Piąte i zarazem otwierające drugą połowę spośród widocznych w Polsce zaćmień Słońca podczas 25. cyklu aktywności słonecznej okazało się zaćmieniem na piątkę. Zapowiadało się z nieomal pozbawioną plam tarczą gdy w weekend poprzedzający zaćmienie wkraczaliśmy z niemal zupełną pustką po widocznej stronie Słońca, a wystarczyłoby ledwie 5 grup plam, aby po raz drugi wyrównać dotychczasowy rekord podczas zaćmień w tym cyklu. Co więcej, w moim przypadku niektóre z pogodowych modeli sugerowały pełne zachmurzenie pechowo jedynie w wąskim oknie prognozy około godziny zaćmienia, po praktycznie bezchmurnym dniu i przed bezchmurną nocą, co jawiło się jako tak abstrakcyjnie złośliwa kolej rzeczy, że aż niewiarygodna. Tymczasem gdy nastał 12 sierpnia na tarczy słonecznej mieliśmy nagle już... 5 grup plam, po raz trzeci z rzędu w takiej liczbie na dzień oczekiwanego zjawiska, a prognozy pogody o wiele korzystniejsze od weekendowych. Do nadchodzącego już za kilka godzin zaćmienia o najgłębszej fazie maksymalnej nad Polską od 27 lat można było więc zacząć odliczanie z dużą dawką optymizmu...
Choć nie było ono dla naszego kraju równie widowiskowe co z perspektywy Hiszpanii, okoliczności w jakich mogliśmy je podziwiać - chyba w bardzo łatwy sposób windują to zaćmienie na pozycję najbardziej spektakularnego, jakim od początku tego stulecia mogliśmy nasycić zmysły - bo zdecydowanie nie tylko oczy. Zachodzące w złotawo-czerwonawych barwach, głęboko zaćmione Słońce w postaci cienkiego sierpa stworzyło jakieś totalnie abstrakcyjne widoki i pocztówkowe, iście malarskie obrazy, które będą stanowić wspaniałą wizytówkę nie tylko tego miesiąca czy roku, ale w całokształcie najlepsze z najlepszych widoków astronomicznych, jakie w ogóle moglibyśmy sobie próbować wyobrazić. O ileż mniejszy efekt dałoby to zaćmienie, gdyby przebiegło wysoko na niebie, a kadry byłyby zwyczajnie nudne, z samym słonecznym rogalikiem na czarnym tle bez krajobrazu, co już jednak widzieliśmy.
I właśnie jak już pokrótce wspominałem w zwiastunie na iksie czy fejsubuku - powiedzieć, że po tym zaćmieniu skaczę z radości to jakby nic nie powiedzieć. Mogę sobie tylko wyobrazić co czują osoby w wąskim pasie widoczności zaćmienia całkowitego, ale skoro liczni okolicznie zgromadzeni wokół mnie czy wielu innych miastach pasjonaci czy zwykli ludzie zachwycali się widokami chylącego się ku horyzontowi złotego, cienkiego sierpa Dziennej Gwiazdy zupełnie jakby obserwowali zjawisko na miarę zaćmienia całkowitego, to chyba jednak nie było to "tylko" jakieś tam częściowe zaćmienie. Mi zresztą także w niejednym momencie zaszkliło się oko i bynajmniej nie przez gapienie się bez filtra w ten oślepiający blask. Jak błysk przybyły w oka mgnieniu moje wspomnienia z 4 stycznia 2011 roku, gdy pierwszy raz konkretnie przygotowany do obserwacji porównywalnie głębokiego zaćmienia (82%) mogłem jedynie pocieszać się krótkim widokiem zamglonego Słońca tuż przed końcem zjawiska. Wtedy trzeba było uznać, że jeśli chce się dotrwać do podobnego zaćmienia, nie wystarczy poczekać do marca 2015, ani nawet października 2022, ale właśnie do sierpnia 2026 roku. Wystarczyło poczekać 15 lat. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, ale chcąc-nie chcąc w kalendarzu nagle stuknął sierpień Anno Domini 2026...
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ND-3.8, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 sek.
