Częściowe zaćmienie Księżyca 28 VIII 2026 A.D. - fotorelacja z obserwacji

Pierwsze i jedyne w tym roku zaćmienie Księżyca minęło pod znakiem warunków pogodowych i obserwacyjnych, jakie w sierpniowym tekście poświęconym zaćmieniom sugerowałem potraktować za potencjalnie najbardziej podatne na fiasko. Mimo, że z jednej strony widoczność takich zjawisk nisko nad horyzontem daje szansę na wykonanie wspaniałych, fotogenicznych kadrów z elementami przyrody i krajobrazu czy odległych zabudowań lub obiektów na horyzoncie, o czym widowiskowo przekonaliśmy się 12 sierpnia, to jednocześnie wiąże się z ryzykiem zupełnego niepowodzenia przez atakujące zwykle od zachodniego kierunku fronty niosące zachmurzenie. Wówczas nawet przy obiektywie pogodnym niebie na większości firmamentu można utracić szansę na obserwację czy rejestrację zjawiska z powodu lubiącego zalegać nisko nad horyzontem zachmurzenia, w które interesujący nas obiekt zanurkuje szybciej, niż byśmy tego chcieli. Z takim scenariuszem zmierzyłem się dzisiejszego poranka.

W przeciwieństwie jednak do całkowitego zaćmienia Księżyca z 7 września 2025 roku, tym razem coś jednak udało się zobaczyć. O wiele, wiele mniej, niż może cieszyć. O wiele, wiele mniej, niż zakładał plan minimum. I o wiele, wiele mniej, niż z geograficznego punktu widzenia było wykonalne w razie idealnej pogody.

Obserwacje rozpocząłem około 04:30 pod koniec fazy półcieniowej, w której właściwie tylko osoba świadoma trwającego zaćmienia może dojrzeć jakieś pociemnienie nachodzące od krawędzi księżycowej tarczy. I fotograf, ponawiający zdjęcia od początku zaćmienia na tych samych ustawieniach ekspozycji, gdy porówna sobie malejącą jasność Księżyca wraz z coraz głębszym zanurzaniem się w półcień. W każdym innym przypadku wielce prawdopodobne, że każdy spytany na ulicy przechodzień uznałby, że wciąż mamy do czynienia ze zwykłą pełnią.

Sytuacja zmienia się, gdy Księżyc znajduje się całkowicie w półcieniu i zaczyna wchodzić w główny cień Ziemi. Ten początek właściwego częściowego zaćmienia Księżyca, tym razem wypadający o godz. 04:33 widoczny był doskonale i tutaj już nawet pobieżne spojrzenie na naszego satelitę łatwo daje przekonanie o trwającym zaćmieniu. W moim przypadku Srebrny Glob przebywał wtedy już tylko 9 stopni nad horyzontem. Widoczność jeszcze dość dobra, ale od początku zwiastująca bardzo krótkie obserwacje. Ilość zwiastującego weekendowe załamanie pogody zachmurzenia piętra wysokiego napływającego od zachodniej strony, była o wiele większa od prognozowanej. Zamiast modelowanych 20-30% było to co najmniej dwukrotnie gęstsze zachmurzenie, a w przypadku kilkustopniowego pasa nad zachodem - praktycznie całkowite.

 
 
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na: (1) 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ISO 500, f/8, eksp. 1/160 sek. | (2) 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ISO 500, f/8, eksp. 1/160 sek. | (3) na 300mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ISO 500, f/6.7, eksp. 1/25 sek. | (4) na 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ISO 500, f/6.7, eksp. 1/10 sek.


Obserwację i rejestrację zacząłem więc z pewnością, że czeka mnie co najwyżej kilkanaście minut, nim utracę Księżyc z widoku, na długi czas przed większym pogłębieniem zaćmienia. O liczeniu na nieprzerwane obserwacje do samego zachodu Księżyca przypadającego o 05:51 w 21 minut przed maksymalną fazą zaćmienia, nie było co marzyć. Zaledwie 20 minut od rozpoczęcia zaćmienia częściowego, wykonałem ostatnie zdjęcie nadające się do relacji i na którym można jeszcze rozpoznać, że Księżyc to Księżyc. Poprzedzające ten ostatni kadr minuty wiązały się z już takim zagęszczeniem chmur wysokich za które Srebrny Glob się zanurzył, że należało drastycznie podnosić czułość godząc się na wysokie zaszumienie zdjęcia, ponieważ najdłuższe ekspozycje unikające rozmazania obrazu uciekającego z kadru Księżyca na ekwiwalencie 1200 mm ogniskowej, wiązały się z zupełnie ciemnym, nieakceptowalnym efektem. Jeśli Księżyc w pełni staje się niemal niewidoczny na 1/25 sekundy, normalnie przepalającej tarczę aż oczy bolą, to łatwo sobie wyobrazić o jak drastycznym i szybkim pogarszaniu widoczności tu mowa.

