59. rocznica katastrofy Apollo 1


21 lutego 1967 roku zaplanowany był start pierwszej załogowej misji w ramach programu Apollo, który ostatecznie doprowadził do lądowania człowieka na powierzchni Srebrnego Globu. Mało kto mógł się spodziewać, że pierwsza trójka astronautów tego historycznego programu straci swoje życie jeszcze zanim dojdzie do wznoszenia rakiety i opuszczenia wyrzutni startowej, mało tego - zanim dojdzie do pierwszej próby startu. Tegoroczne tradycyjne Dni Pamięci na Polskim AstroBlogerze na przełomie stycznia i lutego otwiera wspomnienie tragicznego wypadku misji Apollo 1 - bolesnego ciosu dla agencji NASA, który został zadany przez los w najgorszym chyba momencie, a od którego mija dzisiaj 59 lat. Dziś, po blisko sześciu dekadach od tragicznego wypadku pierwszej misji najsłynniejszego programu księżycowego, załogowe loty w przestrzeń kosmiczną nadal pozostają dalekie od rutyny.


Credit: National Geogrpahic

W ramach przygotowań do lotu Apollo 1, przeprowadzano miesiącami szereg testów, ćwiczeń, przygotowań załogi na różne scenariusze, zaś świat, zwłaszcza Stany Zjednoczone, przygotowywany był na wielkie wydarzenie - rozpoczęcie nowego programu załogowych lotów kosmicznych, który po kilku misjach doprowadzi USA do wygranej w kosmicznym wyścigu na Księżyc toczonym ze Związkiem Radzieckim. Jedne z testów przed misją zaplanowano dokładnie na 27 stycznia 1967 roku. Na stanowisku startowym LC-34 w Centrum Kosmicznym Kennedy'ego na Przylądku Canaveral na Florydzie rakieta nośna Saturn-IB wraz ze statkiem Apollo 1 czekała na rozpoczęcie kolejnych testów.

Testów teoretycznie bezpiecznych, albowiem rakieta nie była załadowana paliwem. Celem przygotowań było wykazanie sprawności wszystkich systemów elektrycznych statku - m.in. odłączenie wszystkich zewnętrznych kabli od statku, próby sprawności zestawu startowego na zasilaniu wyłącznie z akumulatorów i poprawności procedur operacyjnych w chwilach na krótko przed końcową fazą odliczania do startu. Testy zostały uruchomione od godz. 12:55 GMT. Po zakończeniu przygotowań systemów inicjujących, około 18:00 GMT załoga - Gus Grissom, Edward H. White i Roger B. Chaffe, zajęła swoje miejsca w module dowodzenia. Astronauci weszli do kapsuły w ramach normalnej procedury sprawdzającej działanie systemów statku w warunkach zbliżonych do lotu, mimo że rakieta Saturn IB nie była nawet zatankowana. W przestrzeni kosmicznych marzeń astronautów to był kolejny krok w kierunku ich celu, ale w realiach ziemskich ta rutynowa próba okazała się katastrofą.

Szybko pojawiły się problemy. Po przypięciu załogi do foteli, podłączeniu do systemów statku i przejścia na układy wewnętrzne pilot zaraportował kwaśny zapach, który pojawił się w powietrzu w module załogi - co znacząco opóźniło symulację startu. Pojawiły się problemy ze sporadycznym niepoprawnie przepływającym tlenem przez skafandry załogi (zbyt wysokie ciśnienie), pojawiły się też problemy z łącznością między załogą a personelem kontroli misji i nadzorujących całe stanowisko startowego LC-34.

