Autor

Trochę o autorze


Czołem! Sokole Oko, Hawkeye lub po prostu Tomek z tej strony! Nie ważne, jak się będziesz na blogu do mnie zwracać/zwracała, będzie OK ;-) dopóki nie zaczniesz mnie tytułować "panem" (no chyba, że tak będzie wygodniej). Kłaniam się z terenów Polski Północnej. Kłaniam się z Tczewskiego Imperium Light Pollution.

Region ten jest paskudnie zanieczyszczony sztucznym oświetleniem, w którym widok gwiaździstego nieba ze smugą Drogi Mlecznej ma miejsce tylko podczas niezwykle rzadko spotykanych przerw w dostawie prądu. Co mogę powiedzieć o sobie? Chyba przede wszystkim to, iż jestem kolejną osobą, którą zauroczyło nocne niebo. Pierwsze symptomy astronomicznego wirusa przejawiały się w zasadzie od wczesnych lat, ale nie osiągały one wysokiego stadium rozwoju. Pełną parą na astronomię zachorowałem w 2007 roku, kiedy to dostrzegłem urok naszego Srebrnego Globu przez... zwykłą lornetkę. Z czasem pasja wykiełkowała i mam nadzieję - będzie kiełkować nadal, przynosząc coraz to lepsze owoce. Pomimo niemiłosiernego zaświetlenia staram się w wiele pogodnych nocy prowadzić obserwacje, najczęściej ograniczają się one do obserwacji obiektów naszego systemu słonecznego - o słabych mgławicach i galaktykach w takich warunkach ciężko myśleć. Te rodziny obiektów czekają na mnie przy okazyjnych wypadach w rejony wolne od zaświetlenia.

Mimo ubolewania nad brakiem przyzwoicie ciemnego nieba, ze wszystkich obserwacji, najbardziej poświęcam się tym, w których zaświetlenie nie jest przeszkodą - obserwacjom naszej Dziennej Gwiazdy. Poza amatorskim teleskopowym podglądaniem Słońca i wszelkich zjawisk możliwych do śledzenia w świetle białym, dużo czasu spędzam na monitorowaniu aktywności naszej gwiazdy, zbieraniu materiałów na temat wszelkich zjawisk dostępnych jedynie obserwatoriom kosmicznym (stąd dużo na blogu tekstów dot. aktywności słonecznej), oraz zjawisk powiązanych jak występowanie burz magnetycznych i zórz polarnych.

Od ponad czterech lat powróciłem do regularnych obserwacji nieba nocnego, najpierw z wykorzystaniem tylko zwykłej lornetki. Z pozoru nic nadzwyczajnego, jednak przy jej użyciu udało mi osiągnąć sukcesy w popularyzacji astronomii - właśnie dzięki niej w 2009 roku udało mi się zdobyć Grand Prix w jednym z ogólnopolskich konkursów astronomicznych 'Odkryj Swój Wszechświat' pod patronatem Polskiej Akademii Nauk, Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i "Wiedzy i Życia", co było pewnym zwieńczeniem poprzednich lat obserwacji i bardzo amatorskiej fotografii nieba. Za sprawą tej pasji nie umiem już choćby kilka razy nie spojrzeć w niebo każdego dnia, można żartobliwie powiedzieć, że stało się odruchem bezwarunkowym. Z czasem zaopatrzyłem się w klasyczny refraktor Fraunhofera o średnicy obiektywu 90 mm i ogniskowej 910 mm, a później nieco mniejszy refraktor 80/400 stosowany często jako teleobiektyw czy sprzęt na szybkie piesze wypady obserwacyjne. Interesujące są dla mnie również niektóre aspekty astronautyki, zwłaszcza te ocierające się o astronomię i badania Wszechświata. Pierwsza nie mniej była i pozostaje astronomia. Astronautyka stanowi pewne uzupełnienie pierwszorzędnego hobby.

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, służę uprzejmie - przejdź do zakładki -> Kontakt.

Od kilku lat jestem także obserwatorem gwałtownych zjawisk pogodowych zachodzących nad Polską w tzw. sezonie burzowym, trwającym od kwietnia do września. Tworzenie się burz i dokumentowanie ich przebiegu wraz z skutkami w okresie letnim, również niekiedy możesz tutaj od czasu do czasu znaleźć.

