jak się później okazało, nie było to jeszcze maksimum tej burzy.

Jako amatorzy zorzy polarnej zadawaliśmy sobie jedno pytanie: jaka będzie siła (Bt) i kierunek składowej Bz pola magnetycznego w nadchodzącym obłoku? Czy czeka nas powtórka z maja 2024 roku, czy może coś potężniejszego? Ani w obecnym, ani w poprzednim cyklu słonecznym nie staliśmy przed opcją dotarcia do nas tak szybkiego CME i choć o biciu rekordów pod względem czasu podróży nie było mowy, to jasnym było, że tym razem długiego czekania na przybycie wyrzutu koronalnego nie będzie. Odpowiedź nadeszła szybciej, niż modele sugerowały i była takiej skali, że początkowo można było nabrać wątpliwości co do poprawności podawanych przez DSCOVR i ACE danych.

Co więcej, zanim jeszcze plazma dotarła do Ziemi, o jej potędze przekonała się sonda Solar Orbiter. Znajdując się wówczas w korzystnej geometrii względem linii łączącej Słońce z Ziemią, ale nieco bliżej naszej gwiazdy, SolO zarejestrował przejście fali uderzeniowej, która dosłownie zatrzęsła magnetometrem sondy - do tego jeszcze wrócę w dalszej części tekstu. W związku z tak energetycznie wyrzuconym w przestrzeń CME agencja SWPC wystosowała prognozę ciężkiej burzy magnetycznej kategorii G4 lub wyższej, co zawsze w takich sytuacjach oznacza otwartą możliwość wystąpienia aktywności ekstremalnej. Była to dopiero piąta tak wysoka minimalna prognoza wydana przez SWPC po 2005 roku. Poprzednio: w maju i październiku 2024, oraz w maju i listopadzie 2025 - zawsze wiązała się z szybkim wypełnieniem oczekiwań, z czego w maju 2024 przekroczeniem (G5), a w październiku 2024 i listopadzie 2025 z otarciem się o kategorię G5 (Kp9-). Jak się miało okazać, 19 stycznia 2026 roku prognoza znów wypełniła się tak, jak we wspomnianych czterech sytuacjach.

Przebieg burzy

poprzedni rozdział | następny rozdział


Położone w punkcie libracyjnym Lagrange'a L1 sondy ACE i DSCOVR zarejestrowały potężne uderzenie koronalnego wyrzutu masy w poniedziałek 19 stycznia około godz. 19:00 UTC w 25 godzin po rozbłysku - rekord cyklu z 1 czerwca 2025 roku został więc pobity o 4 godziny. Nadal jednak czekamy na CME, który po raz pierwszy od 23. cyklu słonecznego zmieści się z czasem podróży poniżej doby - miejmy nadzieję, że nastąpi to jeszcze w tym cyklu. Krótko przed 19:00 UTC, zwiastując rychły impakt instrument EPAM sondy ACE wykazywał ostry skok niskoenergetycznych protonów zwiastujący uderzenie szybsze względem oczekiwań, a trwająca już od kilkunastu godzin burza radiacyjna po raz pierwszy od 29 października 2003 roku osiągnęła poziom S4.

W jej skutek działanie niektórych instrumentów satelitów było podatne na wskazywanie błędnych wartości, wystąpiły też przerwy w dostępie do części danych. Strumień protonów o energii 10 MeV wzrósł do nieczęsto obserwowanych wartości blisko 37000 pfu (proton flux unit) o godz. 19:15 UTC. Aby znaleźć jeszcze silniejszą burzę protonową - także poziomu S4 - musielibyśmy się cofnąć do 23-24 marca 1991 roku (43000 pfu) - 35 lat temu, kiedy Słońce przechodziło przez drugie maksimum 22. cyklu. Wynik z 19 stycznia 2026 roku uczynił burzę radiacyjną poziomu S4 trzecią z najsilniejszych tego typu burz współczesności, od rozpoczęcia regularnych obserwacji Słońca. Silniejsza (2. miejsce) była tylko burza z 19-20 października 1989 roku (40000 pfu) z okresu pierwszego szczytu 22. cyklu słonecznego.

 
Po lewej: zapis strumienia wysokoenergetycznych protonów emitowanych przez Słońce, mierzone przez satelitę GOES w dniach 17-23.01.2026 r. Linie w różnych kolorach oznaczają protony o różnej energii: czerwona (>10 MeV), niebieska (>50 MeV), zielona (>100 MeV) i pomarańczowa (>500 MeV). Widoczna natychmiastowa reakcja instrumentu na długotrwały rozbłysk klasy X1.9 - w jego efekcie strumień protonów, szczególnie o ładunku >10MeV i >50 MeV, które nie są na szczęście tak niebezpieczne dla satelitów, pasażerów samolotów na wysokich szerokościach geograficznych czy załóg misji kosmicznych, ale mają już zauważalny wpływ na jakość pracy satelitów przez znaczny wzrost zaszumienia zobrazowań czy błędny pomiar danych. W tym przypadku mimo osiągnięcia progu burzy radiacyjnej poziomu S4 nie była to równie dotkliwa burza co osiągające niższy poziom, ale będące skutkiem emisji znacznie bardziej energetycznych protonów. Credit: SWPC. Po prawej: zbiór koronogramów z CCOR-1 i LASCO C3 ukazuje szybko rozchodzący się CME, ale daleki do rekordowo szybkich. Trzy jasne punkty pod przysłoniętym w centrum Słońcem to od lewej: Wenus, Mars i Merkury. Wzrost zaszumienia zdjęć LASCO C3 o poranku 19.01 to efekt burzy radiacyjnej, wówczas jeszcze "tylko" silnej poziomu S3. Credit: LASCO

Tak obfity strumień cząsteczek w nieustannie napływającym na Ziemię natężeniu nieobserwowanym od trzech i pół dekady ma wysoki potencjał do zaburzania pracy satelitów znajdujących się w przestrzeni kosmicznej. Niektóre bywają wyłączane lub przełączane w tryb awaryjny dla zapobiegnięcia poważniejszym uszkodzeniom, a inne, które działają w zwykłym trybie - niekiedy zaczynają dokazywać. Z tego powodu trudno było na początku uwierzyć w dane z ACE i DSCOVR o polu magnetycznym uderzającego w nas CME, do którego teraz wracamy. Satelity te, znajdujące się w punkcie L1 na linii Słońce-Ziemia sugerowały bowiem uderzenie ekstremalne i jak się później okazało, nie kłamały.

 
Jakość obrazów koronografu LASCO C3 18.01.2026 r. w chwilach spokoju i normalnej pracy satelitów, w nieco ponad dobę przed czekającą nas burzą (po lewej) oraz podczas ciężkiej burzy radiacyjnej poziomu S4 - pierwszej od 29.10.2003 r. (po prawej). W takiej sytuacji detekcja nowych wyrzutów koronalnych jest w dużym stopniu utrudniona. Zaszumienie matrycy wskutek "bombardowania" nieobserwowanym od ponad dwóch dekad strumieniem protonów uwolnionych w długotrwałym rozbłysku klasy X1.9 i poprzedzających uderzenie koronalnego wyrzutu masy - tu na obrazie z 19.01.2026 r. z godz. 18:55 UTC, moment przed uderzeniem CME. Trzy jasne obiekty w centrum to od lewej Wenus, Mars i Merkury, które akurat w tym czasie przebywały w koniunkcji ze Słońcem. Credit: LASCO C3/Helioviewer.org


Całkowita siła pola magnetycznego (Bt) w uderzającym wyrzucie koronalnym osiągnęła astronomiczne 95nT (nanotesli) w przypadku pomiarów sondy DSCOVR działającej od 2015 roku oraz pomijalnie niższe 91nT rejestrowane przez sondę ACE pracującą od 1997 roku. Są to wartości absolutnie historyczne i rekordowe, których nie rejestrowano podczas którejkolwiek z ekstremalnych burz magnetycznych kategorii G5 co najmniej ostatnich trzech dekad. Aby znaleźć dotychczas najbliższy tym wartościom realnie zmierzony przypadek i rekordzistę zdetronizowanego dopiero po 25 latach, musielibyśmy się cofnąć do 6 listopada 2001 roku, kiedy także podczas ciężkiej burzy magnetycznej kategorii G4/Kp9- z okresami aktywności ekstremalnej został ustanowiony rekord siły pola magnetycznego w otoczeniu Ziemi wynoszący 81nT - tamtej burzy towarzyszyło jednak silniejsze odbicie Bz ku południu do -69nT z dłuższym, około półtoragodzinnym utrzymywaniem Bz poniżej -50nT. Teraz składowa Bz obniżyła się "tylko" do -58nT, ale było to odbicie krótkotrwałe, na zaledwie 5 minut. Zarówno ACE jak i DSCOVR wykazały tu zbieżne odczyty.