Około godz. 22:40 GMT zegar symulujący odliczanie do startu został wstrzymany w celu rozwiązania trudności. Różne funkcje końcowego odliczania zostały dokończone podczas wstrzymanego zegara. Z nadejściem godziny 23:20 GMT wszystkie procedury ostatniej sekwencji odliczania zostały wznowione, a zegar w czasie T -10 minut został znów zatrzymany w celu kolejnej próby rozwiązania problemów z łącznością. Aż do godz. 23:30 GMT nie odnotowano jakichkolwiek zdarzeń, które później miałyby się wydawać związane z pożarem. Najważniejszym krokiem w tym okresie było rozwiązanie problemu komunikacyjnego, ponieważ wszystkie inne systemy działały normalnie. Od 23:30:14 GMT nie było żadnej transmisji głosu z pokładu statku kosmicznego aż do momentu zaraportowania ognia wewnątrz kapsuły Apollo 1, co miało miejsce o godz. 23:31:04 GMT. Pożar, którego się nie spodziewano pojawił się znienacka szybko spowijając całą kapsułę i uwięzionych wewnątrz astronautów. Gdyby tego było mało, nie mieli oni możliwości ucieczki - próby otwarcia włazów dokonywane podczas pożaru przez jednego z załogantów nie przyniosły skutku; zadanie utrudniał też dynamicznie rozprzestrzeniający się ogień w kapsule.

23:30:54 GMT
"Mamy pożar w kokpicie"

23:31:06 GMT
Mamy groźny pożar! Wydostańcie nas! Palimy się! Jesteśmy w ogniu!

Wnętrze kapsuły statku Apollo 1 po skutkach pożaru. Credits: NASA

Komunikacja ze statkiem została zerwana. W 14 sekund od pierwszych komunikatów załogi o ogniu, ciśnienie w kapsule wzrosło do niemal 2 atm. i doprowadziło do rozerwania kabiny. Potężny żar, toksyczne opary wokół statku, słabe maski i pojawiające się fale uderzeniowe eksplozji z modułu dowodzenia skutecznie uniemożliwiały podjęcie ratunku grupie ratunkowej czuwającej na miejscu. Po pięciu minutach otwarto włazy, pożar w kapsule się wypalił, a ekipie po opadnięciu gęstego dymu ukazały się ciała astronautów. Ogromna temperatura stopiła kombinezony załogi łącznie z wężami łączącymi ich z systemem podtrzymywania życia. Dochodzenie wykazało, że śmierć nie nastąpiła jednak z powodu spalenia, ale poprzez uduszenie; źródła zapłonu pożaru w Apollo 1 oficjalnie nie określono.

Ten kapsułowy "kokpit" był jednak środowiskiem, które w tamtych warunkach miało w sobie coś zgubnie niestabilnego - 100-procentowa atmosfera tlenu przy ciśnieniu wyższym niż atmosferyczne nie była przypadkowym detalem, lecz standardem testowym. O tym, jak destrukcyjnie może działać taka mieszanka w zetknięciu z iskrami elektrycznymi, wiedzieli inżynierowie, ale najwyraźniej nigdy nie doceniono w pełni synergii czynników ryzyka: tlen, łatwopalne materiały, skomplikowane wiązki przewodów i ciasna, hermetyczna przestrzeń. Ta kołdra bezpieczeństwa, którą miał być laboratoryjny test, okazała się pułapką.

Gdy ogień wybuchł, rozprzestrzenił się błyskawicznie. Z nagrań komunikacji wynika, że jeszcze sekundę wcześniej astronauci wykonywali kolejne punkty swojej listy zadań. Potem padły słowa alarmu i cisza. Płomienie buchnęły w mgnieniu oka, a wewnętrzne podciśnienie natychmiast przycisnęło właz kapsuły do ramy, uniemożliwiając jakąkolwiek próbę ewakuacji. To, co miało być kolejnym krokiem w badaniu przestrzeni poza Ziemią, stało się tragicznym przypomnieniem, że granica między życiem a śmiercią w takiej technologicznej próbie jest często cienka jak włos.

Przed tragicznym wypadkiem, kilku inżynierów i ekspertów, w tym Gus Grissom (dowódca załogi Apollo 1), ostrzegało NASA o potencjalnych zagrożeniach związanych z konstrukcją statku kosmicznego. Grissom, który miał wcześniej doświadczenie z awarią w misji Gemini 8, zauważył, że kapsuła Apollo 1 była zbyt podatna na pożary, szczególnie w atmosferze wzbogaconej tlenem pod wysokim ciśnieniem. Dodatkowo, Roger Chaffee i Ed White, również wyrazili zaniepokojenie dotyczące niewystarczającego poziomu bezpieczeństwa. Mimo tych ostrzeżeń, NASA kontynuowała prace bez wprowadzenia istotnych zmian.