Jak przebiegły moje obserwacje? W skrócie: pogoda nie była idealna, ale zdecydowanie więcej, niż wystarczająca by się porządnie zachwycić. Bezchmurny pierwszy kontakt Księżyca ze Słońcem i następnych kilkanaście minut zaćmienia, co pozwoliło na obserwacje zakrycia dwóch grup plam - AR4509 i AR4503, umiarkowanie pochmurny środek z krótkotrwałymi przerwami wywołanymi przepływającymi chmurami, okolice maksimum za gęstym obłokiem zachmurzenia odcinającego kompletnie widok Słońca i niemal podobnie idealny do początku wielki finał z widokami schodzącego ku horyzontowi ognistego sierpa, jaki wprawiał zgromadzonych w ogromne poruszenie, a dla mnie osobiście stał się natychmiastowo jednym z absolutnie najwspanialszych obrazów, jakich kiedykolwiek doświadczyłem. Chyba nie skłamię, jeśli rzucę oceną, że to ścisłe TOP-5 wszystkiego co oczami lub aparatem kiedykolwiek zapisałem w swoich wspomnieniach.
Obraz coraz silniej zaćmionej tarczy słonecznej wzbogacały co chwilę liczne ptaki - co trafiło też do galerii - a niebo przecinały zwykle w 5-6 osobnikach odlatujące rodziny bocianów, wszak czas sejmików osiąga teraz swoją pełnię. W połowie zaćmienia Słońce zeszło za na tyle grube obłoki, że filtr ND3.8 nie wychwytywał już blasku Dziennej Gwiazdy, a obserwacja gołym okiem (w racjonalnych jednostkach czasu) nie dawała dyskomfortu, dzięki czemu o część ujęć z około 15-20 minut przed maksimum i na sam zachód, można było pokusić się z samą optyką bez filtra. Dzięki niskiej elewacji nawet widok bez powiększenia - czy to przez naturalny filtr z chmur czy okulary zaćmieniowe gdy chmur było mniej - łatwo zachwycał. Widzieć jednocześnie horyzont, elementy krajobrazu i nisko zawieszone Słońce przybierające postać sierpa w czasie tak zwanej złotej godziny, to zdecydowanie piękniejsze i bardziej fotogeniczne okoliczności od typowych zaćmień zachodzących gdzieś wysoko na firmamencie.
Zaćmienie ruszyło. Ptaszki latają...
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC - klatki z materiału 4K (crop 100%, ekw. 840 mm)
...a plamy znikają: zakrycie regionów AR4509 i AR4503 przez Księżyc
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ND-3.8, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 sek.
Kilka minut przed 20:00 i na czas maksimum (dla mnie około 20:05 CEST i zarazem 20 minut przed zachodem) miałem całkowite zaćmienie Słońca obłokiem, za który się ono skryło, ale nawet ta sytuacja nie potrafiła obniżyć morale u kogokolwiek ze zgromadzonych, bo widać było, że to sytuacja dosłownie chwilowa. Mimo, że każda uciekająca chwila z i tak niedługiego przecież zaćmienia, zmieniającego się dynamicznie z minuty na minutę znacznie szybciej, niż przy płytszych zaćmieniach częściowych była na wagę złota, widać było, że już za momencik, już za chwileczkę Dzienna Gwiazda obniży się jeszcze bardziej ku horyzontowi, a właśnie wąski pas od horyzontu do około 3 stopni nad nim pozostawał niemal nietknięty zachmurzeniem.
Zaćmienie coraz głębsze, chmurzy się, ale nadzieja nie umarła...
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC - klatki z materiału FHD (crop 100%, ekw. 1620mm), bez filtra.
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 sek.
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 150 mm (ekw. 300mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 sek.
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm w trybie ETC (ekw. 1200mm), ND-3.8, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 sek.
Wiedząc jaki będzie finał, serducho już od wielu godzin przed zaćmieniem biło mi szybciej, niż zwykle i choć nie miało to być ani zaćmienie całkowite ani pierwsze jakie w ogóle miałbym obserwować, to właśnie świadomość wyjątkowej niepowtarzalności zachodzącego Słońca w postaci głęboko zakrytego tarczą Księżyca ognistego złotego sierpa z elementami krajobrazu sprawiał, że pokładałem w tym zjawisku nadzieję na to, że będzie to zaćmienie zdecydowanie inne od reszty.