Wraz z zepchnięciem na drugie miejsce dotychczasowego lidera wśród CME mierzonych w punkcie L1, na najniższy stopień podium zepchnięta zostaje także ekstremalna burza magnetyczna kategorii G5 z maja 2024 roku, podczas której kumulacja kilku wyrzutów koronalnych doprowadziła do wzrostu siły Bt do 74nT. Pomimo niższej o około 20nT wartości określającej potencjał CME do wpływu na warunki geomagnetyczne, kategoria G5 została przed dwoma laty łatwo osiągnięta wskutek utrzymywania się składowej Bz poniżej -40nT przez większą część nocy z 10/11 maja, co wpompowało w magnetosferę niebotyczne ilości energii w znacznie bardziej efektywny sposób, niż podczas styczniowej burzy. Na miejscu 3. ex aequo mamy też CME z 31 marca 2001 roku.

Tuż za podium mamy przypadek burzy z 24 listopada 2001 roku z maksymalnym Bt odpowiednio 71nT i podobnie do stycznia 2026 niefartownym, krótkotrwałym, silnie południowym Bz. Burza ta, wespół z burzą z 31 marca tego samego roku, również nie przełamały progu burzy ekstremalnej. Pierwsze z tych zjawisk osiągnęło ten sam poziom aktywności co omawiana dziś burza, drugie było wręcz odrobinę słabsze (Kp8,33) - w każdym z przypadków krótkotrwałość korzystnego silnie ujemnego Bz skutkowała blokowaniem imponującego, w tamtych dniach rekordowego potencjału, odkąd wiatr słoneczny monitorowany jest przez sondę ACE i niestety w ten sposób dochodzimy do analogicznego przypadku 19 stycznia 2026 roku.

Wysoka prędkość wyrzutu, podczas impaktu około 1650-1700 km/sek. pozwoliła na krótkie okresy z ekstremalną aktywnością zorzy polarnej i zjawisk towarzyszących jak izolowana zorza protonowa (IPA), ale drugą stroną medalu w takich wyrzutach jest bardzo szybkie przejście przez ich zewnętrzną osłonę do magnetycznego rdzenia. Zaledwie dwie godziny po impakcie CME i silnych wahaniach w Bt/Bz, kierunek składowej Bz pola magnetycznego przeskoczył na ekstremalnie północny +83nT oznajmiając nam wejście w niekorzystny rdzeń wyrzutu o stabilnie północnym Bz przekreślającym w tym momencie szansę na powtórkę maja 2024.

W trakcie tego przeskoku ustały liczne i silne wahania tych głównych parametrów wiatru i rozpoczęło się stopniowe wygasanie burzy. Po początkowym szoku było to wygasanie bardzo powolne i zainicjowane z niemal górnego krańca skali, ale mimo to wyraźnie odczuwalne wizualnie. O ile w pierwszej części wieczoru, gdy Bz schodził często poniżej -40nT zorza polarna w połączeniu z wiatrem słonecznym przekraczającym 1150 km/sek. i gęstością w maksimum dochodzącą do około 28-30 protonów/cm3, rysowała na polskim niebie struktury, jakie kojarzyć się mogły raczej ze skandynawskimi klimatami, o tyle w drugiej połowie nocy stała się pozbawionym dynamiki statycznym pojaśnieniem na północnej połowie nieba, na ogół wymagającym aparatu i kilku sekund ekspozycji dla przekonania się o jej obecności. Do rana niestety już się to nie zmieniło.


IPA (izolowana zorza protonowa) i zorza wydmowa

poprzedni rozdział | następny rozdział


Potężna energia kinetyczna z jaką uderzył w nas tak szybki koronalny wyrzut masy połączona z rekordową we współczesności siłą pola magnetycznego CME w L1, do jakiej z pewnością jeszcze powrócę - poskutkowały nie tylko jasną i dynamiczną "zwykłą" zorzą polarną, ale też powstaniem rzadko obserwowanych na naszych szerokościach zjawisk pochodnych - zorzy wydmowej i izolowanej zorzy protonowej (IPA). IPA pozornie wydaje się tym samym, choć w istocie jest odrębnym zjawiskiem zarezerwowanym tylko dla naprawdę silnych burz. Podczas gdy klasyczna zorza jest efektem kaskad elektronów "spływających" wzdłuż linii pola magnetycznego do wysokich lub niekiedy średnich szerokości geograficznych, IPA rodzi się znacznie bliżej Ziemi, w głębi samej magnetosfery. Kluczem do jej powstania nad Polską była ekstremalna kompresja magnetopauzy wyzwalająca elektromagnetyczne fale jonowe, które niczym potężny akcelerator rozpraszały energetyczne protony kierując je prosto w głąb atmosfery.

Choć to protony były "paliwem" tego zjawiska, uderzały one w te same atomy tlenu co elektrony, wywołując doskonale znaną obserwatorom emisję barwy zielonej. Jednak to ich bardzo wyraźna izolacja od głównego owalu zorzowego oraz charakterystyczna, niemal płynna dynamika nad średnimi szerokościami geograficznymi, stanowiły bezpośredni dowód na to, że mieliśmy do czynienia z zaburzeniem magnetosferycznym o skali rzadko spotykanej w ostatnich dekadach.

Niesamowity time-lapse z głównego okresu aktywności izolowanej zorzy protonowej w trakcie drugiej godziny oddziaływania CME. Autor: Marek Zawadka


Skala uderzenia CME dała się też we znaki w postaci powstania zorzy wydmowej. To stosunkowo młode zjawisko, po raz pierwszy opisane naukowo dopiero przed 25. cyklem słonecznym, okazuje się bardzo ulotne i trudne do ujrzenia poza wyjątkowymi przypadkami burz. W przeciwieństwie do pionowych filarów czy kurtyn, które podążają za liniami pola magnetycznego, zorza wydmowa układa się w idealnie równoległe, poziome prążki, upodabniające się zdaniem niektórych do piasku na dnie płytkiego morza, a zdaniem innych - do pasm zachmurzenia piętra wysokiego typu cirrus, niekiedy potrafiącego w kształt podobnych struktur pokryć na wiele godzin cały firmament.

To, co jednak widzieliśmy nad Polską, to w rzeczywistości "odcisk palca" fal grawitacyjnych w mezosferze. Potężny dopływ energii z CME musiał wywołać nagłe ogrzanie atmosfery, wzbudzając fale, które w pewnym sensie uwięzione w specyficznym kanale falowodowym na wysokości około 100 km, zaczęły rytmicznie zagęszczać i rozrzedzać atomowy tlen. Kiedy więc uderzały w nie cząstki wiatru słonecznego, tlen rozbłyskał zielenią mocniej tam, gdzie fala była gęstsza, kreując pasiasty wzór rysujący się równolegle względem obserwatora, a nie pionowo jak typowe filary, kurtyny czy wał zorzy. Myślę, że pod względem usytuowania względem "typowej" zorzy polarnej można by ją porównać do widzianych od spodu najwyższych fragmentów rozpraszającego się na bok kowadła cumulonimbus incus: o ile większość chmury burzowej rośnie w pionie (analogicznie do kurtyn i filarów zorzy wyrastających z jej wału nad horyzontem) o tyle po osiągnięciu maksymalnego rozwoju pionowego chmury burzowej zaczyna się tworzyć kowadło rozchodzące się na boki (incus). Obecność takich "wydm" zorzy polarnej świadczy o tym, że burza ta nie tylko silnie wygięła naszą magnetosferę, ale wręcz fizycznie wstrząsnęła najwyższymi warstwami mezosfery, zmuszając ją do tego typu falowania.

Zorza wydmowa. Credit: Kari Saari
Zorza wydmowa - niedawno odkryte struktury pierwszy raz opisane dopiero w ostatnim słonecznym minimum, układają się około 80-100 km przemieszczając się bardziej równolegle względem Ziemi, zdecydowanie odcinając się ruchem i położeniem względem zorzy rysującej bardziej typowe filary i kurtyny w pionie. Credit: Kari Saari 
Autorka: Kitka Anitka - Koczała, pomorskie

Zorza wydmowa z opisami
Zorza polarna w chwilach silnie południowego Bz w pierwszych dwóch godzinach od uderzenia CME zyskała jasność wystarczającą dla jej rejestracji nawet z wielu terenów miejskich. W szczytowym momencie aktywności między 20:30 a 22:00 UTC zajęła niemal całe niebo po południowy horyzont, choć wizualnie dostrzegalna była głównie po swojej najjaśniejszej części na północnej połowie firmamentu oraz na niebie zachodnim, gdzie uwidoczniła się intensywna IPA.

