niedziela, 15 kwietnia 2018

Felieton: Najlepszy czas na start przygody z astronomią? Jest taki: wiosna - ale zaczynajmy z głową

Od blisko miesiąca mamy wiosnę, która w ostatnim czasie rozkręca się na całego (może nie licząc Kasprowego Wierchu i okolic). Znajdujemy się w porze roku, która statystycznie przynosi najwięcej sprzyjającej obserwacjom nieba aury zarówno dniami jak i nocami. Na dodatek tegoroczny kwiecień szybko i skutecznie nadrabia zaległości po znów bardzo pochmurnej jesienno-zimowej połowie roku oferując nam nie tylko mnóstwo górującego coraz wyżej słońca, ale i coraz więcej w pełni wiosennych, momentami wręcz letnich temperatur, które zachęcają do spacerów i wyraźnie poprawiają wszystkim nastrój. Choć na zainteresowanie się astronomią amatorską i obserwacjami rozgwieżdżonego nieba "oficjalnie" nie ma jedynego słusznego najlepszego momentu w ciągu roku, bo zawsze jest na to dobry moment, to jeśli chodzi o mnie, od lat twierdzę, że obecna pora roku jest właśnie tym najlepszym czasem, w którym niezdecydowani nowi adepci powinni zacząć na poważnie stawiać pierwsze kroki prowadzące do rozwoju tego hobby i w końcu tym tekstem postaram się to raz i porządnie udowodnić, przy okazji wdając się w polemikę z wieloma utartymi schematami.

Powodów mojego stanowiska, które zawarłem w tytule felietonu jest wiele, a ten najważniejszy już wymieniłem we wstępie i spróbuję go rozwinąć. Aura to czynnik, od którego niewątpliwie jesteśmy najbardziej uzależnieni w kwestii praktycznego rozwijania tego pięknego hobby. Nie lokalizacja, nie zasobność portfela, nie rodzaj czy ilość posiadanego sprzętu optycznego, ale właśnie aura. Nic nam po nie mogącej się domknąć szafie od niemieszczącego już się w niej sprzętu obserwacyjnego, nic nam po bogatym stanie konta bankowego, które możemy w zależności od potrzeb przeznaczyć na rozwój swojego astronomicznego "arsenału", i nic nam po najlepszym pozamiejskim miejscu obserwacyjnym z dala od zaśmiecenia sztucznym oświetleniem, jeśli niebo i aura nie będą nam sprzyjać. O ile szybki zakup nie byłby wymuszany jakimś rzadkim spektakularnym zjawiskiem, na które warto byłoby się w jakiś sprzęt zaopatrzyć - trudną, a nawet nierozsądną w mojej ocenie rzeczą, byłoby zachęcać do rychłego wydatku o porze jesiennej czy nawet zimowej nową osobę wykazującą zainteresowanie kupnem pierwszego sprzętu optycznego lecz wahającą się wciąż przed wydaniem pierwszej poważniejszej sumy na takie zakupy.

I w tym momencie słyszę podświadomie głosy oburzenia ludu niczym okrzyki przedstawicieli żydowskiego Sanhedrynu skandującego przed obliczem Piłata "Uwolnij Barabasza". Jak to tak? Przecież jesień, zima - to okres najpiękniejszych, najdłuższych nocy! Najpiękniejsze gwiazdozbiory, "najczarniejsze" niebo, multum czasu na oddawanie się obserwacjom! Kiedy kupować pierwszy sprzęt jak nie w takich okolicznościach?

I tu z brudnymi buciorami wkraczam ja, który w takich dyskusjach zawsze jest za rozdzieleniem i rozróżnieniem okresu, nazwijmy to najlepszej dostępności nocnego nieba z najpiękniejszymi konstelacjami od okresu najlepszego ku pierwszym poważniejszym wydatkom z myślą o rozwijaniu hobby w praktyce - bo pomiędzy tymi dwiema kwestiami akurat nie powinno się, w mojej ocenie, stawiać znaku równości!

