Sierpień oswoił nas z kumulacjami. Noc najwyższej aktywności roju Perseidów, które sypały się z nieba jeden za drugim, została otwarta zachodem Słońca podczas jego najgłębszego od 27 lat zaćmienia widocznego z obszaru Polski, gdy po raz pierwszy od dawien dawna mogliśmy nasycić zmysły widokiem skrywającego się pod horyzont cienkiego, ognistego sierpa Dziennej Gwiazdy zakrytego gdzieniegdzie w nawet 87% przez naszego satelitę. Czyżby jednak miało się okazać, że to wciąż za mało i domknięcie miesiąca, w którym czeka nas jeszcze głębokie zaćmienie Księżyca miało się nałożyć z okresami najwyższej aktywności geomagnetycznej od stycznia? Do tak obiecującego scenariusza droga długa i niełatwa, ale przy niezerowym prawdopodobieństwie warto ją dziś na spokojnie i z chłodną głową rozważyć.
Nie da się ukryć, że rok 2026 jawi się nam jako pierwszy od kilku lat tak mocno oswajający nas z klimatami posuchy w temacie aktywności słonecznej i wielu miłośników zaczyna odczuwać uzasadniony, zorzowy głód. Po wielu miesiącach pogłębiającej się ciszy w produkcji plam, mimo utrzymującej się wysokiej statystyki w burzach magnetycznych, dającej jak dotąd średnio jedną burzę tygodniowo, dużych wydarzeń zdecydowanie nam brakuje. Nie licząc wyjątkowego przypadku burzy magnetycznej kategorii G4 z 19-21 stycznia br., gdy w Ziemię uderzył rekordowy we współczesności pod względem pola magnetycznego koronalny wyrzut masy (CME), większość tegorocznych burz to wydarzenia o aktywności słabej lub umiarkowanej, przeważnie wymagające połączenia obecności obserwatora poza miastem i wykonania zdjęcia dla przekonania się o widoczności zorzy polarnej z naszych szerokości, nieporównywalne z burzą styczniową.
W maju, dwa lata po jedynej jak dotąd ekstremalnej burzy magnetycznej 25. cyklu słonecznego, istniała przez krótki czas szansa na powtórkę tamtych emocji za sprawą pojawienia się po odległej stronie Słońca potencjalnie rekordowej pod względem gabarytów grupy plam. Znajdująca się wówczas po niewidocznej z Ziemi stronie Słońca sonda Solar Orbiter rejestrowała wówczas nie tylko olbrzymie rozmiary tego regionu, ale też jego wysoką aktywność, z licznymi rozbłyskami klasy X, którym towarzyszyły CME. Zanim jednak ruch obrotowy Słońca przyniósł nam widoczność tej grupy plam zza wschodniej krawędzi, zdążyła ona stracić większość powierzchni i skomplikowania własnego pola magnetycznego, co przełożyło się na konieczność pogodzenia się z utraconą szansą choćby ograniczonej powtórki maja 2024.
Po lewej: efektowne strugi plazmy w niskiej koronie tuż po uwolnieniu CME w rozbłysku klasy M8.1 z regionu aktywnego 4513 na wschodniej krawędzi. Długość fali 304 angstremy. Credit: GOES. Po środku i po prawej: obszary aktywne - stan na 20.08.2026 r. oraz zbliżenie na obszar 4513. W większości miejsc po dostrzegalnej stronie Słońca aktywność plamotwórcza jest bardzo niska i gdyby nie oczekiwany 19 sierpnia powrót 4499 (już przemianowanego na 4513) moglibyśmy liczyć się z perspektywą drugiego w tym roku oczyszczenia tarczy. Zamiast tego zapowiada się okres silnego kontrastu typowy dla schyłkowych faz cykli słonecznych: niska produkcja plam ze sporadycznymi, lepiej rozbudowanymi i aktywnymi obszarami, z biegiem lat coraz częściej blisko równika. Credit: SDO
W ostatnią dekadę sierpnia wchodzimy z niemal pozbawioną plam tarczą słoneczną, którą jednak zaczyna zdobić dawny obszar aktywny 4499 powstały 29 lipca i oznaczony już oficjalnie jako 4513. Po tym jak 6 sierpnia region zszedł za zachodnią krawędź tarczy słonecznej i pozostawał niewidoczny, utrzymywał on swoją prostą budowę jaką mogliśmy obserwować przez nieco ponad tydzień jego widoczności na początku miesiąca, ale nie produkował silniejszych zjawisk. Sonda Solar Orbiter znajdująca się coraz bardziej po "ziemskiej" stronie Słońca obserwowała tę grupę plam już od kilku dni, rejestrując pierwsze po trzech tygodniach przerwy rozbłyski klasy M1 i M2. Od kilku godzin region ten zaczyna wyłaniać się zza wschodniej krawędzi po dwutygodniowej podróży przez niewidoczną stronę i od początku wykazuje się zwiększoną aktywnością - być może mając potencjał zapewnienia nam wrażeń, które w maju spełzły na niczym z powodu przedwczesnego zaniku tej imponującej grupy plam mającej swój krótki, lecz intensywny żywot po niewidocznej stronie Słońca.