Autorka: Karolina Tyranowska - Gniezno, wielkopolskie

Autorka: Kitka Anitka - Koczała, pomorskie

Autorka: Klaudia Zegar - okolice Tarnowa, małopolskie

Autorka: Leszek Bartczak - Poznań, wielkopolskie

Autorka: Magda Swia - okolice Lublina, lubelskie

Autorka: Magdalena An - powiat kolski, wielkopolskie

Autorka: Magdalena Morzuch - Szwajcaria, okolice Lucerny

Autorka: Marta Markowska - Kraków Bochnia, małopolskie

Autorka: Monika Ciemniak - Gryfino, zachodniopomorskie

Autorka: Monika Jordna - Zaklików, podkarpackie

Autorka: Małgorzata Maćkowiak-Bartczak - Poznań, wielkopolskie

Autor: Przemysław Głowik - Miroszewo, zachodniopomorskie

Autor: Witold Prusinkiewicz - Poznań, wielkopolskie

Teraz przyszła pora na być może najbardziej zaskakujące niektórych zdanie: wszystko co dotychczas zostało opisane oraz znakomita większość dostępnej w dalszej części galerii czytelników to efekt udanego wykorzystania jedynie namiastki całego potencjału CME, efekt ograniczony do ledwie dwóch pierwszych godzin od uderzenia wyrzutu. Żal sobie uzmysławiać co utraciliśmy po dwóch godzinach od przybycia CME, choć łatwo to sobie wyobrażać (o tym kolejny rozdział). Jak już pokrótce wyżej wspomniałem, około godz. 21:05 UTC zakończył się okres wahań w Bt i Bz typowy dla zewnętrznej warstwy każdego wyrzutu koronalnego. Składowa Bz pola magnetycznego z ekstremalnie południowej -58nT przeskoczyła w minutę na jeszcze bardziej ekstremalną, ale północną +65nT, a niebawem +83nT i przy całkowitej sile (Bt) dochodzącej do 95nT już tak silnie północną pozostała przez resztę nocy, do godz. 03:00 UTC opadając dopiero do +60nT, a 0nT przekraczając trwale dopiero około 05:50 UTC.

Przez całą drugą część nocy z 19 na 20 stycznia zorza polarna systematycznie gasła, w wielu miejscach będąc rejestrowalną tylko fotograficznie jak podczas większości słabszych burz i tylko poza miastami w bardziej północnych regionach dawały się dostrzec niektóre jej struktury w bardzo ograniczonym wydaniu w stosunku do pierwszej części wieczoru. Nie następowały większe podburze, a do świtu zjawisko stanowiło głównie pozbawioną kształtów poświatę uchwytną dla na kilkunastosekundowych ekspozycjach. Choć fotograficznie była dostępna do rana, mimo długotrwałego silnie północnego kierunku Bz, wizualnie w niczym nie przypominała zjawiska z pierwszej części wieczoru.

Wspomniany skok do ekstremalnych wartości dodatnich składowej Bz zadziałał jak potężna tarcza - było to dosłowne "zamknięcie bram" magnetosfery. Choć niezwykle szybki, przekraczający 1000 km/sek. wiatr słoneczny niósł ze sobą gigantyczną energię i skrajnie nasilone pole magnetyczne, jego północna orientacja uniemożliwiała skuteczną rekoneksję magnetyczną, przez co energia nie mogła być efektywnie pompowana do ziemskiego systemu. To właśnie dlatego, zamiast wyczekiwanej przez obserwatorów eskalacji zorzy, obserwowaliśmy powolne wygaszanie jej struktur. Płynna i długotrwała, pozbawiona dynamiki rotacja wektora Bz pola magnetycznego, jaką ACE i DSCOVR rejestrowały między ~21:05 UTC 19.01 a 05:50 UTC 20.01 to klasyczny zapis przejścia przez wnętrze magnetycznego rdzenia wyrzutu. Powolne schodzenie Bz z +83 nT w stronę zera i dalej przejście na wartości ujemne już o świcie świadczy o tym, że nasza planeta przecięła obłok niemal centralnie.

Dogrywka: druga doba wpływu CME

poprzedni rozdział | następny rozdział


Dopiero około godz. 05:50 UTC zaczęły rysować się powolne zmiany w kierunku składowej Bz, jaka powróciła do południowego schodząc maksymalnie do -26nT, ale już przy znacznie ograniczonym potencjale (Bt) wytraconym do około 32nT - obiektywnie silnym, ale jednak trzykrotnie niższym, niż jeszcze 9 godzin wcześniej. Po sześciu godzinach utrzymywania jedynie umiarkowanej (G2) aktywności w okresie intensywnie północnego Bz stopniowo zbliżającego się do zera około godzinę przed wschodem Słońca w Polsce, pozwoliło to przy wysokiej prędkości wiatru, przywrócić burzę magnetyczną do kategorii G4, jaka się utrzymała przez dwa epizody przeliczanego globalnie co 3 godziny indeksu Kp, tj. 20.01 między godz. 06:00 a 09:00 oraz 09:00 a 12:00 UTC. Co ciekawe, właśnie w tym czasie, a nie w wejściu w najsilniejszy magnetycznie rdzeń, indeks mocy hemisferycznej (HPI) osiągał swoje maksimum powyżej 335 GW, właśnie dzięki długotrwałemu zanurkowaniu składowej Bz do silnie południowego skierowania.

Zestawienie danych wiatru słonecznego z ACE i DSCOVR w drugi dzień i noc oddziaływania CME, od świtu 20.01 około 05:30 UTC do 21.01 około 06:00 UTC. Zainicjowane przed 06:00 UTC płynne przejście w korzystną część rdzenia CME o południowym kierunku składowej Bz nieco poniżej -20nT natychmiastowo doładowało burzę do kategorii G4 na 6 godzin. Przy prędkościach podchodzących pod 950-1000 km/sek. nawet tak przeciętne południowe odchylenie Bz przy sile pola magnetycznego wytraconej z maksymalnych 95nT do poniżej 20nT wystarczyło dla utrzymania silnej (G3) burzy przez cały dzień i drugą noc do świtu 21.01, przy czym 20.01 między 21:00 a 00:00 UTC udało się jeszcze jeden raz powrócić do kategorii G4. Credit: NOAA SWPC

W ciągu dnia silne wciąż pole (Bt) powyżej 20nT i południowy kierunek Bz sprzyjający wzrostowi aktywności zorzy polarnej, przy prędkościach wiatru rzędu 850-920 km/sek. pozwolił na podtrzymanie silnej burzy magnetycznej kategorii G3 dającej Polakom nadzieję na drugą rundę emocji w noc z 20 na 21 stycznia. Słabnięcie warunków było oczywiste i wyraźne na tle poprzedniego wieczoru, ale na tyle powolne i zainicjowane z tak wysokich poziomów, że w warunkach wciąż krótkiego dnia wydawało się pewne, że dogrywka z zorzą polarną musi wystąpić. I rzeczywiście wystąpiła.

Od wczesnego zmierzchu jeszcze przy niezbyt pociemniałym niebie, zorza polarna zaczęła rysować liczne filary ponad północnym i zachodnim horyzontem świadcząc o wciąż trwającej burzy. Po całodziennym zasilaniu magnetosfery energią wciąż bardzo rozpędzonego wiatru o silnym i korzystnym polu magnetycznym udało się raz jeszcze wznowić stan ciężkiej burzy magnetycznej kategorii G4 w epizodzie między 21:00 a 00:00 UTC, jakby burza chciała dać jak wieczór wcześniej - równie bezchmurny jak pierwszy - szansę ujrzenia zorzy, lub przynajmniej sfotografowania tego zjawiska na naszym niebie. Tym razem nie występowały już zjawiska pokrewne, choć uaktywnił się za to łuk stabilnej czerwieni zorzowej SAR, jaki z niektórych lokalizacji został zarejestrowany i jaki podobnie co IPA przynależy wyłącznie silnym burzom magnetycznym. Przez większość drugiej nocy 20/21 stycznia zorza polarna mimo swojej niekwestionowanej obecności nad naszymi szerokościami, była głównie zorzą fotograficzną, wymagającą dostępu do ciemnej pozamiejskiej lokalizacji, niezaświetlonego północnego horyzontu i aparatu, który pozwoliłby się przekonać o występowaniu zjawiska. Tylko krótkotrwałe momenty podburz, tym razem liczniejszych niż w pierwszą noc, pozwalały na okresowe wzrosty jasności filarów i wału zorzy.

Burza magnetyczna utrzymała silną aktywność (G3) aż do godz. 09:00 UTC następnego (21.01) poranka dając się łącznie rejestrować z Polski przez całe dwie noce. Przed południem 21.01 płynny powrót składowej Bz do północnego kierunku przy już tylko umiarkowanej na tle wcześniejszych godzin prędkości wiatru około 650 km/sek. i wytraconej sile pola do 7-10nT, doprowadził do obniżenia aktywności burzy do umiarkowanej kategorii G2, a następnie, w samo południe 21 stycznia do jej całkowitego wygaszenia. Łącznie burza magnetyczna trwała 42 godziny w 14 nieprzerwanych interwałach globalnego indeksu Kp, na co złożyło się 15 godzin z kategorią G4, w tym jeden epizod z krótkotrwałymi okresami aktywności ekstremalnej (Kp9-), 18 godzin z silną aktywnością w zakresie kategorii G3 i 9 godzin z umiarkowaną aktywnością w kategorii G2.