Utarło się, że jesienno-zimowe półrocze, tylko ze względu na proporcje doby w długości dnia i nocy, są najlepszym czasem do poważniejszego rozwijania hobby i inwestowania w nowy sprzęt obserwacyjny. O ile problem nie dotyczy już bardziej doświadczonych pasjonatów, którzy wiedzą czego się spodziewać, o tyle nowych adeptów owszem - a jaki to problem? Właśnie aura. Niemal zawsze miesiące jesieni - zwłaszcza w jej drugiej połowie i zimy to czas z wyraźną dominacją pochmurnej aury, kiedy tych długich nocy ozdobionych najpiękniejszymi konstelacjami, bardzo często w ogóle nie możemy wykorzystać. W takim okresie prawie bezustannie jestem świadkiem pytań i dyskusji forumowiczów spod znaku "nie pamiętam już kiedy byłem na obserwacjach", albo "zapomniałem jak wygląda nocne niebo", czy w końcu "nowy sprzęt, a już się zakurzył" i wielu podobnych wypowiedzi.

Czy początkujący miłośnik astronomii, a więc ktoś kto ma największe oczekiwania w kontekście praktycznego rozwoju hobby, który wydał z trudem uzbierane lub zarobione środki na upragniony sprzęt, będzie odczuwał dalszą motywację i chęć rozwijania pasji, kiedy taką inwestycję poczyni w samym środku pochmurnego sezonu, w którym być może tylko sporadycznie skorzysta z zakupionego sprzętu? Nie tylko szczerze wątpię, ale też zwyczajnie widzę po forumowych dyskusjach, czym wielokrotnie się to kończy: rezygnacją lub co najmniej poważnym zwątpieniem.

Co innego, gdy zakupiony sprzęt nowy adept praktycznie od razu - lub znacznie szybciej i w pełnej krasie, będzie mógł zacząć wykorzystywać o porze wiosennej. To nie jest sztuczny slogan, ale zwyczajny fakt, że w miesiącach wiosennych, otrzymujemy statystycznie najwięcej okazji do pomyślnego rozwijania naszego hobby w tym praktycznym wymiarze - w terenie, pod gołym niebem. Nie zawsze, ale przeważnie wraz z nadejściem wiosny, miesiące od kwietnia do czerwca szybko, wręcz namacalnie odrabiają zaległości po pochmurnej połowie roku przynosząc raz za razem słoneczne dni i gwiaździste noce. Znacznie łatwiej i pewniej jest utrzymać i napędzać coraz bardziej zainteresowanie obserwacjami, kiedy możemy je powtarzać z ponadprzeciętną częstotliwością za sprawą łaskawej pogody, niż gdy w końcu zakupiony sprzęt zabieramy w teren raz do miesiąca, bo na więcej aura nie pozwala.

To co przemawia za wiosną w kontekście dzisiejszego felietonu oprócz aury jest także długość nocy. Wypada zauważyć, że większość wiosny, nie licząc kilku ostatnich tygodni przed nadejściem lata, to okres nadal z co najmniej wystarczającą ilością i dostępnością naszym szerokościom geograficznym nocnego nieba. Nie ma co oczywiście porównywać długości wiosennych nocy z tymi z przesilenia zimowego, ale okolice 9-10 godzin z gwiazdami nad głową to wciąż duży i wystarczający okres na oddawanie się obserwacjom astronomicznym. Korzystniej jest w mej ocenie wykorzystywać częściej i skuteczniej krótsze lecz wielokrotnie pogodne noce astronomiczne wciąż panujące znaczną częścią wiosny pozwalające na udane systematyczne obserwacje, od najdłuższych nocy astronomicznych jesienią i zimą, gdy przez kilka tygodni z rzędu potrafią one pozostawać poza dostępnością z powodu utrzymującej się ponurej zimowej sytuacji meteorologicznej z dominacją zachmurzenia.

Praktycznie aż do drugiej dekady maja (północne województwa) - choć dla centrum i południa Polski aż do czerwca, występuje u nas stan nocy astronomicznej - a więc okres, w którym centrum tarczy słonecznej chowa się co najmniej 18 stopni pod horyzont, dając nam najciemniejsze możliwe do uzyskania niebo (które, co warto zauważyć, ciemnością w kwietniu nie różni się w żadnym razie od poziomu ciemności grudniowej, jako, że od rozpoczęcia stanu nocy astronomicznej ciemniej już być nie może). Taki stan utrzymuje się rzecz jasna zauważalnie krócej, niż w miesiącach jesienno-zimowych, ale nadal daje okazję do porządnego szaleństwa z lornetkami i teleskopami - dość powiedzieć, że to właśnie wiosną urządzane są przez miłośników astronomii zabawy zatytułowane maratonami Messiera, polegające na próbie "ustrzelenia" teleskopami jak największej liczby obiektów głębokiego nieba z liczącego 110 pozycji katalogu Charlesa Messiera, który zawarł w nim najjaśniejsze gromady gwiazdowe, mgławice i galaktyki. Liczba obiektów głębokiego nieba dostępnych do obserwacji w tym czasie jest ogromna, a wciąż odpowiednio ciemne noce pozwalają na uzyskanie ciemności identycznych z tymi grudniowymi, tyle że w krótszym wymiarze czasu.