Po lewej: zapis emisji rentgenowskiej po wystawionej ku Ziemi stronie Słońca za ostatnie dwa dni. Zaznaczone 4 rozbłyski klasy M z obszaru aktywnego 4513 to pierwsze takie zdarzenia od 30 lipca. Credit: GOES/SWPC. Po prawej: diagram motylkowy Maundera (dane do początku 2025) ukazujący rozmieszczenie plam słonecznych pod względem zajmowanej powierzchni na poszczególnych szerokościach heliograficznych. Więcej o tych danych w dalszej części tekstu. Credit: SIDC
Tą nadzieją, jaką bym stawiał na pierwszym miejscu jest niemal równikowa pozycja regionu. Obszar 4513 znajduje się zaledwie 3 stopnie na północ od słonecznego równika. Sprawia to, że podczas przechodzenia przez centrum tarczy, które przypadnie na okres około 24-28 sierpnia, będzie on skierowany niemal idealnie względem Ziemi, co maksymalizuje szansę na kierowanie ewentualnych wyrzutów koronalnych bezpośrednio w naszą stronę.
Rozbłysk klasy M8.1 w skrajnym ultrfiolecie (długość fali 304 angstremy). Widoczny moment uwolnienia CME (ciemna, dynamiczna fala uciekająca ku lewej stronie kadru) przed maksimum rozbłysku. Credit: GOES
Zdjęcia z koronografów CCOR-1 i CCOR-2 wskazują, że uwolniony CME porusza się niemal idealnie wzdłuż równika, rozchodząc się bardzo symetrycznie zarówno na północ jak i południe, ale z zachowaniem pędu i gęstości głównej części wyrzutu "na wprost" z punktu widzenia obszaru 4513. Gdyby takie zdarzenie wystąpiło za tydzień, mielibyśmy pewność nadchodzącego bezpośredniego uderzenia najbardziej obiecującą, centralną objętością wyrzutu. Nie da się dziś przewidzieć czy podobne zjawiska wystąpią za kilka dni, gdy region ten rozpocznie przemarsz przez centrum tarczy mając Ziemię na celowniku, ale szanse na takie nałożenie się wszystkich potrzebnych czynników są obecnie najwyższe od czasu styczniowej burzy.
Koronalny wyrzut masy z rozbłysku klasy M8.1 z 20.08.2026 r. widziany z ziemskiej perspektywy dzięki koronografom CCOR-1 (po lewej i po środku) i CCOR-2 (po prawej). Obecna pozycja regionu 4513 na wschodniej krawędzi sprawia, że w przypadku tego CME możemy mu się przyjrzeć "z boku", co pozwala wyciągnąć obiecujący wniosek pod względem trajektorii wyrzucenia materii. Niemal równikowe położenie obszaru aktywnego minimalizuje szanse na asymetryczne kierowanie CME z silnym odchyleniem na północ lub południe, a maksymalizuje na niemal równoległy względem równika kierunek głównej części wyrzutu - zwykle tej najszybszej, najgęstszej i najsilniejszej magnetycznie. W razie uwolnienia takiego CME podczas obecności regionu 4513 w centrum tarczy (za około 4-6 dni) taki wyrzut byłby kierowany bezpośrednio ku Ziemi swoją najkorzystniejszą objętością. Czy do takich zjawisk jednak dojdzie jest zupełnie odrębnym tematem. Credit: GOES/SOLAR-1/SWPC.
Pozycja niemal idealnie równikowa - czyli maksymalnie korzystna z punktu widzenia geometrii najbardziej geoefektywnych zjawisk - mówi nam też coś jeszcze. Przykład takiego regionu to kolejny z symptomów wysoce zaawansowanego etapu cyklu słonecznego, na jakim się znajdujemy. Zgodnie z prawem Spörera na początku cyklu słonecznego grupy plam formują się w bardzo silnym oddaleniu od słonecznego równika, na wysokich szerokościach heliograficznych półkuli północnej i południowej, by z biegiem lat i zbliżaniu ku słonecznemu maksimum obniżać szerokości występowania w kierunku równika. Kiedy przebywamy w fazie wygasającej cyklu, gdy ma już on większość przebiegu za sobą, aktywność plamotwórcza przenosi się na szerokości maksymalnie zbliżone ku równikowi by następnie, po okresie słonecznego minimum proces zaczął się od nowa na wysokich szerokościach heliograficznych. Takie przemieszczanie plam, od niemal okołobiegunowych szerokości ku równikowi, rysuje w funkcji czasu diagram motylkowy Maundera (patrz wyżej). Naniesione na diagram punkty obrazujące szerokość heliograficzną plam w danym okresie cyklu układają się w powtarzalne, symetryczne wzory, które kształtem przypominają właśnie rozpostarte skrzydła motyla. Najnowsza odsłona diagramu belgijskiego instytutu SIDC nie uwzględnia jeszcze danych za ten rok i sugeruje wciąż spory dystans, jaki musi Słońce przejść do zakończenia cyklu, nie mniej widać na niej "zawężanie" skrzydeł, czyli coraz niższe szerokości, na jakich rejestrowane są plamy.
f X yt Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na X, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.









Komentarze
Prześlij komentarz
Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy
W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"