Zestawienie danych wiatru słonecznego z ACE i DSCOVR z 19-21.01.2026 r. - spojrzenie całościowe na wszystkie okresy burzowe od impaktu CME 19 stycznia do zakończenia burzy 21 stycznia. Dane dotyczące prędkości wiatru przed uderzeniem wyrzutu koronalnego są błędne - w trakcie ciężkiej burzy radiacyjnej niektóre detektory sondy ACE przestały pracować prawidłowo. Podobna sytuacja wystąpiła m.in. w trakcie ekstremalnych burz magnetycznych z października 2003 roku. Zbliżenie się do bariery 100nT w sile pola magnetycznego zmierzonego w punkcie L1 to absolutny rekord w historii misji ACE (91nT) i DSCOVR (95nT). Credit: NOAA SWPC
Zestawienie globalnego indeksu Kp (zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego) za okres 18-21.01.2026 r. Potężne uderzenie CME przyniosło najwyższą aktywność geomagnetyczną w pierwszych dwóch interwałach, w tym lokalnie lub krótkotrwale ekstremalną (Kp9-), które poprzedziły zaledwie umiarkowaną (G2) aktywność w drugiej połowie pierwszej nocy. Dopiero o poranku 20.01 wznowienie burzy magnetycznej kategorii G4 na okres sześciu godzin, z utrzymaniem silnej (G3) przez większość dnia i drugiej nocy (20/21.01) z ostatnim i jednorazowym już powrotem do kategorii G4 w interwale 20.01 18-21 UTC. Wygaszenie burzy nadeszło dopiero 21.01 po godz. 12:00 UTC. Credit: NOAA SWPC


Ciężka burza magnetyczna kategorii G4/Kp9- 19-21.01.2026 r. w liczbach

- czas trwania: 42 godziny
- czas od rozbłysku z CME do impaktu w Ziemię: 25 godzin (1 dzień 1 godzina)
- najwyższa siła (Bt) pola magnetycznego: 95nT (DSCOVR), 91nT (ACE) - rekord w historii misji ACE/DSCOVR (19.01 21:25 UTC)
- najgłębsze odchylenie południowe składowej Bz: -58nT (19.01 21:03 UTC)
- łącznie tylko nieco ponad 2 godziny południowego Bz w pierwszą noc aktywności burzy, ale 36 godzin w drugą/trzecią dobę wpływu CME
- minimalny indeks DST: -218nT (3. najniższa wartość w cyklu)
- najwyższa zarejestrowana gęstość wiatru: 29p/cm3 (19.01 19:02 UTC)
- najwyższa zarejestrowana prędkość wiatru: 1178 km/sek. (19.01 21:33 UTC)
- kategorie aktywności burzy w relacji do czasu: niepełna ekstremalna (Kp9-) 3 godziny + ciężka (G4) 12 godzin, silna (G3) 18 godzin, umiarkowana (G2) 9 godzin


Nowy rekord dla ACE i DSCOVR: najbliższy Burzy Carringtona współczesny CME w L1

poprzedni rozdział | następny rozdział


Jeśli kiedykolwiek zastanawialiśmy się, jak blisko parametrów fizycznych wielkich burz historycznych może dotrzeć Słońce w 25. cyklu, to parametry zarejestrowane 19 stycznia 2026 roku dają nam na to pytanie niemal gotową odpowiedź. To, co wydarzyło się na sensorach satelitów ACE i DSCOVR w momencie uderzenia czoła koronalnego wyrzutu masy, wykraczało poza ramy wszystkiego, co widzieliśmy nie tylko w 25. cyklu słonecznym - wliczając w to pamiętny maj 2024 roku - ale wszystko, co widzieliśmy odkąd satelity monitorują wiatr słoneczny w punkcie Lagrange'a L1 ledwie 1,5 mln km przed Ziemią.

Kluczowym wskaźnikiem nie była tu sama prędkość wiatru, która wprawdzie imponująca jak przy każdym przekroczeniu 1000 km/sek., ale całkowita siła pola magnetycznego (Bt) niesionego w CME, które osiągnęło oszałamiające 95nT (DSCOVR) lub 91nT (ACE). Dla satelity ACE, monitorującego pogodę kosmiczną od niemal trzech dziesięcioleci, jak i DSCOVR działającego od połowy ubiegłej dekady, były to absolutne rekordy. Aby zrozumieć skalę tego wyniku, warto wspomnieć, że podczas najsilniejszej burzy tego cyklu (maj 2024) wartość ta wyniosła 74nT. Podczas poprzednich, ostatnich przed majem 2024 pełnoskalowych burz magnetycznych kategorii G5 z końca października 2003 roku, wartość ta dobiła "jedynie" do 66nT. Wcześniej, w Burzy Dnia Bastylii 15 lipca 2000 roku jeszcze mniej, bo 59nT.

Dla przypomnienia, lub ugruntowania wiedzy u tych z Was, którzy jesteście czytelnikami od krótszego czasu, parametr Bt nie mówi nam o tym, jak silna na pewno okaże się burza, ale jak silna może być w skrajnie korzystnym (dla nas - amatorów zorzy polarnej) scenariuszu, jeśli cały dostępny potencjał  zostanie wykorzystany, a nie zmarnowany. Wykorzystanie tego potencjału na rzecz doładowania burzy i zórz polarnych będzie tym lepsze, im silniej i dłużej składowa Bz pozostanie południowa. Ale kierunek to tylko połowa sukcesu - liczy się też siła tego odchylenia. Im niższa wartość, tym lepiej - a o tym do jak głębokiego minusa może ona opaść maksymalnie w danym czasie, wynika z aktualnie dostępnego potencjału (Bt). Przykładowo, przy całkowitej sile pola magnetycznego wynoszącej 40nT, w najlepszym dla obserwatorów wariancie Bz może opaść do -40nT i na tym poziomie utrzymywać się tak długo, jak długo przechodzić będziemy przez magnetyczny rdzeń wyrzutu koronalnego. W skrajnie złym dla obserwacji zorzy polarnej scenariuszu możemy doświadczyć przeskoku Bz na północny (także do +40nT) - wówczas ogromny potencjał będzie całkowicie marnowany, a większość materii z wyrzutu koronalnego odbijania poza magnetosferę przez brak korzystnej rekoneksji magnetycznej. Który z tych wariantów się wydarzy w danej burzy nigdy nie wiemy, dopóki nie dotrze konkretny CME.

Podsumowując tę kwestię, spośród wszystkich dotychczasowych burz magnetycznych, które osiągnęły kategorię G5 od czasu oficjalnego wprowadzenia skali w 1999 roku, potencjał CME pod względem maksymalnej siły pola magnetycznego (Bt) zmierzonej w punkcie L1 wahał się między 59nT (lipiec 2000) a 74nT (maj 2024).

Wartość Bt na poziomie 95nT zmierzona przez DSCOVR 19 stycznia około 21:25 UTC (lub 91nT gdyby odnieść się do danych z ACE) nie tylko pobija dotychczasowy rekord z 6 listopada 2001 roku utrzymany przez ćwierć wieku, lecz przede wszystkim po raz pierwszy we współczesności tak bardzo zbliża nas do szacunków dla Burzy Carringtona z 2 września 1859 roku, a nawet wpasowuje się w modelowane dla niej zakresy maksymalnego Bt w łagodniejszych obliczeniach. Nie mieliśmy wówczas danych satelitarnych, dlatego możemy mówić jedynie o wartościach przybliżonych opartych na archiwalnych zapiskach z ówczesnych naziemnych magnetometrów, ocenach czasu przemieszczania się CME między Słońcem i Ziemią (tu ok. 17,5 godziny), modelach zależności między prędkością CME a jego polem magnetycznym, szacunkami spadków nieistniejącego wtedy jeszcze indeksu Dst czy rozmaitych analogiach do współczesnych ekstremalnych przypadków. Dla tamtej historycznej burzy szacuje się, że siła Bt w szczycie jej aktywności musiała wahać się między 90 a 110nT, z kilkugodzinnym spadkiem południowego Bz poniżej -60nT, prędkością wiatru około 2380 km/sek. w uderzeniu frontu CME i około 1700 km/sek. w dalszym przepływie wyrzutu przez Ziemię oraz spadkiem szacowanego indeksu Dst między -800 a -1760nT. Warto jednak zawsze pamiętać, że są to wartości modelowane, a nie faktycznie zmierzone.

Zestawienie TOP-10 koronalnych wyrzutów masy niosących najsilniejsze pole magnetyczne spośród tych uderzających w Ziemię i pozwalających się zarejestrować przez sondy ACE/DSCOVR w punkcie Lagrange'a L1 - stan po styczniu 2026. W przypadku wzorcowego słupka dla Burzy Carringtona odrębnym kolorem zaznaczony został zakres błędu 100nT +/-10nT z uwagi na różne modele i konieczność szacowania tej wartości bez dokładnych danych z punktu L1. Uwzględnione łącznie 14 zarejestrowanych w L1 wyrzutów z uwagi na powtarzalność maksymalnego Bt w różnych przypadkach CME zajmujących ex aequo to samo miejsce w ścisłej dziesiątce. Szeregowanie wg maksymalnej zmierzonej siły pola z zaznaczeniem kategorii aktywności burzy magnetycznej. Cztery przypadki (burza z maja 2024, października 2024, listopada 2025 i stycznia 2026) stanowią dokonania 25. cyklu słonecznego, pozostałe 10 to okres 23. cyklu. Oprac. własne w oparciu o dane archiwalne NOAA SWPC

19 stycznia 2026 roku byliśmy więc świadkami uderzenia CME o sile pola magnetycznego zdarzającej się nad wyraz rzadko, po raz pierwszy w erze kosmicznej spośród CME uderzających w Ziemię, a nie przechodzących obok. Niestety jednak, jak wspomniałem wcześniej - potencjał, choćby i ekstremalny - nie oznacza, że na pewno zostanie on wykorzystany na rzecz zasilenia burzy. W roku 2001 mieliśmy już uderzenia CME osiągające Bt na poziomach 81nT czy 74nT, które także znacznie zbliżały nas do dolnego zakresu szacowanego dla Burzy Carringtona - i także kończyły się zablokowaniem znacznej większości wówczas dostępnego potencjału dla wzmocnienia aktywności burzy (również bez pełnej kategorii G5).

