Ponowne oczyszczenie tarczy słonecznej z plam po stronie zwróconej ku Ziemi

Wygasająca faza 25. cyklu słonecznego po raz kolejny o sobie przypomniała w najbardziej dostrzegalny sposób. Po niespełna siedmiu miesiącach od pierwszego po maksimum oczyszczenia tarczy z plam liczba Wolfa ponownie stała się wyzerowana. Wraz z zachodem obszaru aktywnego 4528 w noc z czwartku na piątek, znów przyszło nam "podziwiać" widok pozbawionego plam Słońca po stronie zwróconej ku Ziemi. Jest to nowy 40. okres bez plam podczas 25. cyklu słonecznego, a drugi w tym roku. Wszystko jednak wskazuje, że ponownie bardzo krótkotrwały.

Ostatni okres z pozbawioną regionów aktywnych tarczą słoneczną obserwowaliśmy od 22 do 24 lutego. Wystąpienie 4. takiego dnia w 2026 roku już w tym momencie stanowi najwyższy wynik od pięciu lat i jak nie trudno się domyślić, zaledwie wstęp do tego, co nas czeka wraz z pogłębieniem fazy schyłkowej. Na razie możemy pocieszać się, że są to sytuacje incydentalne, które nie mają jeszcze szansy dłuższego utrzymania. Okresy bez plam w początkowych etapach ich pojawiania się po szczycie cyklu słonecznego często są ograniczone do kilkunastu godzin, a niekiedy jedynie kilku dni i wciąż mogą być łatwo przerywane nowymi obszarami formującymi się zarówno po stronie Słońca wystawionej ku Ziemi, jak i po stronie odległej, wschodząc już w rozwiniętej formie zza wschodniego brzegu. Dzieje się to jedynie z malejącą częstotliwością względem lat najwyższej aktywności plamotwórczej w cyklu słonecznym, które niewątpliwie mamy już za sobą, ale wciąż na tyle często, że dłuższe okresy bez plam jeszcze na tym etapie nie są możliwe.

  
Obszary aktywne - stan na 19.09.2026 r. Czysta tarcza słoneczna po raz 4. w tym roku i brak jakiegokolwiek oznaczonego obszaru aktywnego (po lewej) - wyzerowanie liczby Wolfa ma jednak charakter krótkotrwały. Zdjęcia w długości fali 171 angstremów (po środku) sugerują zbliżanie się nowych grup plam z odległej strony Słońca, o czym świadczą pojaśnienia i pętle magnetyczne rejestrowane nad wschodnim brzegiem tarczy. Z kolei w kanale AIA211 (po prawej) widzimy dziurę koronalną o północnej polaryzacji, która obecnie wystawiona jest swoją północną częścią ku Ziemi i emituje w naszym kierunku strumień wiatru słonecznego wysokiej prędkości (CHHSS), który powinien dotrzeć około 23-24 września, mając szansę na wywołanie aktywności geomagnetycznej. Credit: SDO

Od kilkunastu godzin, mimo braku plam po stronie Słońca zwróconej ku Ziemi, sonda SDO rejestruje w skrajnym ultrafiolecie pojaśnienia i pętle magnetyczne na wschodnią krawędzią tarczy, co zwiastuje rychłe wyłonienie się nowych obszarów aktywnych. Być może jeszcze przed końcem weekendu zostaną one sklasyfikowane i oznaczone przerywając tym samym po zaledwie 1-2 dniach okres zerowej liczby Wolfa, choć nie zmienia to ogólnego stanu bardzo niskiej aktywności słonecznej, z jakim w dalszym ciągu musimy się liczyć póki nie uformują się bardziej wybuchowe, rozbudowane grupy plam.

Całościowo rok 2026 przynosi znacznie silniejsze załamywanie cyklu słonecznego, niż sugerowały prognozy - zarówno ta pierwotna z 2019 roku jeszcze sprzed rozpoczęcia cyklu, jak i zaktualizowana z listopada 2023 roku. Fakt, że miesięczne średnie liczby Wolfa plasują się w tym roku poniżej oczekiwań nawet tej niewygórowanej prognozy sprzed siedmiu lat, coraz częściej każe brać pod uwagę ewentualność krótkiego cyklu i znacznie bardziej dynamicznego przejścia do nowego słonecznego minimum, aniżeli sugerowałaby średnia długość cyklu wynosząca 11 lat.

 
Zarówno pod kątem głównego wskaźnika postępu cyklu słonecznego - wygładzonej 13-miesięcznej liczby Wolfa (SSN) liczonej jako ważona średnia krocząca jak i średnich miesięcznych liczb Wolfa załamywanie cyklu w aktualnej fazie wygasającej przebiega bardziej radykalnie, niż sugerowały prognozy z 2019 i 2023 roku. Pomimo, że maksimum okazało się wyższe i szybsze, druga połowa cyklu zdaje się kroczyć ku nowemu słonecznemu minimum znacznie szybciej i silniej, niż zakładała pierwotna predykcja, a nawet poprawiona 4 lata później po uwzględnieniu zauważalnie silniejszej aktywności plamotwórczej w fazie wzrostowej. Credit: SWPC, oprac. własne.

