Kiedy w otoczeniu Ziemi rozpoczynała się silna burza magnetyczna kategorii G3, jej główny sprawca - obszar aktywny 4549 wytworzył po blisko 48 godzinach spokoju, kolejny umiarkowanie silny rozbłysk klasy M6.4, niemal tej samej energii co zjawisko z czwartku. Mimo, że rozbłysk był krótkotrwały, towarzyszyło mu wyraźne pociemnienie koronalne z falą uderzeniową przekraczającą centrum tarczy, emisja radiowa typu II o prędkości 929 km/sek. i uwolnienie koronalnego wyrzutu masy (CME). Z uwagi na położenie regionu 4549 znacznie bliżej zachodniego brzegu tarczy słonecznej, niż centralnego południka i pozycji na wprost Ziemi, znaczna większość CME (a być może całość) powinna rozminąć się z Ziemią. Jest kilka okoliczności, które sprawiają, że warto pochylić się nad tym zdarzeniem, stąd odrębny wpis na blogu, ale najpierw wypunktować warto wszelkie zastrzeżenia sugerujące, że nie ma się czym ekscytować.
Fot. 1-6. Credit: SWPC/SDO/LASCO/SOLAR-1/CCOR, oprac. własne
Pierwsze "niestety" to fakt, że rozbłysk miał miejsce podczas przebywania grupy 4549 na 54. stopniu długości heliograficznych (fot. 1), ledwie 3 dni od osiągnięcia zachodniej krawędzi. To zdecydowanie pozycja już po okresie korzystnego zwrócenia regionu w naszą stronę, gdzie nawet w przypadku rozległych erupcji trudno liczyć na coś więcej, od przelotnego uderzenia skrajną flanką, a niekiedy wręcz nieznacznego rozminięcia z Ziemią całego wyrzutu. Druga pesymistyczna okoliczność to obecność dobrze ukształtowanej dziury koronalnej #02 w centrum tarczy (fot. 2), będącej źródłem nieustannie uwalnianego w przestrzeń strumienia wiatru słonecznego wysokiej prędkości (CHHSS).
Z uwagi na pozycję dziury koronalnej na wschód od źródła rozbłysku, emitowany przez nią CHHSS może blokować rozchodzenie się CME w bardziej korzystnym dla nas kierunku i jeszcze silniej spychać go na zachód od osi Słońce-Ziemia prowadząc nawet do przejścia wyrzutu nieco przed Ziemią, zamiast przybycia jego skrajnego fragmentu. Trzeci argument za studzeniem oczekiwań to zobrazowania koronograficzne z perspektywy L1 (fot. 3-6) wskazujące na rozminięcie z naszą planetą głównej i większej objętości wyrzutu (co przy pozycji regionu 4549 nie powinno zaskakiwać) i jedynie słabo zarysowane halo otoczki wyrzutu, tj. najbardziej rozrzedzonej części frontalnej, jaka może nas uderzyć, ale która ma też najkrótszą "żywotność" podczas przepływu przez Ziemię.
Fot. 7-8. Credit: NASA
Co więc sprawia, że rozbłysk ten może nieco namieszać? Po pierwsze prędkość erupcji. Był to najszybszy z dotychczas uwolnionych CME w regionie 4549, którego prędkość maksymalną system CACTUS zmierzył na poziomie 1116 km/sek. Model WSA-Enlil agencji NASA wylicza wprawdzie rozminięcie z Ziemią i wręcz brak uderzenia (fot. 8), choć "mijanka" ma być bliska i nastąpić przy średniej prędkości wyrzutu 844 km/sek. około 13.10 w godz. 18:00 UTC (20:00 CEST) +/-7 godzin z możliwością wzrostu aktywności geomagnetycznej do maksymalnie słabej burzy kategorii G1 (fot. 7) za sprawą wspomnianego strumienia z dziury koronalnej. Agencja SWPC nie uwzględnia jeszcze tego zjawiska w swojej prognozie.