I tu wracamy do 19 stycznia około godz. 21:05 UTC, ledwie dwie godziny po uderzeniu CME. Z wejściem w magnetyczny rdzeń wyrzutu, składowa Bz zakończyła doładowywanie burzy osiągając ekstremalnie północny kierunek 65, a wkrótce 83nT. Tak potężnego odchylenia północnego Bz sondy ACE i DSCOVR jeszcze nigdy nie widziały, a jako że było to już wyjście z zewnętrznej osłony wyrzutu, to kierunek ten już się ustabilizował nie dając szans na choćby krótkotrwałe spadki do "solidnego minusa" typowe dla zewnętrznych warstw CME, jak miało to miejsce w pierwszych dwóch godzinach od jego przybycia. Zablokowanie północnego kierunku wektora Bz to jedna zła wiadomość, ale wysoki poziom (z 83nT)  od jakiego miał ten parametr rozpocząć bardzo powolne opadanie by później przejść na kierunek południowy, była rekordowa i sprawiająca, że przez okres przechodzenia Ziemi przez najsilniejszą magnetycznie część rdzenia CME, jego potencjał będzie całkowicie zmarnowany. Moment, w którym dostawcy energii czy lotnictwo, zwłaszcza na wyższych szerokościach geograficznych odetchnęło, był zarazem momentem tak donośnego jęku zawodu miłośników zorzy polarnej, że zapewne był słyszalny na Księżycu wbrew fizyce dźwięku w Kosmosie...

Zestawienie danych wiatru słonecznego z ACE i DSCOVR jedynie z pierwszej nocy oddziaływania CME od impaktu 19.01 około 19:00 UTC do świtu 20.01 około 05:00 UTC. Dokładne spojrzenie na pierwszą noc daje pełną jasność dlaczego nie osiągnęliśmy pełnoskalowej burzy ekstremalnej G5 i jak rekordowy potencjał został zmarnowany dla miłośników zorzy polarnej. Widoczne silne uderzenie CME przynoszące skok siły pola magnetycznego (Bt - krzywa biała) do ponad 90nT rozpoczynające okres silnych wahań tego parametru typowy dla zewnętrznej warstwy CME wraz ze zmiennością składowej Bz (krzywa czerwona) momentami opadającej do około -50nT, a w maksimum do imponujących -58nT jednak zaledwie na około 5 minut. Wraz z wejściem w magnetyczny rdzeń CME wahania Bt/Bz ustały - siła pola (Bt) osiągnęła swoje maksimum 95nT, ale wiązało się to z przejściem kierunku Bz na ekstremalnie północny do 83nT blokując zasilanie burzy już na całą resztę nocy. Wskutek burzy radiacyjnej poziomu S4 pomiar prędkości ACE padł jeszcze pewien czas przed uderzeniem CME; gdy burza radiacyjna osłabła do poziomu S2 pomiary prędkości powróciły do rzeczywistych ukazując nam najwyższe jak dotąd wartości w 25. cyklu dochodzące do 1200 km/sek. W maksimum gęstości zbliżyliśmy się do 30p/cm3 co jest wartością bardzo przeciętną jak na wyrzut koronalny. Wraz z powolną rotacją pola magnetycznego w rdzeniu CME przez resztę nocy składowa Bz płynnie i bez dynamiki słabła do zera, by około świtu przejść na dość silne wartości ujemne przywracające burzę magnetyczną kategorii G4. Credit: NOAA SWPC

W alternatywnym scenariuszu, odwracając warunki między pierwszą nocą a drugim dniem oddziaływania CME, a więc gdyby 19 stycznia od godz. 21:05 UTC przed wartością składowej Bz +83nT na resztę nocy postawić minus zamiast plusa, doświadczylibyśmy aktywności zorzy polarnej widocznej gołym okiem w zenicie prawdopodobnie po tropiki i takiego nasilenia burzy magnetycznej, przy którym wszystkie dotychczasowe przypadki burz kategorii G5 ostatnich trzech dekad, okazałyby się niewinną zabawą. Przez ponad 3 godziny od wejścia w rdzeń CME wartość pechowego, północnego odchylenia Bz nie spadała poniżej +60nT. Gdyby to był stabilny okres analogicznie ekstremalnego skierowania południowego w zakresie od -60nT do -83nT mielibyśmy do czynienia z najsilniejszą burzą co najmniej od 1989 roku (z pamiętnym blackoutem w Quebec, z indeksem Dst -589nT), a być może jedną z najsilniejszych - jeśli nie naj - od czasu wspomnianej burzy z 1859 roku. Dopiero patrząc w szczegółach na nocne godziny z 19 na 20 stycznia w zestawieniu danych powyżej tego akapitu widzimy jak niewiele z tego CME, jako miłośnicy zorzy polarnej - nawet uwzględniając korzystną drugą dobę burzy - skorzystaliśmy, a jak wiele i przez jak długi czas sytuacja kształtowała się dla obserwatorów skrajnie pechowo w okresie najpotężniejszego potencjału wiatru słonecznego, z jakim mieliśmy do czynienia podczas ery satelitarnej.

Przyznacie, że 6 godzin z zaledwie umiarkowaną burzą kategorii G2 w drugą połowę nocy 19/20.01, przy sile pola magnetycznego przez 6 godzin utrzymującej się powyżej 50nT - wartości tak wysokiej, że obserwowanej może 2-3 razy w cyklu słonecznym, daje zupełnie inny osąd tej burzy względem medialnych doniesień. Stąd właśnie we wstępie celem zachęty do lektury, pozwoliłem sobie na nieco prowokacyjne stwierdzenie, że wbrew lawinie zdjęć polskiej zorzy polarnej jaka zalała Internet, niewielu ma świadomość jakiego kalibru CME naprawdę nas uderzył i jak wiele z tego impaktu obserwacyjnie utraciliśmy.

Lipiec 2012: CME jeszcze silniejszy, ale chybiony

poprzedni rozdział | następny rozdział


Analizując CME uwolniony 18 stycznia 2026 roku, nie sposób nie odnieść się do wyrzutu, który minął Ziemię w lipcu 2012 roku. Kiedyś już o nim wspominałem - to zdarzenie pozostaje do dziś punktem odniesienia dla wszystkiego, co wrzucamy do worka z napisem "burza kategorii Carringtona". Tamten wyrzut koronalny z 23 lipca 2012 roku, skierowany ku sondzie STEREO-A w zupełnie innym niż Ziemia kierunku, był jeszcze większym potworkiem. Prędkość podczas impaktu przekraczała 2200 km/sek., w maksimum osiągając 2246 km/sek., a pole magnetyczne (Bt) zmierzone przez STEREO-A osiągnęło 109nT przy kilkugodzinnej, głęboko południowej składowej Bn (Bz)​ rzędu -52 nT. Wszystko na dystansie 0,97 AU, a więc bardzo zbliżonym do położenia sond ACE i DSCOVR w punkcie L1. Co więcej, tamto zjawisko było w istocie drugim CME, które poruszało się w obszarze "oczyszczonym" przez wcześniejszy wyrzut sprzed czterech dni - nic go nie spowalniało, co pozwoliło mu uderzyć z niemal nieosłabioną siłą. Symulacje wykazały, że gdyby tamten wyrzut trafił w Ziemię, uderzenie nastąpiłoby około 18,5 godzin po rozbłysku, zaś indeks Dst mógłby zawrzeć się między -600 a -1150nT - czyli wstrzelić się w dolną połowę zakresu modelowanego dla Burzy Carringtona (-800 do -1760nT).


 
Zapis danych pola magnetycznego (po lewej) i prędkości wiatru słonecznego (po prawej) z pokładu sondy STEREO-A, która przyjęła bezpośrednie uderzenie CME z 23 lipca 2012 roku. Z maksymalnym Bt na poziomie 109nT w odległości 0,97 AU porównywalnej z odległością Ziemi od Słońca oraz uderzeniem CME 18,5 godziny po rozbłysku, wiążącym się ze skokiem prędkości przy impakcie do 2246 km/sek. ten koronalny wyrzut masy typuje się jako współczesny wyrzut o skali burzy Carringtona - w tym jednak przypadku całkowicie mijający Ziemię. Był to jedynie nieco silniejszy magnetycznie CME od uderzającego Ziemię 19 stycznia 2026 roku, ale wyraźnie szybszy, przynoszący podczas uderzenia prędkość wiatru jeszcze o ponad 500-600 km/sek. wyższą, niż ta, którą odnotowaliśmy w styczniowym impakcie, jaka musiała się zawrzeć w przedziale 1600-1700 km/sek. Credit: NASA/STEREO/PLASTIC

My zaś, w styczniu 2026, po uderzeniu tylko nieco słabszego magnetycznie CME co w lipcu 2012 w STEREO-A, skończyliśmy ocierając się o kategorię G5, z indeksem Dst zaledwie -218nT (wartość tymczasowa) dającym tej burzy tylko brązowy medal w 25. cyklu - choć potencjał był dla złota i to w skali wielu dekad zamiast jednego cyklu. 