Z naszej perspektywy miałoby to zarówno złe jak i dobre strony. Szkopuł w tym, że te złe byłyby pewnikiem, a dobre - jedynie ewentualnością. To co bez wątpliwości stanowiłoby negatywny skutek takiej radykalniejszej fazy wygasającej - to konieczność znacznie szybszego oswojenia się miłośników obserwacji plam i zorzy polarnej z okresami ciszy i braku szans na emocjonujące chwile zarówno przy teleskopie (tylko wyposażonym w filtr słoneczny!), jak i przy aparacie podczas nocnych łowów na zorze polarne. Wydaje się, że zbyt łatwo przyszło nam przejść przez najlepsze lata tego cyklu, jakimi niewątpliwie był rok 2023 i 2024, z najwyższymi ilościami plam od 23 lat.

I choć faza wzrostowa 25. cyklu przebiegała intensywniej od oczekiwań, a samo maksimum zauważalnie przekroczyło oczekiwania, to ogólna ilość takich lat na tle całego cyklu i tak okazuje się niewielka. Gdyby runięcie produkcji plam nadal postępowało szybciej od prognoz, całościowo 25. cykl przez charakter swojej fazy wygasającej łatwo mógłby zatrzeć dobre wrażenie, jakie budował w czasie fazy wzrostowej, finalnie okazując się cyklem poniżej średniej aktywności spośród wszystkich cykli od czasu rozpoczęcia regularnych obserwacji.

Jednak potencjalnie pozytywną dla nas stroną szybszego spadku ku minimum i sprawdzenia się hipotez o krótkim cyklu - i tylko potencjalnie, bo nic pewnego w świecie naszej Dziennej Gwiazdy - mogłaby się okazać perspektywa silnego, a w każdym razie silniejszego 26. cyklu słonecznego. Dotychczasowe obserwacje wskazują, że w przypadku cykli krótkich, następujące po nich minima okazują się także krótkotrwałe, a niekiedy wręcz niezauważalne, z niewielkimi sumami okresów bez plam, dając szybki i silny wzrost aktywności w cyklu następującym. Ostatni dobitny tego przykład to okres między 21. a 22. oraz 22. a 23. cyklem słonecznym, pomiędzy którymi minimum było krótkie i niezbyt głębokie. Z kolei rozległa faza wygasająca i dłuższa żywotność cyklu ma tendencję do powodowania dłuższych i głębszych minimów poprzedzających nowy cykl - czego w najnowszej historii byliśmy świadkami choćby po długich 23. i 24. cyklach słonecznych. Dwa ostatnie słoneczne minima były najdłuższymi od stulecia, kiedy to pierwsze (2007-2009) już okazało się rekordowe we współczesności, a następne (2017-2019) podniosło poprzeczkę jeszcze bardziej. Co więcej, jako, że 25. cykl okazuje się pierwszym przełamującym tendencję słabnących cykli od ostatniego półwiecza, sprzyjałoby to hipotezom o trendzie zwyżkującej aktywności słonecznej w skali długoczasowej na przestrzeni kilku następnych cykli.

 
TOP-10 słonecznych minimów ostatniego stulecia pod względem rocznych sum dni z pozbawioną plam tarczą słoneczną. Ostatnie dwa minima okazały się rekordowe w skali ostatniego wieku i wystąpiły po cyklach będących średnio typowym i długim. Długoczasowa statystyka pokazuje, że im szybsza i dynamiczniejsza faza schyłkowa (jak obecnie ma to miejsce) tym większa szansa na krótsze i płytsze minimum, co ostatnio obserwowano najwyraźniej po 21. i 22. cyklu słonecznym, podczas gdy cykle dłuższe zdają się sprzyjać głębszym i dłuższym minimom poprzedzającym nowy cykl. Credit: SWPC, oprac. własne.

Bez względu jak dalej będzie postępować faza schyłkowa bieżącego cyklu możemy być pewni, że jeszcze wiele plam, w tym rozbudowanych i aktywnych rozbłyskowo, będzie nam dane ujrzeć zanim dobiegniemy ze Słońcem ku mecie. Do długich, kilkutygodniowych okresów bez plam nadarzających się raz po raz jeszcze czas - choć być może już nie aż tak odległy, jak mogłoby się wydawać w siódmym roku 25. cyklu, przez który obecnie przechodzimy. Dla cyklów długowiecznych trwających ponad 13 lat taki moment jak obecny to ledwie półmetek, ale dla krótkotrwałych poniżej 10 lat - prawie finisz. Następne 2-3 lata lepiej określą po skali wygasania produkcji plam, z jakim cyklem mamy do czynienia tym razem. Najpewniej aktualny okres bez plam wciąż na tyle przejściowy, że za kilka lat będziemy go wspominać jako nic nieznaczący epizod. Tym nie mniej szkoda, że Słońce dość szybko zaczęło nas przyzwyczajać do widoków, które bliżej końca dekady będą standardem - wszak nie minęły nawet dwa pełne lata od maksimum.