Poza rozmytymi obiektami głębokiego nieba widocznymi wiosną dochodzi o tej porze roku również paleta zjawisk, które są jednymi z najsilniej oddziałujących na początkujących miłośników astronomii, będąc łatwymi w obserwacjach, w miarę łatwymi w rejestrowaniu na zdjęciach, dostępnymi w każdych warunkach obserwacyjnych, a przede wszystkim stanowiącymi za każdym razem piękny, urokliwy widok, którym nie da się nie zachwycić - a mowa o ➨ koniunkcjach. Widoczność Młodego Księżyca - w postaci efektownego, cienkiego sierpa, grubiejącego z każdą dobą, w towarzystwie jasnych planet lub gwiazd, na tle ciemniejącego dopiero nieba o zmroku, to seria zjawisk będących wprost idealnym celem dla zdobywających pierwszą wprawę adeptów astronomii. Na dodatek zjawisk występujących o bardzo dogodnym czasie, na które nie trzeba wyrywać się z łóżka o nieprzyzwoitych godzinach - bo w około godzinę-dwie po zachodzie Słońca.

Wieczorami o porze wiosennej mamy do czynienia z ekliptyką nachyloną do horyzontu pod największym kątem, skutkiem czego Księżyc w okresie do kilku dni po nowiu mimo niewielkiego oświetlenia jest widoczny wysoko nad zachodnim horyzontem, umożliwiając widowiskowe obserwacje wizualne i fotograficzne ➨ światła popielatego oraz pozwalając na systematyczne monitorowanie zmian księżycowej topografii wraz z rosnącym oświetleniem. Najczęściej towarzyszą mu wówczas bardzo jasne obiekty - planety, które powoli kończą lub rozpoczynają dany sezon obserwacyjny, gwiazdy z konstelacji, jakie niebawem znikną w jasnym tle nieba od coraz bliższego kątowo im Słońca, co zawsze stanowi fotogeniczny widok i wręcz istne szaleństwo powtarzające się w różny sposób każdego wiosennego miesiąca w każdym roku. Tego typu obserwacje, zarówno dzięki jasności obiektów, wysokiej powtarzalności, widowiskowym wyglądzie a jednocześnie "niskim wymaganiom sprzętowym" stanowią doskonałe "narzędzie" rozbudzające apetyt u nowych adeptów i cel pierwszych zmagań w terenie pod nocnym niebem.

Poza wspomnianymi zjawiskami wiosną, dochodzą, zwłaszcza w jej drugiej połowie, kolejne - m.in. najliczniejsze i najefektowniejsze ➨ przeloty satelitów, w tym najuważniej obserwowanego przez amatorów największego sztucznego satelity zbudowanego przez człowieka - Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wraz ze zbliżaniem do lata noce się skracają, w pewnym momencie stan nocy astronomicznej w ogóle przestaje występować, niebo ciemnieje jedynie do granatu, ale liczba i widowiskowość obserwacji przelotów stacji kosmicznej czy wielu innych obiektów, zwłaszcza zmierzających ku emeryturze ➨ satelitom systemu Iridium puszczających "zajączki" mogące być widocznymi nawet w dzień - zdecydowanie rośnie i przeciąga się na całą noc, zamiast ograniczając się tylko do zmroku lub świtu. Słońce względem Polski w sezonie białych nocy tak naprawdę cały czas znajduje się płytko pod horyzontem, złota łuna w północnych województwach po zachodzie w ogóle nie znika znad horyzontu, a to otwiera możliwość oświetlania satelitów nad Polską w znacznie większym wymiarze.