Pisząc o burzy Carringtona i CME zbliżającym się pod względem potencjału do tamtej burzy, mogą się uruchamiać u co poniektórych "złe myśli" zmuszające zapomnieć o zorzy polarnej i przekierować wyobrażenia ku globalnym blackoutom, dlatego warto przy okazji tego rozdziału wspomnieć o jeszcze jednej kwestii stawiającej nas dziś w zupełnie odmiennej sytuacji względem tamtych wydarzeń. Tak, jesteśmy bardziej uzależnieni od elektroniki. Tak, poza zorzą CME takiego kalibru niesie realne ryzyko dla różnych gałęzi przemysłu i gospodarki. Nie mniej trzeba podkreślić, że mimo tych rekordowych wartości, współczesny świat jest znacznie lepiej przygotowany na takie wydarzenia, niż w XIX wieku. 

Dzięki danym z ACE, DSCOVR, Solar Orbitera, czy szykującej się do pracy SWFO-L1 podmioty zarządzające infrastrukturą krytyczną nie są już zaskakiwane. Wiedza o uderzeniu tak silnego magnetycznie CME nie pierwszy i nie ostatni raz pozwoliła operatorom sieci energetycznych na bieżąco monitorować indukowane prądy geomagnetyczne (GIC) i dostosowywać pracę systemów przed wystąpieniem ewentualnych przeciążeń i awarii. Dzieje się tak zawsze odkąd wiemy jaki CME uderzył w L1, mając wciąż kilkanaście-kilkadziesiąt minut na reakcję. W XIX wieku takich danych w czasie rzeczywistym nie było i to element zupełnego zaskoczenia przesądzał o konkretnych skutkach dla systemów energetycznych czy komunikacyjnych.

Dziś w mediach wiele apokaliptycznie brzmiących treści czyniących z naszego Słońca gwiazdę, która nie myśli o niczym innym jak unicestwieniu cywilizacji - prędzej zrobią i w dużej mierze już tego dokonali sami ludzie. Dziwnym trafem jednak, twórcy takich treści zachowują się tak, jakby mentalnie zatrzymali się w tamtym czasie ignorując zdobycze techniki, dzięki którym można dziś podejmować działania prewencyjne wiedząc jak silny i na ile efektywny CME uderzył w sondy w L1 1,5 mln "przed Ziemią", zanim dojdzie do problemów. Ile byście takich sensacyjnych artykułów nie przeczytali - w znakomitej większości zawsze jest pomijany ten najważniejszy fakt dostępu do danych z L1 czy koronografów, który w sekundę zrujnowałby to całe zasiewanie strachu. To właśnie ta świadomość sytuacyjna sprawia, że burza, która w 1859 roku wywołała chaos w prymitywnych sieciach telegraficznych zaskakując swoim przebiegiem, dziś staje się przede wszystkim ważnym obiektem badań, a dla nas w razie powtórki, szansą na widowisko astronomiczne życia, do którego warto podejść ze zdrową fascynacją, a nie strachem.


Solar Orbiter

poprzedni rozdział | następny rozdział


Na koniec omawiania tego niebywałego CME odniosę się jeszcze pokrótce do danych z Solar Orbitera (SolO). W momencie pokonywania przez ten wyrzut drogi do Ziemi, SolO przebywała tylko 9 stopni na zachód od linii Słońce-Ziemia, zaledwie 3 stopnie powyżej płaszczyzny naszej orbity i w odległości 0,7 AU od Słońca, czyli o 0,3 AU bliżej niż Ziemia. Z uwagi na harmonogram sesji łączności, pełny obraz sytuacji z SolO poznaliśmy dopiero pod koniec 19 stycznia (po wznowieniu transferu danych o 23:15 CET), gdy główne uderzenie na Ziemi było już faktem.

SolO zarejestrowała impakt CME zaledwie 18,5 godziny po rozbłysku. Dane z SolO potwierdziły, dlaczego początek burzy na Ziemi był gwałtowny, dlaczego sytuacja znacznie wyhamowała z wejściem w rdzeń po przejściu przez zewnętrzną otoczkę wyrzutu oraz kiedy można było liczyć na drugą rundę emocji. Na dystansie 0,7 AU siła pola (Bt) z wejściem w rdzeń CME skoczyła do 120nT, ale składowa Bn (odpowiednik Bz)  miała tam ekstremalnie silny kierunek północny. To właśnie ten magnetyczny "pancerz" o orientacji zgodnej z ziemskim polem hamował rozwój burzy w kluczowym etapie przepływu CME przez Ziemię. Dopiero gdy SolO odnotowała spadek Bt ​do około 40nT i jednoczesny zwrot Bz​ ku południu (-30nT), mogliśmy z dużą pewnością założyć, że podobne warunki na nowo "doładowujące" magnetosferę dotrą do Ziemi 6-8 godzin później - co rzeczywiście nastąpiło około świtu 20 stycznia, niestety po zmarnowanej całkowicie drugiej połowie nocy w czasie napływu najsilniejszej magnetycznie części CME.

Zestawienie danych pola magnetycznego na pokładzie sondy Solar Orbiter w okresie 17-20.01.2026 r. Widoczny ekstremalny impakt sięgający 120nT przy odległości sondy 0,7 AU od Słońca. Mimo kilku stopni odchylenia na zachód od linii Słońce-Ziemia, dane z SolO w dużym stopniu okazały się zbieżne z tymi, które później rejestrowały ACE i DSCOVR w punkcie L1 przed Ziemią, co umożliwiło bardzo dobre przewidzenie dalszego przebiegu burzy na podstawie zmian w polu magnetycznym w położeniu SolO. Credit: Solar Orbiter

Ta analiza wsteczna pokazała nam modelową strukturę obłoku magnetycznego, który choć potężny - ostatecznie niezwykle oszczędnie dawkował swoją energię w sposób skrajnie nieoptymalny dla miłośników zorzy, niż mogłoby to wynikać z samych rekordów siły pola magnetycznego wśród wyrzutów koronalnych docierających do naszej planety. Zakres i tempo zmian w SolO w bardzo wysokim stopniu odpowiadały zmianom, które z biegiem godzin rejestrowały ACE i DSCOVR - dzięki temu jeszcze przed połową czasu trwania burzy można było mieć pewność, że druga doba oddziaływania CME przyniesie nam jeszcze wiele emocji.

Sokolim okiem w zorzę! Relacja z obserwacji + zdjęcia + time-lapse
Okolice Czatków, pomorskie; 19/20.01 00-03 UTC + 20.01 16-20 UTC; Bortle 5/4

poprzedni rozdział | następny rozdział


Osobiście miałem pecha w pierwszy wieczór, w najaktywniejszy okres zorzy polarnej - mając czyste niebo jak wszystkie województwa, ale nie mogąc jeszcze czynić obserwacji, w pełni mogłem im się oddać o około dwie godziny za późno. Dopiero drugi wieczór miałem całkowicie do dyspozycji, mając możliwość wyruszenia na zorzowe polowanie zaraz po zachodzie Słońca. Szczęśliwie burza była wtedy zasilania wciąż bardzo szybkim i energetycznym wiatrem, ale pod względem jego potencjału było to już odległe echo poprzedniego wieczoru. Z drugiej strony - normalnie takie echo bralibyśmy wszyscy w ciemno z radością na twarzy: po prostu pierwsze godziny od uderzenia wyrzutu zbytnio podniosły oczekiwania.

W pierwszy, poniedziałkowy wieczór (19.01) największa intensywność i dynamika zorzy polarnej przypadły między 21:30 a 23:00 CET. Ja zaś w terenie, i to w innym, gorszym miejscu niż normalnie (z braku możliwości dotarcia przez śnieg po kolana) zameldowałem się około 00:00 CET. W tym czasie byliśmy już około godzinę po wspomnianym wyżej niefortunnym przejściu składowej Bz na kierunek północny. Mimo, że dopiero kończył się interwał, za jaki w skali globalnej aktywność burzy osiągnęła swoje maksimum z okresami aktywności ekstremalnej (Kp9-)  zorzy polarnej gołym okiem już prawie nie dostrzegałem. O ile światłoczuła matryca aparatu nie miała problemu z jej rejestrowaniem, choć i tu nie było już łatwo, naocznie zjawiska nie byłem w stanie dostrzec dłużej, niż łącznie przez kilka minut podczas trzygodzinnej sesji zamarzania w polu.