Poza najważniejszą pasją, jestem też dozgonnym, skrajnym, nawiedzonym, wręcz maniakalnym miłośnikiem najdoskonalszej satyry antywojennej w historii kina "M*A*S*H" (zwłaszcza w formie serialu z lat. 70.), z którego to w największej mierze wziął się pseudonim, jakim się posługuję w sieci (od jednego z bohaterów opowieści, Benjamina "Sokole Oko" Pierce'a). Jeśli chcesz pogawędzić o M*A*S*H-u, a niekoniecznie o astronomii, to też nie ma problemu. Jeśli zaś kwestionujesz, że jest to najlepszy serial we Wszechświecie, to będę Cię musiał wyzwać na pojedynek: butelki z moczem, rzuty z odległości dwudziestu kroków ;-)

Trochę o blogu


Niniejszy blog jest miejscem tworzonym przez nie do końca normalnego autora. Bo jak nazwać osobę, która w dwudziestostopniowym mrozie lubi sobie wyjść na środek pola w środku zimowej nocy aby postać przy jakiejś "rurze" zawieszonej na rozstawionym statywie po to, by na przykład zobaczyć cóż właśnie dzieje się w atmosferze Jowisza albo po to by zwyczajnie nawet bez żadnej optyki popatrzeć na niezliczone migoczące punkciki na nieboskłonie... I o tym jest ten blog. O tych wspaniałych zjawiskach, które od niezliczonych wieków zachwycają ludzkość. Kiedy to możliwe staram się również dzielić wynikami swoich zabaw z astronomią. Czy to w relacjach z obserwacji, czy to z efektami prób w amatorskiej astrofotografii, czy to w jeszcze innych tekstach.

Od czasu do czasu bywa, że pisuję tutaj teksty z rodzaju felietonów czy własnych przemyśleń, które swoimi tematami zwykle nawiązują do zagadnień poruszanych na blogu. Ten rodzaj blogowych wpisów nie ma jednak ustalonego harmonogramu czy planu publikowania. Zwykle chęć redagowania takich tekstów jest wywoływana przez, powiedzmy, przyczyny zewnętrzne czy po prostu są one pisane pod wpływem impulsu. Bywa, że felietony są efektem mojego zdegustowania jakimiś akcjami w stylu "Earth Hour", bywa że któryś z czytelników prosi o ustosunkowanie się do jakichś bzdur dziennikarskich wszelkich serwisów w internetowej sieci, jeśli jestem w stanie to tak czynię, ale bywa też że są to moje własne przemyślenia dotyczące czy to nowoobejrzanych programów zahaczających o tematykę bloga czy użytkowanych aplikacji astronomicznych czy też teksty w rodzaju wszelkich recenzji.

Jest jednak gałąź astronomii dominująca wśród tutejszych wpisów. Znaczny procent zasobów bloga stanowią teksty z dziedziny pogody kosmicznej i związanej z nią aktywności słonecznej. Treści te mają charakter, nazwijmy to informacyjno-popularyzatorski. W związku z faktem bycia miłośnikiem astronomii i osobą spragnioną widoku jednego z najpiękniejszych fenomenów natury jakim jest zorza polarna, teksty z działu aktywności słonecznej mają tu swoją wyjątkową cechę, w której stosuję określenia typu "niestety" czy "szkoda" w odniesieniu do niskiej aktywności naszej gwiazdy. To wyróżnia tutejsze treści z tej tematyki w polskim internecie, na tle innych doniesień często o wymiarze sensacyjnym, wywołujących wśród czytelników takich portali niepokój w związku z okresami podwyższonej aktywności naszej gwiazdy. Gdy na największych portalach dominuje wydźwięk w stylu "Aktywność Słońca niestety rośnie - będą problemy", to tutaj pojawia się klimat w stylu "Wreszcie Słońce jest ciekawsze - wreszcie mamy większe szanse na ujrzenie zórz polarnych". Jeśli więc czytelniku jesteś już przyzwyczajony do tych sensacyjnych doniesień różnych portali o straszliwym wydźwięku i uznajesz je za wyrocznię - możesz niechybnie uznać mnie za wariata. Jeśli jednak również jesteś pasjonatem astronomii, marzą się Tobie piękne zjawiska w stylu zorzy polarnej, to z pewnością wiesz o czym wyżej wspomniałem i tak jak ja każdego dnia wypatrujesz na Słońcu oznak mogących zwiastować oczekiwaną, wyższą aktywność najbliższej nam gwiazdy :-)

W dawnych latach swoje 5, albo nawet 10 minut, miała amerykańska załogowa astronautyka. Szczególnie odczuwalne było to w czasie historycznego już dziś Programu Promów Kosmicznych, chociaż wówczas pisałem nie tylko o tym. Dzisiaj wątki astronautyczne pojawiają się zauważalnie rzadziej, ale znowuż nie tak, by dział astronautycznych wpisów miał zostać nieodwołalnie zamknięty.

To tak w ogólnym i bardzo znacznym skrócie. Jeżeli staniesz się kolejnym ze stałych czytelników bloga, będzie mi bardzo przyjemnie. Jeżeli będziesz brał udział w dyskusjach pod publikowanymi tekstami, jeszcze mi przyjemniej! Bez względu na Twoje zaangażowanie w życie bloga, życzę przyjemnej lektury i częstych powrotów w to miejsce. Miejsce amatora astronomii!