W końcu, gdy białe noce osiągają pełnię, a wiosna staje się bliższa względem lata, rozpoczyna się sezon polowania na spektakularne ➨ obłoki srebrzyste, słynne "alternatywne zorze polarne" jak zwykłem nazywać te majestatyczne pyłowo-lodowe chmury przypominające wysokie cirrusy, lecz zawieszone niemal na granicy ziemskiej atmosfery, 75-90 km nad Ziemią. Zjawisko piękne, nie wymagające sprzętu obserwacyjnego, a jednocześnie dzięki swojej atrakcyjności, ulotności i nieprzewidywalności dodające smaczku polowaniom na jego obserwacje i fotografowanie, jest ważnym elementem późnowiosennych nocy, elementem powtarzającym się każdego roku i stanowiącym dobry czynnik motywujący do coraz to kolejnych sesji obserwacyjnych pod gołym niebem - a nie ma lepszej sytuacji, kiedy nowy adept motywowany jest do kolejnych wyjść w teren tak wieloma czynnikami.

Tyle, że to wciąż nie koniec. Do tego wszystkiego dochodzi coraz to większy komfort termiczny dzięki przyjemniejszym temperaturom powietrza pozwalającym na dłuższe przebywanie w terenie. Nie ma w tej kwestii nic przyjemniejszego od sytuacji, kiedy mając już za sobą 2-3 godziny stania w terenie (bądź siedzenia) przy teleskopie, w ogóle nie czuje się chłodu i niekorzystnej termiki popychającej do zakończenia obserwacji i zwijania ekwipunku. Już w kwietniu zdarzają się wielokrotnie na tyle ciepłe okresy, by kilkugodzinna sesja obserwacyjna stała się niezwykłą przyjemnością. Pomyślcie sobie teraz ile to czynników o porze wiosennej nakłada się w jedną arcy-przyjemną całość: mnogość wspomnianych atrakcji astronomicznych idealnych dla amatorów chcących zdobywać pierwsze doświadczenie, przy wciąż wystarczająco długich nocach, największa ilość pogodnej aury na tle reszty roku, a do tego całkowity komfort termiczny, który pomijając sporadyczne wyskoki chłodu mogące nadarzać się przez cały rok, jest właściwie kwestią formalną, zwłaszcza w maju i czerwcu - bo choć noce astronomiczne wówczas nie zachodzą, to ilość efektownych przedstawień na niebie w pełni rekompensuje brak smoliście czarnego nieba.

Tyle ze strony typowo praktycznej. Są jednak jeszcze inne względy przemawiające za tytułową tezą, a jednym z nich jest kwestia ilości promocji i wyprzedaży sprzętu w sklepach astronomicznych. To pora roku, w której często dochodzi do "czyszczenia magazynów" i obniżek sprzętu, który okazał się słabo pożądanym w poprzednim sezonie, nie brak też korzystnych ofert sprzętu używanego na forumowych giełdach. Kto ma możliwość wstrzymania się z zakupem sprzętu zimą o kilka tygodni ten może odnieść w jakimś wymiarze korzyść finansową doczekując obniżonej na wiosnę ceny upatrzonego sprzętu, choć nie w każdym rodzaju sprzętu ta zasada się sprawdza.

Warto też zauważyć, że w okresie wiosennym dochodzi do kilku wydarzeń, które stanowią idealny pretekst dla sprzedawców i sklepów - nie tylko tych stricte astronomicznych - do urządzania hucznych promocji, kuszenia atrakcyjnymi cenami i oferowania rozmaitego sprzętu optycznego - na ogół z dobrym dla sklepów skutkiem (dla klientów już niekoniecznie). Takimi wydarzeniami w tym okresie będącymi wręcz samograjami przynoszącymi łatwy dochód i większą sprzedaż są oczywiście: I Komunia Święta, Dzień Dziecka, a dla wielu sieci sklepów nawet nadejście wiosny samo w sobie jako start nowego sezonu idealnego do rozwijania rozmaitych pasji. Nie ma wiosennego sezonu, bym w którejś z sieci marketów nie widział ofert różnorakiego sprzętu optycznego od lornetek, przez lunety, na teleskopach kończąc, nie ma roku, w którym przed I Komunią Świętą na forach nie pojawiałyby się pytania kogoś z rodzin dzieci pierwszokomunijnych o doradzenie konkretnego teleskopu z ofert sklepów astronomicznych lub wypowiedzenie się na temat wskazanych ofert z marketów. To samo z Dniem Dziecka, kiedy to rodzice są zachęcani w rozmaitych gazetkach i materiałach do rozwijania pasji swoich pociech poprzez zakupy promocyjnych "profesjonalnych" (a jakże) urządzeń - lornetek "dla młodych przyrodników", teleskopów "dla małych astronomów", mikroskopów "dla przyszłych biologów" i tym podobnych ofert, które na ogół są jednym wielkim szajsem.