Mogłoby się wydawać, że pod bezchmurnym niebem sukces jest gwarantowany, w dodatku po tak drastycznym początku burzy, a jednak kilka czynników skumulowało się w niefartowną mieszankę: po pierwsze niebo nie było tak naprawdę w pełni bezchmurne. Występowała umiarkowana ilość chmur wysokich - cienkich, bo cienkich, ale dorzucających swoje parę groszy do pogorszenia kontrastu. Po drugie smog: po dość długim jak na standardy ostatnich lat utrzymywaniu się mroźnej, wyżowej pogody, w połączeniu z niewidzianą chyba od dekady ilością śniegu odbijającego wszelkie sztuczne światło ku górze z wysoką skutecznością i będąc jedynie na obrzeżach miasta lecz wciąż w jego granicach, wyszło jak musiało: kiepsko.

Humor poprawił się we wtorkowe popołudnie i wieczór. Gotowy do działania jeszcze przed zmrokiem ruszyłem w dotychczasowe miejsce rozstawiając się ze statywem na środku pola zapadając się w śniegu po kolana, a przy okazji mijając się z pewnie szukającym czegoś na ząb lisem. Warunki wiatru słonecznego dopisywały utrzymując silną burzę w kategorii G3 przy życiu, a później nawet ją nasilając raz jeszcze do kategorii G4, i choć nie można już było liczyć na zachwyty równie silne co w pierwszy wieczór, to wciąż była to aktywność zorzy o wiele wyższa, niż w większości burz magnetycznych jakich doświadczamy w ciągu roku.

Tego dnia już godzinę po zachodzie Słońca filary widoczne były gołym okiem bez dwóch zdań, wraz z dość silnym jeszcze wałem zorzy ponad północnym horyzontem. Jawił się on głównie w szarych barwach - o ile w październiku 2024 nie miałem wątpliwości co do jego zielonej barwy, tak teraz był wyprany z kolorów. Barwę czerwoną i purpurę łatwiej było za to dostrzec w zmieniających swoje położenie filarach, najpierw bardziej na północno-zachodnim niebie, później bliżej północnego kierunku, a w pewnym momencie nad północno-wschodnim horyzontem.

  
  
  
  
Sony A7SII, Samyang 24mm f/1.8 AF, ISO200-1000, eksp. 3,2-8 sek. kadry 1-2 z nocy 19/20.01; kadry 3-12 z wieczoru 20.01.2026 r.



Tę drugą wtorkową rundę burzy przyjmuję jako nagrodę pocieszenia bez szemrania, bo to wciąż duży krok do przodu na tle poprzedniej, równie silnej burzy z listopada 2025, kiedy w dwie noce jej aktywności przebywałem pod pełnym zachmurzeniem jak znaczna większość Polaków. Poniedziałkowy wieczór i dwie pierwsze godziny burzy rozbudziły u wielu z nas apetyty na widok, który trafia się bardzo rzadko i na tym tle wtorkowa noc nie mogła już wprawiać w takie osłupienie, zwłaszcza wśród osób, które obserwowały sam szczyt aktywności zorzy, z silną izolowaną zorzą protonową o intensywnie zielonej barwie wysoko na zachodnim niebie. Nie mniej, w oderwaniu od poniedziałkowego wieczoru zawsze byśmy się zachwycali tym, co wciąż potrafiła z siebie ta burza wykrzesać w drugiej dobie oddziaływania CME. Po maju 2024 przybyły nam trzy burze o niemal maksymalnej kategorii aktywności - czemuż by więc nie zakładać, że Słońce stać na ponowne dostarczenie nam drugiej w tym cyklu pełnoskalowej burzy ekstremalnej? Jeszcze wiele przed nami.


Galeria czytelników

poprzedni rozdział | następny rozdział


Przez ponad półtorej dekady prowadzenia bloga i opracowywania kolejnych burz magnetycznych, zawsze pragnąłem, by jak najwięcej zdjęć, które do mnie trafiło i spełniało podstawowy wymóg (wskazana lokalizacja), znajdowało swoje miejsce w galerii. Nie zawsze się to udawało, ale często. Chciałem w ten sposób uhonorować możliwie wielu z Was, bo to również Wasza pasja i nieprzespane noce budują to miejsce. Jednak styczeń 2026 roku przyniósł coś, czego - mimo skrajnie optymistycznych prognoz - nie byłem w stanie w pełni przewidzieć.

Połączenie burzy magnetycznej o okresach ekstremalnej aktywności, dwóch bezksiężycowych nocy i - co w naszych warunkach o tej porze roku jest niemal cudem - idealnie czystego nieba od Bałtyku po Tatry, wywołało w polskiej sieci największą zorzową lawinę tego cyklu. Ilość materiałów, jakie nadesłaliście poprzez e-maile, wiadomości na Facebooku, X/twittera oraz w komentarzach, przerosła nie tylko moje oczekiwania, ale też zdolności przerobowe. Jako osoba prowadząca ten serwis w pojedynkę, bez sztabu redakcyjnego, podobnie do maja 2024 roku, doświadczyłem "klęski urodzaju". Przejrzenie, wyselekcjonowanie i przygotowanie do publikacji setek fotografii zajęłoby kolejne tygodnie, a samo opracowanie stałoby się niemożliwe do odczytania. Wstawienie absolutnie wszystkich zdjęć bezpośrednio do tekstu sprawiłoby, że strona ładowałaby się kilka minut, co dla większości z Was byłoby po prostu uciążliwe.

Dlatego tym razem ponownie zmuszony jestem do rozwiązania kompromisowego. Poniżej prezentuję wybraną, reprezentatywną grupę około 100 fotografii, które najlepiej oddają przebieg i dynamikę zjawiska w różnych częściach Polski - od kadrów nad Bałtykiem, po zorzę malującą niebo nad podgórskimi terenami. Od wąskich kadrów z nadzwyczaj silną IPA czy zorzą wydmową po szerokie panoramy próbujące objąć polem widzenia jak największą część zjawiska. Od obserwacji w idealnych okolicznościach przyrody z zimowymi krajobrazami po zdjęcia wprost z rozświetlonych miast - wszystko dla ukazania jak najszerszego spektrum zjawiska niezależnie od lokalizacji czy warunków lokalnych, w optymalnej jak mam nadzieję, objętości.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Wszystkich, którzy chcą zanurzyć się w setkach pozostałych materiałów, odsyłam do przejrzenia dedykowanych wątków na fejsbukowym i twitterowym profilu bloga. W komentarzach pod moimi postami z nocy 19-21 stycznia, znajdziecie dodatkowe archiwa tego, co działo się nad Polską - to kopalnia zorzowego połowu, której nie chciałem zamykać w ramach jednego wpisu na blogu.

Dziękuję każdemu z Was za każde przesłane zdjęcie, za każdą relację "na żywo" i za to, że w te naprawdę mroźne, styczniowe noce wspólnie braliśmy udział w tym wydarzeniu. Zapraszam na ten spacer po zalanym zielenią i czerwienią niebie rodem z Alaski życząc w tym miejscu Wam jak i sobie jak najwięcej takich "problemów" z ilością relacji i zdjęć podczas każdej burzy magnetycznej. Miejmy nadzieję, że przy okazji następnej równie silnej lub jeszcze większej burzy magnetycznej znów dopisze nam jako Polakom szczęście do wyżowej, bezchmurnej pogody i bezksiężycowego nieba.