Maksimum było więc, z konieczności, chwilą do uspokojenia emocji i przygotowania się na nadchodzący wielki finał, z fazą zaćmienia niewiele różniącą się od tej maksymalnej, ale dodatkowo widoczną w tak cudownej palecie barw i takiej bliskości horyzontu, jak jeszcze nigdy podczas któregokolwiek z zaćmień Słońca dostępnych Polakom w ostatnich dekadach. Nie piszę od 27 lat, bo to nadal zbyt krótka skala - tamto zaćmienie mimo, że głębsze, gdy fazą całkowitą cieszyły się m.in. Węgrzy, Austriacy czy Niemcy, działo się bardzo wysoko na niebie, bez szans na tak olśniewającą fotogeniczność z krajobrazem, jak tym razem.
I nastał wielki finał. Jedyny taki zachód Słońca. Spod obłoków, 3 stopnie nad horyzontem rozpoczął wyłanianie cienki, ognisty sierp Słońca, by... po prostu odebrać człowiekowi mowę. Widok równie piękny i wzruszający, jak też w jakiś sposób kompletnie abstrakcyjny. Pozornie nic niezwykłego, ot częściowe zaćmienie Słońca, nie pierwsze i nie ostatnie, a jednak wyraźnie inne od całej reszty zaćmień. Widok niczym z jakichś najbardziej ukrytych pragnień o zobaczeniu czegoś tak zachwycającego, że wydającego się być nierealnym. Czysty odlot. Kadr jak z kina sci-fi czy tysięcy odrealnionych komputerowych wizualizacji, gdzie grafików za bardzo poniosło w kreowaniu nierzeczywistego piękna. A tu piękno to było w pełni naturalnie, hipnotyzujące, niestworzone ludzką ręką i chyba dlatego potrafiące porwać każdego, kto się na nie otworzy i poświęci kilka chwil. Boże, jaki jestem szczęśliwy. Zawieszone tuż nad horyzontem w około 80% zaćmione Słońca, a następnie skrywanie się jego sierpa pod horyzont, stanowić będzie dla mnie jedne z najwspanialszych widoków nie tylko spośród tych, jakie ujrzałem, ale jakie w ogóle można sobie wyobrazić. Szaleństwo. Dla takich chwil chce się żyć!
Jedyny taki zachód Słońca... Wielki finał cz. 1/3
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm (ekw. 600mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/4000 sek.
Wielki finał cz. 2/3
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 200-300 mm w trybie ETC (ekw. 1080-1200mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/10000 - 1/13000 sek.
Wielki finał cz. 3/3
GX800K, M.Zuiko Digital ED 75-300mm f/4.8-6.7 II na 300 mm: Zdjęcie 1: w trybie ETC - klatka z materiału FHD (crop 100%, ekw. 1620mm). Zdjęcie 2: w trybie ETC (ekw. 1200mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/13000 sek. Zdjęcie 3-4: na 300 mm (ekw. 600mm), bez filtra, ISO 500, f/11, eksp. 1/3200 sek. (3) i 1/4000 sek. (4).
Dodatek 1/3: mozaika z całego zjawiska
Dodatek 2/3: filmowy zapis wybranych momentów z obserwacji [4K]
fXytBądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników blogana Facebooku, obserwuj blogna X, subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się doNewslettera.
Witaj, odnieśliśmy sukces. Załączam coś do fotogalerii. No i zachęciłem kilka osób co nawet nie wiedziały, że będzie zaćmienie. Niesamowite emocje i trochę zabrakło czasu. Żeby tak ze dwie minuty więcej widnokręgu było ;). Nagrane z Mostu Południowego w Warszawie. Są to klatki z aparatu Panasonic LUMIX DMC FZ-1000. Bez żadnych filtrów, tylko zoom cyfrowy w trybie wideo. Niestety dzień był dość chłodny czego efektem był słabiutki miraż typu "mock mirage" ale za to ze słabymi zielonymi błyskami (czyli mock‑mirage green flash, jeśli dobrze opisuję. Czy ta nazwa ma polski odpowiednik?). Natomiast nieco wcześniej było widać słaby "green rim effect", na 15 minut przed zachodem.