  
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na: (1) 75 mm (ekw. 150mm), ISO 500, f/6.7, eksp. 1 sek. | (2) 300 mm (ekw. 600mm), ISO 500, f/6.7, eksp. 1,6 sek. | (3) na 300mm w trybie ETC (ekw. 1200mm) + crop, ISO 500, f/6.7, eksp. 1/10 sek.


W konsekwencji zamiast ponad 90% tarczy zanurzonej w ziemskim cieniu o pomarańczowo-krwisto-czerwonym zabarwieniu typowym dla niemal całkowitego zaćmienia, widziałem i uwieczniłem około 25% zaćmienie w jedynie pierwszych 20 minutach fazy częściowej. Wraz z obniżeniem elewacji Księżyca do 6 stopni, przestał on być widoczny w aparacie na sposób umożliwiający dobre manualne wyostrzenie (bo automatyczne padło w takich warunkach o wiele szybciej), a przy 5 stopniach wysokości około godz. 05:05 nie dało się już wskazać nawet gołym okiem miejsca, w którym może on przebywać. Obserwacje zakończył wysoki przelot Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (wideo), której aktualnie trwająca widoczność poranna zachodzi do 4 września. Tak. Gdyby zaćmienie działo się ponad 20-30 stopni nad horyzontem, nie byłoby problemu. Większość nieba - choć zakryta pasmami cirrusami - prześwitała na tyle, by obserwacje zaćmienia stały się wykonalne. Przywitałem się po wiosenno-letniej przerwie z Orionem, Bykiem i Plejadami, popatrzyłem na poranną ISS i nacieszyłem oczy barwami nadchodzącego świtu, ale w przypadku zaćmienia Księżyca nie mogę uczciwie napisać o jakimś nacieszeniu oczu.

  
Tak wyglądał świt od wschodniej strony (całkiem znośnie - po lewej), a tak kończył Księżyc około 05:00 CEST, schodząc na 7 stopni nad horyzontem zachodnim. Zobaczycie go? Bo jest na obydwu kadrach (środkowe i prawe) w około 25 minut po rozpoczęciu zaćmienia częściowego.
 
Warunki pogodowe w noc z zaćmieniem (po prawej) i około 30 minut po zachodzie Księżyca w ostatnich zachodnich lokalizacjach naszego kraju. Tym razem najwięcej szczęścia z najdłużej utrzymującym się bezchmurnym niebem miały krańce południowo-wschodnie, jednak to właśnie tam Księżyc zachodził najszybciej, przy najmniejszej fazie zaćmienia częściowego w porównaniu do województw zachodnich i południowo-zachodnich, które zachmurzenie pokryło w pierwszej kolejności. Credit: sat24.com


Podsumowując, było lepiej od zeszłorocznego zaćmienia tylko dlatego, że dziś pierwsze kilkanaście minut zjawiska dało się dostrzec, tak aby nie wrócić z zupełnie pustymi rękoma. Ale to połów o wiele uboższy od nawet minimalnego, jaki uznawałbym za udany. Właściwie chyba tylko dlatego, że 12 sierpnia pozachwycałem się za wszystkie czasy w kwestii obserwowanych dotąd zaćmień Słońca, nie przeżywam dziś większego rozczarowania, bo niedawny widok zachodzącego złotego sierpa Dziennej Gwiazdy tak podbił moje morale, że wewnętrzne akumulatory mają wciąż bliski pełnemu naładowaniu zapas. Gdyby nie wciąż gorące wspomnienia po 12 sierpnia, dziś najpewniej pisałbym w bardziej ponurym tonie, a tak pozostaje mi powtórzyć własne słowa sprzed 15 lat po głębokim zaćmieniu Słońca: chcieliśmy złowić rekina, złowiliśmy szprotkę. Tym razem jednak, w kontrze do stycznia 2011, sierpień 2026 i tak zapamiętam jako miesiąc z jednymi z najwspanialszych widoków, jakie kiedykolwiek ujrzałem. Po drugim z rzędu, zdecydowanie niesatysfakcjonującym, niemal całkowitym zaćmieniu Księżyca, sukces sprzed dwóch tygodni nabiera dla mnie jeszcze większej wartości.

Jeżeli także obserwowaliście - zachęcam do pozostawiania relacji i materiałów w dyskusji pod tym wpisem na blogu lub postem na X czy Facebooku.

Subskrybuj nowe treści także poprzez kanał Polskiego AstroBlogera na YouTube


  f    X    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na X, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Komentarze