Galeria 1 | Galeria 2 | Galeria 3 | Galeria 4 | Galeria 5 | Galeria 6

Autor: Adam Kaczmarek - Jezioro Morzyckie, zachodniopomorskie

Autor: Adam Kaczmarek - Poznań, wielkopolskie

Autor: Adrian W. - Markuszowa, podkarpackie

Autorka: Agata Radkow - Grabowa - sołectwo, śląskie

Autorka: Agnieszka Aga - Chabówka, małopolskie

Autorka: Agnieszka Agikazg - Zielona Góra, lubuskie

Autorka: Agnieszka Duśko - Połom Mały, małopolskie

Autorka: Agnieszka Kludacz - okolice Lublina, lubelskie

Autorka: Agnieszka Miszczobrocka - Łódź, łódzkie

Autorka: Agnieszka Schoeneck - Wyspa Sobieszewska, pomorskie

Autorka: Agnieszka Turańska - okolice Żagania, lubuskie

Autorka: Alicja Bujko - Stargard, zachodniopomorskie

Autor: Andrzej Jeendrek Szulc - Wieliszew, mazowieckie

Autor: Andrzej Stasiu - okolice Hajnówki, podlaskie

Autorka: Aneta Bieryt - okolice Tarnowa, małopolskie

Autorka: Aneta Bronowska - Płońsk, mazowieckie

Autorka: Aneta Krakowiak - Rawa Mazowiecka, łódzkie

Autorka: Angelika Przybylska - Luboń pod Poznaniem, wielkopolskie

Autorka: Ania Krauzowicz - Nowy Targ, małopolskie

Autorka: Anna Filipowicz - okolice Gór Tarnowskich, śląskie

Autorka: Anna Maria Kiesiak - dolnośląskie

Autorka: Anna Nowak - okolice Piotrkowa Trybunalskiego, łódzkie

Autorka: Anna Van Der Jonckheyd - Namysłów, opolskie

Autor: Areus Simpson - Luboń pod Poznaniem, wielkopolskie

Autor: Artur Owczarek, wielkopolskie

Autorka: Barbara Lew - Markowa, podkarpackie

Autorka: Barbara Orchowska - Mielno, zachodniopomorskie

Autorka: Beata Rossek - Ciechocin, pomorskie

Autor: Bogdan Bąk - Przysietnica, podkarpackie

Autorka: Daria Jendrzejewska - okolice Wrocławia, dolnośląskie

Autor: Dominik Lorek - Sławków, śląskie

Autorka: Ela Skowron - okolice Sandomierza, świętokrzyskie

Autorka: Ewa Grzanka - Kołobrzeg, Podczele - zachodniopomorskie

Autorka: Ewa Jermakowicz - Szwajcaria

Autorka: Ewa Skrypko - okolice Poznania, wielkopolskie

Autorka: Ewelina Żeńczak - Greven, Niemcy

Autorka: Małgorzata Dworakowska Michoń - Polanów, zachodniopomorskie

Autor: Grzegorz Nowicki - okolice Siewierza, śląskie

Autor: Grzegorz Sołtys - Piersk k. Poznania, nad jez. Bytyńskim - wielkopolskie

Autor: Grzegorz Szałkowski - wschód mazowieckiego

Autorka: Izabela Kubica - okolice Kutna, łódzkie

Autorka: Izabela Wawer - Niemcy

Autor: Jacek Grala - Dębki, pomorskie

Autor: Jakub Grygiel - Czarnków, wielkopolska

Autor: Jakub Sokalski - Chocz, wielkopolskie

Autor: Jan Kowalski - Piła, wielkopolskie

Autor: Jarosław Binkowski - Antonin k. Ostrowa Wielkopolskiego, wielkopolskie

Autorka: Joanna Müller - Rożniątów, opolskie

Autorka: Joanna Piekaruś - Bierkowo, pomorskie

Autorka: Joanna Tokarz - Ptaszkowa, małopolskie

Autorka: Joanna Zygmunciak - Rawa Mazowiecka, łódzkie

Autorka: Katarzyna Madej - okolice Gorzowa Wielkopolskiego, lubuskie

Autorka: Kinga Dybiec-Stojowska - Łącko, małopolskie

Autorka: Kitka Anitka - Koczała, pomorskie

Autor: Krystian Szczepaniak - Raciąż, mazowieckie

Autor: Krzysztof Kuliński - okolice Częstochowy, śląskie

Autor: Łukasz Agnieszka Nowak - mazowieckie

Autor: Łukasz Kamasa - okolice Wągrowca, wielkopolskie

Autor: Łukasz Kwieć - Kurzejewo, kujawsko-pomorskie

Autor: Łukasz Szymala - okolice Zamościa, lubelskie

Autor: Łukasz Wicher - okolice Malborka, pomorskie

Autorka: Magdalena Szymczak - Jarocin, wielkopolskie

Autorka: Małgorzata Mistrz - centrum Poznania, wielkopolskie

Autorka: Marcelina Gorzkowska - Sugczyn, małopolskie

Autor: Marcin Ek - Pużyce, pomorskie

Autor: Marcin Moczulski - Pawłowice, śląskie

Autor: Marcin Oździński - Warszawa, mazowieckie

Autor: Marcin Wołczyk - Zgorzelec, dolnośląskie

Autor: Marek Łukasiewicz - Kraśnik, lubelskie

Autor: Marián Dujnič - Modra, Słowacja

Autorka: Mariola Stępień - Holandia

Autor: Mariusz Bigielmajer - Częstochowa, śląskie

Autorka: Marta Rosołek-Gut - Siedlce, mazowieckie

Autor: Mateusz Matusiak - Wilkanowo k. Zielonej Góry, lubuskie

Autor: Mateusz Możuch - Lębork, pomorskie

Autor: Michał Bączyk - Boguszyn, wielkopolskie

Autor: Michał Pawlina - lubelskie

Autor: Michał Telej - Szklarska Poręba, dolnośląskie

Autorka: Monika Baranowska Staszkiewicz - Warmińsko-mazurskie

Autorka: Monika Szymczak - Międzywodzie, zachodniopomorskie

Autorka: Natalia Bassak - Łupków, podkarpackie

Autorka: Olga Lizner - Sienno, mazowieckie

Autorka: Paula Lipska-Żakowicz - Jelenia Góra, dolnośląskie

Autorka: Paula Tarasek - Langeoog, Niemcy

Autorka: Paulina Sikora - podlasie

Autorka: Paulina Szewczyk - okolice Częstochowy, śląskie

Autor: Paweł Daniec - Tromsø, Norwegia

Autor: Paweł Krajewski - okolice Białegostoku, podlaskie

Autor: Piotr Lewandowski - Sukowy, gmina Kruszwica, kujawsko-pomorskie

Autor: Piotr Urban - Szczecin (9 km od centrum), zachodniopomorskie

Autor: Przemysław Baraniecki - okolice Połajewa, wielkopolskie

Autor: Przemysław Głowik - Miroszewo, zachodniopomorskie

Autor: Rafał Szwarc - okolice Szczecina, zachodniopomorskie 20.01

Autorka: Renata Gmurowska - Murzasichle, małopolskie

Autorka: Samanta Dziubek - na zachód od Warszawy, mazowieckie

Autor: Sebastian Matuszewski - Jankowo Dolne, wielkopolskie

Autorka: Sława Wohlert - Brandenburgia, Niemcy

Autorka: Wanda Grzybowska - Wąchock, świętokrzyskie

Autorka: Wieslawa Bałazy - Zielona Góra, lubuskie

Autorka: Wioletta WJ - okolice Żyrardowa, mazowieckie

Aktualizacja rankingu TOP burz magnetycznych 25. cyklu słonecznego

poprzedni rozdział | powrót na początek

Nr Opis Kp DST
1. Burza magnetyczna kategorii G5 (10-12.05.2024)   9 -406 nT 
2. Burza magnetyczna kategorii G4 (10-11.10.2024) 9-  -333 nT
3.  Burza magnetyczna kategorii G4 (19-21.01.2026)  9-  -218 nT
4. Burza magnetyczna kategorii G4 (12-13.11.2025) 9- -217 nT
5. Burza magnetyczna kategorii G4 (24.04.2023) 8+ -213 nT
6. Burza magnetyczna kategorii G4 (01.01.2025) 8 -212 nT
7. Burza magnetyczna kategorii G4 (11.08.2024) 8 -188 nT
8. Burza magnetyczna kategorii G4 (24.03.2023) 8- -163 nT
 Burza magnetyczna kategorii G3 (05.11.2023) 7 -163 nT
9. Burza magnetyczna kategorii G3 (08.10.2024) 7 -148 nT
10. Burza magnetyczna kategorii G4 (15.04.2025) 8- -138 nT
11. Burza magnetyczna kategorii G3 (27.02.2023) 7- -132 nT
12. Burza magnetyczna kategorii G4 (24.03.2024) 
 8+ -128 nT
13. Burza magnetyczna kategorii G3 (12.09.2024) 
 7 -121 nT
14. Burza magnetyczna kategorii G3 (17.09.2024) 7+  -120 nT
 *kategoria G4 wg NOAA SWPC
15.  Burza magnetyczna kategorii G4 (01.06.2025) 8 -119 nT
16. Burza magnetyczna kategorii G3 (19.04.2024) 7 -117 nT
17. Burza magnetyczna kategorii G3 (06.11.2025) 7- -116 nT
18. Burza magnetyczna kategorii G2 (03.03.2024) 6+ -112 nT
19. Burza magnetyczna kategorii G3 (01.12.2023) 7- -108 nT
20. Burza magnetyczna kategorii G4 (28.06.2024) 8- -107 nT
21. Burza magnetyczna kategorii G4 (04.11.2021) 8- -105 nT


Stan na chwilę publikacji opracowania. Lista zawiera wszystkie burze magnetyczne od kategorii G4 oraz słabsze, jeśli ich minimalny indeks Dst był wystarczający do znalezienia się w rankingu zamykanego najsłabszą spośród burz kategorii G4. Dotychczas 25. cykl słoneczny przyniósł jedną burzę kategorii G5 oraz 12 burz kategorii G4 (13, jeśli przypadek z 17.09.2024 roku klasyfikować wg danych operacyjnych, a nie ostatecznych). Wartości indeksu Dst z WDC Kyoto są tymczasowe i mogą jeszcze ulegać poprawkom, mogą też się różnić od wartości podanych w archiwalnych tekstach, zwłaszcza jeśli od publikacji minęło więcej czasu.

Powiązane z opracowaniem:
Rozbłysk klasy X1.9 z CME full-halo skierowanym bezpośrednio ku Ziemi (18.01.2026)


Autorski komentarz do bieżącej aktywności słonecznej - podstrona Solar Update
Warunki aktywności słonecznej i geomagnetycznej na żywo wraz z objaśnieniami nt. interpretacji danych - podstrona Pogoda kosmiczna

  f    t    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebookuobserwuj blog na Twitterzesubskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Wykorzystane dane: WDC KyotoSWPCPLASTICSIDCSpace24ResearchGateGeoscienceLetters

Komentarze