Po drugie wspomniana wyżej centralna dziura koronalna, która w odwrotnym do negatywnego scenariuszu może wzmocnić efekty skrajnej flanki CME (gdyby ta miała zawadzić o Ziemię), a ponieważ strumień z dziury koronalnej poprzedzany jest jak zawsze regionem interakcji szybkiego wiatru z powolnym (CIR) o zwiększonej gęstości i nasilonym polu magnetycznym, połączenie tego z choćby flanką CME nadal mogłoby przynieść uderzenie o dość przyzwoitym potencjale dla wzburzenia aktywności geomagnetycznej. Gdyby skrajnie wschodnia część wyrzutu koronalnego zagarnęła po drodze obszar CIR i dotarła do Ziemi korzystając ze wsparcia CHHSS możliwe, że udałoby się uzyskać cios dość wyraźny jak na tak silnie zachodnio skierowany CME, choć o najpewniej krótkotrwałym oddziaływaniu.
Po trzecie wspomniana struktura słabego halo - mimo, że bardzo rozrzedzonego - jest wciąż najwyraźniejszym halo, jakie zarejestrowano po dotychczasowych erupcjach z obszaru 4549. Pozycja na tarczy uniemożliwia dotarcie do Ziemi centralnej części tego CME, ale wspomniana pełna otoczka poprzedzająca główną masę wyrzutu rozchodzi się na tyle rozlegle (fot. 6), że i w naszym otoczeniu ma szansę dać się we znaki. Po czwarte - w najbliższym czasie będziemy krótko po silnym szturmie na magnetosferę. Nawet niewielki CME w tym okresie może mieć ułatwione zadanie dla wywołania większej, niż można by po jego trajektorii czy gęstości oczekiwać, aktywności geomagnetycznej. Wprawdzie w warunkach wiatru słonecznego bardzo szybko, po ledwie 9 godzinach, wyszliśmy z wartości burzowych, ale zanim całe środowisko kosmiczne w ziemskim otoczeniu powróci do pełnego spokoju minie jeszcze nieco czasu, co w kontekście możliwości uderzenia flanki nowego CME w połączeniu z CIR/CHHSS ma szansę działać na korzyść. Po piąte wreszcie trwamy w okresie kulminacji efektu równonocy o porze jesiennej. Drugi tydzień października to najdogodniejszy w roku czas na wywoływanie przez wiatr słoneczny większych efektów geomagnetycznych, niż byłyby one możliwe przy tej samej skali zjawiskach w innych porach roku.
Obrazy z koronografów są więc rozczarowujące z jedynie małym światełkiem w tunelu, a to co sprawia, że CME z rozbłysku M6.4 może okazać się godniejszym uwagi, niż na pierwszy rzut oka by się wydawało, to przede wszystkim zjawiska towarzyszące w tym samym czasie, jak zbliżający się do Ziemi CIR ze strumieniem wysokiej prędkości z dziury koronalnej oraz okoliczności w jakich się znajdujemy za sprawą sobotniej burzy, z magnetosferą dopiero wracającą do pełnego spokoju i bardziej podatną na nowe uderzenia wiatru słonecznego. Nawet jeśli flanka sobotniego CME nie zdoła dotrzeć do Ziemi, napływu CIR i CHHSS już nie unikniemy w ciągu najbliższych 3 dni dzięki pozycji dziury koronalnej w samym centrum tarczy (fot. 2) i emitującej szybki strumień bezpośrednio ku Ziemi, zatem szansa na nową burzę magnetyczną i tak pozostaje realna.
Jeśli jednak wyrzut z sobotniego rozbłysku nie zostanie przez CHHSS odchylony na zachód i zdoła swoim skrajem Ziemię osiągnąć, to mieszając się ze strumieniem z dziury koronalnej może przynieść lepsze efekty geomagnetyczne dla miłośników zorzy polarnej, niż mógłby zdziałać jako samodzielne zjawisko. Księżyc tuż po nowiu nie będzie rozświetlał nieba, jedynie ziemska pogoda pozostaje czynnikiem, który może spłatać tam figla nie gorzej, jak w noc z 10 na 11 października.
W razie rozwoju sytuacji temat będzie kontynuowany w kolejnych aktualizacjach.
Autorski komentarz do bieżącej aktywności słonecznej - podstrona Solar Update
Warunki aktywności słonecznej i geomagnetycznej na żywo wraz z objaśnieniami nt. interpretacji danych - podstrona Pogoda kosmiczna
f X yt Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na X, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.








Komentarze
Prześlij komentarz
Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy
W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"