Świetnie wyszło, zarówno 12 jak i 8 sierpnia. Gratulacje! Super, że na finał przed zachodem też złapałeś uciekający pod horyzont sierpik - z braku zaćmienia całkowitego w Polsce taka wersja zachodu Słońca to coś, co może śmiało bić się o czołówkę wszelkich widoków, których mogliśmy doświadczyć :-)
Nie znam i chyba nie ma polskich odpowiedników - po prostu miraż, zielony błysk, ale z doprecyzowaniami, które miałyby ugruntowaną pozycję w polskiej terminologii chyba się nie spotkałem. To nawet nie jedyne pole, gdzie nie mamy polskich nazw. W pogodzie kosmicznej dla przykładu też jest tego trochę. Pozdrawiam
21 sierpnia 2036 jedziemy nad Bałtyk - zachód typu diablo np. Ustka lub płetwa rekina m. in w Warszawie :D. lub lustrzana płetwa w Szczecinie. Za trudny wybór - potrzebuję kilku lat przemyśleń. Jedyne ułatwienie, że na całym świecie tylko częściowe.
No to odliczamy! :-) Nadmorskie lokacje dają ten plus, że maksimum głębsze, ciutkę wyżej i czystszy horyzont. Ale pod fotki krajobrazowe to już tak średnio - z głębi województw da się pewnie szerszy wachlarz opcji pod ciekawe kadry uzyskać. Na szczęście czasu na przemyślenie całkiem sporo.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWitaj, odnieśliśmy sukces. Załączam coś do fotogalerii. No i zachęciłem kilka osób co nawet nie wiedziały, że będzie zaćmienie. Niesamowite emocje i trochę zabrakło czasu. Żeby tak ze dwie minuty więcej widnokręgu było ;). Nagrane z Mostu Południowego w Warszawie. Są to klatki z aparatu Panasonic LUMIX DMC FZ-1000. Bez żadnych filtrów, tylko zoom cyfrowy w trybie wideo. Niestety dzień był dość chłodny czego efektem był słabiutki miraż typu "mock mirage" ale za to ze słabymi zielonymi błyskami (czyli mock‑mirage green flash, jeśli dobrze opisuję. Czy ta nazwa ma polski odpowiednik?). Natomiast nieco wcześniej było widać słaby "green rim effect", na 15 minut przed zachodem.
OdpowiedzUsuńKlatki:
https://drive.google.com/drive/folders/1kXBNOzFXTUIw-2uzLNBtD0howO0Vq2jl?usp=sharing
Nieedytowany film, ostatnie 5 minut
https://www.youtube.com/watch?v=jGh4E8ucXTE
Ach, żeby to był ósmy sierpnia:
https://www.youtube.com/watch?v=Vxz62d2pzxA
Byłoby lepiej pod każdym względem. Ale przynajmniej nie byłem w Reykjaviku. Pozdro.
Świetnie wyszło, zarówno 12 jak i 8 sierpnia. Gratulacje! Super, że na finał przed zachodem też złapałeś uciekający pod horyzont sierpik - z braku zaćmienia całkowitego w Polsce taka wersja zachodu Słońca to coś, co może śmiało bić się o czołówkę wszelkich widoków, których mogliśmy doświadczyć :-)
UsuńNie znam i chyba nie ma polskich odpowiedników - po prostu miraż, zielony błysk, ale z doprecyzowaniami, które miałyby ugruntowaną pozycję w polskiej terminologii chyba się nie spotkałem. To nawet nie jedyne pole, gdzie nie mamy polskich nazw. W pogodzie kosmicznej dla przykładu też jest tego trochę. Pozdrawiam
21 sierpnia 2036 jedziemy nad Bałtyk - zachód typu diablo np. Ustka lub płetwa rekina m. in w Warszawie :D. lub lustrzana płetwa w Szczecinie. Za trudny wybór - potrzebuję kilku lat przemyśleń. Jedyne ułatwienie, że na całym świecie tylko częściowe.
OdpowiedzUsuńNo to odliczamy! :-) Nadmorskie lokacje dają ten plus, że maksimum głębsze, ciutkę wyżej i czystszy horyzont. Ale pod fotki krajobrazowe to już tak średnio - z głębi województw da się pewnie szerszy wachlarz opcji pod ciekawe kadry uzyskać. Na szczęście czasu na przemyślenie całkiem sporo.
Usuń