Młody Księżyc tuż pod Wenus: idealna koniunkcja na finał wiosny złapana rzutem na taśmę (17.06.2026)
Spośród zjawisk astronomicznych możliwych do przewidzenia i zaznaczenia sobie w kalendarzu z wyprzedzeniem, nic nie stało na mojej liście priorytetów tego miesiąca powyżej koniunkcji z 17 czerwca. Złączenie dwóch najjaśniejszych obiektów nocnego nieba i to złączenie tak bliskie, by nawet posiadacze silniejszych lornet na statywie mogli cieszyć się widokiem całej koniunkcji bez konieczności wodzenia po niebie, to rarytas, który zawsze przyciąga uwagę niezależnie od tego czy obserwujemy niebo na co dzień (choć w naszej pogodzie bardziej by pasowało określenie "na ile często chmury pozwalają") czy też jedynie pobieżnie od niechcenia, gdy efektowny sierpik Księżyca z lśniącym niemal przyklejonym do niego drugim obiektem przyciągną uwagę zwykłego przechodnia.
Niewiele było w tym sezonie koniunkcji takiego kalibru. Największą kumulację podczas tej wiosny jednego wieczoru w jednym polu widzenia mieliśmy niewątpliwie w kwietniu. Szczęśliwie na tamto złączenie niebo okazało w moim regionie swoje bezchmurne oblicze, dając okazję nie tylko nacieszenia oczu widokiem pary najjaśniejszych nocnych obiektów wzbogaconym Uranem i zawsze pięknymi Plejadami, ale też uwiecznić tamto spotkanie na pamiątkowych kadrach.
Koniunkcja z 17 czerwca nie stała wyżej na liście moich celów wiosny 2026 roku, ale z pewnością prowadziła na liście samego czerwca. Trudno nie oczekiwać z nadzieją pogodnego nieba złączenia przynoszącego minimalny dystans na poziomie ledwie 24 minut łuku i to dzielących właśnie najjaśniejszą parkę obiektów po Słońcu. Jeszcze trudniej nie ekscytować się tym złączeniem, gdy Srebrny Glob oświetlony w dopiero 10% widoczny będzie niezbyt wysoko nad horyzontem, co wprawdzie utrudnia uzyskanie dużego kontrastu uwypuklającego światło popielate, ale ułatwia planowanie kadrów z elementami odległego horyzontu czy choćby lokalnego krajobrazu. Ale jak się okazało nie pierwszy zresztą raz, niskie położenie bywa też minusem, na przykład w sytuacjach, gdyby zachmurzenie miało się okazać wzrastające.
No i takie było. Od północnego zachodu (sat24.com - 20:45 CEST) już kilka godzin przed zmierzchem nasuwał się front niosący pełne zachmurzenie, które w moim przypadku podczas koniunkcji zajmowało zaledwie kilka stopni wysokości. Jednak elewacja Księżyca z Wenus też była tylko kilkustopniowa. W momencie rozstawienia się ze sprzętem otrzymałem szansę na wykonanie dosłownie kilku pamiątkowych ujęć bez opcji spokojnego kadrowania i obmyślania ekspozycji z elementami horyzontu - to była walka z czasem, gdzie 5 minut spóźnienia z mojej strony oznaczałoby już całkowite fiasko. Jeszcze nigdy z koniunkcji nie wróciłem chyba z tak małą ilością materiału. Ale chyba jeszcze nigdy nie miałem takiego szczęścia, by zdążyć przed zachmurzeniem dosłownie na ostatnią minutę. Nie było czasu nacieszyć się dłużej widokiem tej parki, przez co - choć ogólnie odbieram obserwację jako pomyślną - sukces ten przeplata we mnie radość z niedosytem. Po dwóch zdjęciach wykonanych momentalnie po rozłożeniu się ze statywem (pierwsze w galerii jest z godz. 22:27, piąte z 22:32 CEST), Księżyc zaczął już być przykrywany chmurami, po kolejnych 2-3 minutach pozostawała tylko Wenus by za następną chwilę także stać się już niewidoczną.
O oddalonym bardziej w stronę horyzontu Jowiszu w ogóle nie było mowy, bo jego chmury przykryły w pierwszej kolejności. W pobliżu duetu Księżyc-Wenus czaiła się też gromada Praesepe - ale z uwagi na niskie położenie wszystkich obiektów, silne rozświetlenie nieba i niewielką jasność jej gwiazd w porównaniu do bardziej rozproszonych, ale znacznie wyraźniejszych Plejad - nie była ona głównym celem. Ba! Nie była nawet drugorzędnym celem - traktowałem ją jako potencjalny deser, którym nie wzgardzę po głównym daniu, ale i nie odmówię, gdyby widoczność okazała się na tyle dobra, by można o nim pomyśleć. Nie dało rady - chmury zakryły jej pozycję zanim niebo zdołało pociemnieć.
Po dość kapryśnym jak na razie czerwcu, z większą ilością zachmurzenia i opadów, niż w pierwszych aktach wiosny, cieszy mnie niezmiernie fakt, że na pożegnanie statystycznie najpogodniejszej pory roku, tuż przed odwróceniem klepsydry, jaka niebawem zacznie nam przesypywać piasek w kierunku przesilenia zimowego, aura pozwoliła wyskoczyć w teren i nacieszyć się ostatnim tej wiosny spotkaniem Księżyca z Wenus na tak bliską skalę. Widząc jak pogoda w ostatnich godzinach przed koniunkcją się zmienia czekałem bez większych nadziei, a jednak zachmurzenie dało jeszcze kilka minut by coś niecoś zobaczyć.
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm (ekw. 600 mm), ISO 400, eksp. 1/3 sek.; (2 na 2 sek.), 2,3,5,8-crop
f t yt Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, obserwuj blog na Twitterze, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.


Komentarze
Prześlij komentarz
Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy
W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"