I właśnie tutaj musi mieć zastosowanie z końca tytułu felietonu - by jeśli zaczynać, to robić to z głową, nie dając się porywać hucznym reklamom i promocjom sprzętu, który trudno nazwać astronomicznym, wbrew nazwom i wyglądowi, a niekiedy nawet miejscu sprzedaży - bo i sklepom astronomicznym zdarzają się wpadki i dopuszczanie do sprzedaży zestawów sprzętu, który nie powinien trafiać nawet do marketów nie widzących nic złego w określaniu teleskopów z plastikową optyką "sprzętem dla zawodowców". W takich przypadkach, jeśli już coś sprezentować (nie tylko najmłodszym, bo dla dorosłego zakup takiego sprzętu będzie równie wielką wtopą) - po stokroć rozsądniejszym krokiem byłoby zafundowanie dobrej ➨ literatury. Nie wiem czemu odchodzi się w tym względzie od książek, swego czasu kiedy jednego roku moi rodzice kupowali synowi swoich znajomych książkę na I Komunię Świętą, to pojawiły się komentarze może jeszcze nie w pełni szydzące, ale co najmniej doprawione kąśliwostkami cóż to za "niedzisiejszy" nietrafiony prezent. To tylko taka mała dygresja od tematu, ale kończąc ją, w mej ocenie dobra książka zawsze na taką okazje będzie lepszym upominkiem od plastikowo-elektronicznej tandety, jaka zdaje się być najlepszym możliwym prezentem w mniemaniu prześcigających się w poszukiwaniu coraz to oryginalniejszych i droższych upominków osób zatracających przy okazji główny i najważniejszy sens tak pięknej uroczystości, no ale to, mam nadzieję, przemijalny znak czasów i efekt braku odporności u co poniektórych na zalew marketingowego bełkotu.

Podsumujmy dotychczasową część felietonu i zobaczmy jak wiele czynników przemawia za tym, aby to właśnie wiosną na poważnie zabrać się za rozwijanie zainteresowania obserwacjami astronomicznymi i inwestować w nowy lub pierwszy sprzęt, jeśli dotychczas były ku temu wahania:

➜ największa liczba pogodnych dni i nocy w porównaniu do pozostałych pór roku,
➜ wciąż dogodna długość nocy przez większość wiosny,
➜ stale poprawiający się komfort termiczny, przez znaczną część wiosny pozwalający na łatwe i przyjemne prowadzenie wielogodzinnych sesji obserwacyjnych,
➜ największa liczba widowiskowych zjawisk spod znaku koniunkcji, będących silnym motorem napędowym dla rozwijania hobby za sprawą:
wysokiej atrakcyjności wizualnej,
 wysokiej powtarzalności,
 korzystnym wieczornym godzinom obserwacji,
 jasnym i wyraźnym obiektom znakomicie nadającym się z osobna na cel obserwacji teleskopowych, a wspólnie w lornetkach, a przy tym będących zjawiskami bardzo fotogenicznymi,
 niskim wymaganiom sprzętowym i lokalizacyjnym,
➜ widowiskowe zjawiska dodatkowe - obłoki srebrzyste, najefektowniejsze i najliczniejsze w roku widoczne przeloty sztucznych satelitów, z powodzeniem rekompensujące brak nocy astronomicznych u kresu wiosny,
➜ coroczne wyprzedaże i promocje sprzętu obserwacyjnego w obniżonych cenach w sklepach astronomicznych,
➜ dobowy kompromis pomiędzy nami-szaleńcami-astro-pasjonatami a normalnymi ludźmi, czyli optymalne proporcje długości dnia i nocy: możliwość rozpoczynania obserwacji o dogodnych godzinach, przy zachowaniu już bardzo przyjemnej długości dnia wystarczającej w zupełności na ➨ obserwacje Słońca (gdy tylko nie jest ➨ gołe...)