Tym razem jednak, w przeciwieństwie do sytuacji z lutego, załamaniu aktywności plamotwórczej towarzyszy zauważalny spadek aktywności geomagnetycznej. Choć w rocznej statystyce nie mamy złego bilansu, z wciąż wysoką szansą na porównywalnie dobry wynik do ubiegłorocznego (51 burz), obecny spadek produkcji plam i silnych zjawisk erupcyjnych jest ostatnią rzeczą, jakiej chcielibyśmy doświadczać w statystycznie jednym z najlepszych miesięcy dla generowania burz magnetycznych. Bliskość astronomicznej jesieni i wiążący się z tym efekt równonocy sprawiający, że nawet słabe porcje wiatru słonecznego mają nie rzadko zdolność do wywołania większej aktywności geomagnetycznej względem innych okresów roku, miały prawo budzić zupełnie inne oczekiwania u miłośników tematu. Tymczasem po blisko trzech tygodniach wrzesień 2026 roku z jedną słabą burzą magnetyczną kategorii G1 okazuje się najsłabszym aż od pięciu lat. Musielibyśmy się cofnąć do września 2021 roku by w skali tego miesiąca znaleźć identycznie mizerny wynik, tyle, że wtedy nie było to zaskoczeniem, ponieważ 25. cykl dopiero się rozwijał nie mając jeszcze dwóch lat od rozpoczęcia.

 
Zestawienie globalnego indeksu Kp (zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego) za wrzesień 2021 roku (po lewej) i za okres od 1 do 19 września 2026 roku (po prawej). O ile pozostałe niespełna dwa tygodnie tego miesiąca nie przyniosą przełamania ciszy, tegoroczny wrzesień okaże się najspokojniejszym wrześniem w aktywności geomagnetycznej od pięciu lat, gdy 25. cykl dopiero się rozwijał. Credit: SWPC

Historyczna statystyka obejmująca ponad 94 lata obserwacji burz magnetycznych umiejscawia wrzesień w czwórce najlepszych miesięcy, wespół z październikiem oraz z marcem i kwietniem, jako miesiącach najbliższych obydwu równonocom. Jeśli przez pozostałe niespełna dwa tygodnie września nie nastąpi przełamanie, tegoroczny wrzesień będzie najsłabszym od pięciu lat, którego bilans aktywności geomagnetycznej znacznie bardziej przypominać może okresy blisko finału cyklu, niż niespełna dwa lata po jego maksimum z października 2024 roku. Możliwe jednak, że dziura koronalna obecnie rozpoczynająca emisję strumienia wiatru wysokiej prędkości (CHHSS) ku Ziemi zdoła nieco wzburzyć warunki w połowie nowego tygodnia - szkoda tylko, że nawet jeśli zdoła to uczynić, będzie to miało miejsce w noce księżycowe, gdzie nadchodząca 26 września pełnia dając nam najtrudniejsze w miesiącu warunki obserwacyjne, zniweluje pozytywne strony obecnego okresu związanego z efektem równonocy.

Do rozpoczęcia tego miesiąca utrzymywana była od samego początku roku wysoka statystyka ze średnio jedną burzą magnetyczną tygodniowo - teraz ta prawidłowość została przerwana i dorównanie roku 2025 z 51 burzami nie jest już tak oczywiste, jak jeszcze do niedawna było. W kończącym się 38. tygodniu roku mamy na koncie 35 burz magnetycznych i co ciekawe niestety tylko jedną kategorii G4. Do wyniku ubiegłorocznego nadal można się zbliżyć, choć wymagałoby to solidnego przestawienia wajchy na jakiś czas. Czy to przełamanie nastąpi, a jeśli tak czy Słońce dokona tego jeszcze we wrześniu czy w statystycznie najlepszym październiku - przekonamy się w najbliższych tygodniach, a póki co oczekujmy rychłego wstąpienia na tarczę nowych plam, których pojawienie się nadejdzie lada moment.


Autorski komentarz do bieżącej aktywności słonecznej - podstrona Solar Update
Warunki aktywności słonecznej i geomagnetycznej na żywo wraz z objaśnieniami nt. interpretacji danych - podstrona Pogoda kosmiczna

  f    X    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na X, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Komentarze