W toku dochodzenia ustalono, że awaria Apollo 1 była wynikiem kombinacji kilku czynników, w tym problemów z projektowaniem statku kosmicznego, błędów w wykonaniu oraz nieprzewidzianych okoliczności. Główną przyczyną tragedii był zapłon materiałów łatwopalnych w atmosferze wzbogaconej tlenem pod wysokim ciśnieniem. W wyniku błędów konstrukcyjnych, nie było skutecznego sposobu na szybkie otwarcie drzwi, co uniemożliwiło załodze ucieczkę w obliczu zagrożenia. Choć wypadek spowodował rewizję procedur w NASA i zmiany w konstrukcji statków przyszłych misji załogowych, historia pokazała, że amerykańska agencja kosmiczna jeszcze wielokrotnie miała doświadczyć skutków lekceważącego podejścia do bezpieczeństwa.

To, czego nie widać w suchych kalkulacjach i analizach, to dramat tych chwil - nie tylko wewnątrz kapsuły, ale także wśród tych, którzy stali w blokowym domku i obserwowali test na monitorach. Gene Kranz, późniejszy ikoniczny dyrektor lotów - znakomicie sportretowany przy okazji ekranizacji misji Apollo 13 przez Eda Harrisa - który jeszcze po katastrofie mówił o sobie i zespole: "nie zatrzymaliśmy się wtedy, żeby powiedzieć STOP", przypominał, jak presja harmonogramu i nadmierna pewność siebie zatruły kulturę pracy. Nie jest też przypadkiem, że po tragedii powstał jeden z najbardziej rozległych i wnikliwych przeglądów procedur bezpieczeństwa w dziejach NASA. Raport Komisji Apollo 204 miał ponad 3000 stron i prowadził nie tylko do zmian technicznych - jak szybciej otwierany właz, ograniczenie materiałów łatwopalnych czy mieszanka azotu i tlenu w atmosferze kabiny - ale do przewartościowania zasad decyzji i odpowiedzialności w misjach kosmicznych.

Z perspektywy czasu Apollo 1 jawi mi się jako coś więcej, niż bolesny punkt zwrotny prowadzący drogą ku lądowaniu na Księżycu. Owszem, tragedia ta wymusiła pewną korektę myślenia o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i kulturze pracy, a jej efektem był program, który kilka lat później odniósł spektakularny sukces. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że była to raczej wygrana konkretnej epoki i konkretnych ludzi, niż trwała, nazwijmy to, przemiana instytucjonalna.

Historia NASA pokazuje bowiem, jak łatwo wraz z upływem czasu powracają te same mechanizmy: presja harmonogramów, wiara w "sprawdzoną technologię", akceptacja ryzyka przesuwanego coraz dalej poza granicę komfortu, a z czasem też nieprawdopodobne ignorowanie przestróg ze strony inżynierów niewygodnie sygnalizujących konkretne nieprawidłowości. Apollo 1 nauczyło, jak wysoka bywa cena postępu, ale zupełnie nie zagwarantowało, że ta lekcja pozostanie żywa na zawsze. Sukces potrafi uśpić czujność równie skutecznie jak porażka potrafi ją obudzić - i właśnie w tym napięciu między pamięcią a zapomnieniem kryje się jeden z najbardziej niepokojących wniosków płynących z tej historii. Właśnie z tego powodu już jutro kontynuacja Dni Pamięci na blogu.



Kronika poświęcona tragedii Apollo 1. Credits: Universal Newsreel

Zapis transmisji audio podczas testów, w tym do kilku sekund po wybuchu pożaru. Ostrzeżenie: nagranie może być wstrząsające. Przerwij odsłuch w 29 minucie 30 sekundzie jeśli nie chcesz odsłuchu z czasu pożaru. Credits: NASA

W katastrofie misji Apollo 1 życie swe stracili:
Gus Grissom
Edward H. White
Roger B. Chaffe

Załoga misji Apollo 1 - Gus Grissom Edward H. White Roger B. Chaffe. Credits: NASA


Bądź na bieżąco ze zjawiskami astronomicznymi i zapleczem amatora astronomii - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebooku, Twitterze, lub YouTube.


Tekst pierwotnie opublikowany 27.01.2010 roku. Ostatnia aktualizacja: 27 stycznia 2026 roku.

Komentarze