To wiele, a do tego można by dodać, już nie jako główne przesłanki, ale walory poboczne - powtarzające się co roku maksima kwietniowych Lirydów i majowych Eta Akwarydów oraz początki wiosny jako idealny czas w pogodzie kosmicznej dla miłośników polowań na ➨ zorze polarne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w kontrze na wiele powyższych przesłanek mogę usłyszeć proste pytanie po co sugerować nowemu adeptowi zakupy sprzętu na wiosnę skoro za chwilę nie będzie nocy - niech dozbiera i kupi coś jeszcze większego na nowy sezon od sierpnia. Tyle, że tak można bez końca, a czemu warto inwestować nowicjuszowi w sprzęt na wiosnę, odpowiadają trzy pierwsze elementy będące tą najważniejszą częścią uzasadnienia tezy. Ponadto nie ma przecież konieczności rozpoczynania tej przygody od zakupu teleskopu - jako, że większość przesłanek spod znaku zjawisk, które wymieniłem, to idealne cele dla właśnie mniejszych a równie ważnych instrumentów jakimi są lornetki.

Możecie mi nie wierzyć, ale całkowicie niezamierzenie z dzisiejszego tekstu poza uzasadnianiem tytułowego stanowiska, wyszedł jednocześnie jeden ze scenariuszy praktycznego rozwoju hobby, poczynając właśnie od lornetek i na tle tego felietonu widać, jak wartościowym i użytecznym sprzętem mogą one być. To równocześnie przestroga dla wszystkich kąpanych w gorącej wodzie i chcących sobie lub komuś sprezentować teleskop, w mniemaniu, że należy go traktować jako niezbędne minimum sprzętowe dla rozwijania zainteresowania obserwacjami astronomicznymi. Przypominania, że to wierutna bzdura, nigdy dość.

A zatem reasumując: to właśnie wiosną nowy adept będzie miał najwięcej okazji do wykorzystania swojego sprzętu obserwacyjnego. To wiosną, przy zakupie sprzętu fotograficznego, będzie miał najwięcej sposobności do zrobienia z niego użytku przy okazji pięknych zjawisk na wieczornym niebie idealnych dla stawiania pierwszych kroków w tym temacie, przy jednocześnie najwyższym w roku szansom na powodzenie dzięki warunkom pogodowym. To wiosną jako początkujący, spragniony wielu wrażeń i rozmaitych wydarzeń na niebie, będzie mógł się "nachapać" do syta nie czekając długo na kolejne okazje, nakręcając się szybko na coraz wyższe obroty w tym hobby. To wiosną będzie mógł połączyć przyjemność przebywania w terenie i czerpania zarówno ciemnego jeszcze nieba przy jednoczesnym połączeniu z komfortową już termiką. Braku Oriona, Byka czy letniej Drogi Mlecznej na czarnym niebie ktoś taki w ogóle nie odczuje - jako nowicjusz będzie zachwycony tym co ujrzy w danym momencie, pozostając równocześnie wolnym od nieprzyjemnych pogodowych doświadczeń i bardziej wymagających okoliczności, które towarzyszą sesjom obserwacyjnym w środku surowej jesieni czy zimy. Gdy te bogatsze w nocne niebo (ale i zachmurzenie) pory roku nadejdą, będzie już posiadał pierwsze doświadczenia zdobyte w bardziej sprzyjającej porze roku i niejednokrotnie zdoła je lepiej wykorzystać, nawet gdy wciąż będą się one trafiały sporadycznie. Jeśli zaczynać na pełnych obrotach - to jest teraz dobry moment.


Wpisy i dyskusje na Polskim AstroBlogerze, które też mogą Cię zainteresować:
➨ Jak rozpocząć przygodę z astronomią amatorską
➨ Jak źle wydać pieniądze na zakup sprzętu obserwacyjnego
Dylemat nowicjusza (1/2): ➨ dlaczego lornetka | (2/2): ➨ dlaczego teleskop
➨ Obserwacje wizualne czy astrofotografia? O zgniłych kompromisach i wyborze kierunku kompletowania sprzętu
➨ Jaka prognoza pogody do planowania obserwacji


Bądź na bieżąco ze zjawiskami astronomicznymi i wszystkim co ważne dla amatora astronomii - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku lub GooglePlus.

2 komentarze:

  1. Do tego wiosna jest romantyczna, bez trudu uda się wyciągnąć dziewczynę czy żonę na obserwacje np. ISS, taras i lampka wina (do tego twój blog na tablecie, pozwalający grać rolę "znawcy" ;) ) i już fajnie zagospodarowany wieczór, a synowie to widzą i mają przykład że "patrzenie w gwiazdy" jest całkiem fajnym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  2. "wiosna jest romantyczna, bez trudu uda się wyciągnąć dziewczynę czy żonę na obserwacje"
    Tylko nie równocześnie bo będzie konsternacja ;-)

    OdpowiedzUsuń

Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy

W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"